Historia jest nauczycielką życia
![]()
![]()

Jacek Wijaczka, Traktat krakowski i hołd pruski z 1525 roku, Instytut Północny im. W. Kętrzyńskiego, Olsztyn 2025, s. 320
Tak sobie myślę, że gdyby zapytać współczesną młodzież, z czym im się kojarzy „nauczycielka życia” to jestem pewien, że pożeglowalibyśmy w obszary mocno obyczajowe i nie koniecznie obyczajne, a już na pewno nie w przestrzenie związane z daleką przeszłością.
Z czym Nam skojarzy się „nauczycielka życia” po lekturze dzisiejszego tekstu kompletnie nie wiem.
Jeśli chodzi o książkę o traktacie krakowskim i hołdzie pruskim, to bez dwóch zdań hołd należy oddać jakości wydawnictwa. 320 stron waży jeden kilogram. Uwierzcie, że to świadczy o doskonałej jakości papieru, na którym mapy, obrazy, ryciny i reprodukcje prezentują się doskonale. Książka nie jest tania, choć „zrealizowano ją ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego”.
Autor zastrzega się, że jest to popularyzacja i dlatego choć dostajemy na końcu bibliografię, spisy osób, indeks geograficzny, to w książce przypisów nie ma.
Miłym zaskoczeniem było to, że na stronie 251 książki odnalazłem dobrze znany sobie fragment tekstu Jarosława Krawczyka, który w wywiadzie z 2018 roku stwierdził, że:
„Zrekonstruowanie jego (Matejki) biblioteki jest bardzo proste. Powinna być tam tylko „Kronika” Jana Długosza w tłumaczeniu Karola Mecherzyńskiego. Nie przypominam sobie, żeby Matejko czytał coś więcej. Być może fascynowały go również kazania Piotra Skargi.
Matejko był człowiekiem raczej słabo wykształconym, nie miał większego zamiłowania do literatury. Warto zauważyć, że malując swój piękny i efektowny autoportret do tradycyjnych atrybutów malarstwa – pędzla i palety – dodał foliał księgi historycznej, którą było oczywiście dzieło Jana Długosza”.
Znałem go i pamiętałem ze swojego tekstu z sierpnia 2024, w którym przytoczyłem ten sam cytat.
Przyznam, że to budujące, gdy historyk tropiąc pewne nieuczciwości, a może nawet niegodziwości dotykające Matejkę, zwraca uwagę na te same fragmenty radosnej twórczości innych badaczy.
Jacek Wijaczka uznał tę wypowiedź za „zaskakującą” (s.251), bowiem pozostawała w jawnej sprzeczności ze świadectwem Stanisława Tomkiewicza z krakowskiego „Czasu”, który twierdził, że „Matejko był jednym z najsumienniejszych, najbardziej wykształconych naszych historyków i archeologów”. Nie inaczej wyrażał się o naszym Mistrzu Kazimierz Chłędowski podkreślający równie mocno jego wiedzę historyczną i archeologiczną czerpaną „wprost ze źródeł”.
W ten sposób profesor Wijaczka obszedł się z Jarosławem Krawczykiem dość delikatnie, bowiem zaoszczędził mu zarzutu niekonsekwencji. Trudno typować przyczyny takiego postępowania. Być może chodzi o naukową kurtuazję. Gdyby bowiem pan Jacek przeczytał podane w bibliografii źródło od tak zwanej dechy do dechy (chodzi o książkę „Matejko i historia” Jacka Krawczyka), to znalazłby w niej bez trudu takie smakowite cytaty, które ja pozwoliłem sobie przypomnieć na konferencji w Kurozwękach:
„Po nocach czytał robiąc wypiski z autorów kronik.” (s.41)
„Skrupulatnie porównywał źródła nie zadowalając się prostym zbieraniem informacji” (s.41)
„wszystko co wyszło z druku J. Szujskiego skwapliwie czytał (…) i nie zaniedbał słyszeć w teatrze jego utworów” (s.66)
O 12 szkicach z dziejów cywilizacji w Polsce
„Matejko, demonstrując swą erudycję historyczną wydobył z kronik olbrzymią liczbę drugoplanowych osobistości, tak, że każdy obraz stanowi osobną łamigłówkę”. (s.201)
„W roku szkolnym 1877-1878 Szujski wygłosił na UJ serię wykładów o dziejach cywilizacji w Polsce. Nie wiadomo, czy Matejko ich słuchał, ale z pewnością czytał wszystko, co napisał Szujski” (s.150)
Wydaje się, że jedyną logiczną konsekwencją mojej kwerendy jest albo uznanie, że Jarosław Krawczyk suflował nieprawdę (albo w swojej książce, albo w późniejszym wywiadzie), albo ewaluowały mu poglądy. W tym drugim przypadku wypadałoby się jednak do swoich wcześniejszych ustaleń.
A teraz zerknijmy na współczesne ustalenia profesora Wijaczki. Jego najnowsze dzieło spotkało się z dobrym przyjęciem.
Nie dziwi mnie to bo to dobra książka. Przyczepię się do szczegółów. Lubię rozpoczynać lekturę książki podążając swoimi ścieżkami, ot choćby od indeksu osób. Mikołaj Nipszyc – szpieg księcia Albrechta, o którym nie raz pisałem pojawił się tam tylko raz. Przyznam, że w zaskakującym i bardzo zubożonym kontekście:
„Zygmunt Stary (…) nie potrafił sobie dobierać najbliższych współpracowników. Tylko dzięki jego bezgranicznemu zaufaniu Szydłowiecki mógł utrzymać się na stanowisku kanclerza wielkiego koronnego przez osiemnaście lat. Pełniąc tak odpowiedzialną funkcję, pozostawał płatnym agentem Habsburgów, których działania popierał wbrew polskiej racji stanu i od których w jawny sposób brał pieniądze. Ponadto z bliskiego otoczenia króla polskiego na żołdzie habsburskim byli dworzanin Mikołaj Nipszyc i sekretarz Jost Ludwik Decjusz. Ferdynand przekupywał również i innych sekretarzy królewskich …” (s.194)
Rozumiem, że Nipszyc został szpiegiem Albrechta Hohenzollerna najprawdopodobniej tuż po zawarciu traktatu krakowskiego i do tego momentu można go było uważać za sługusa Habsburgów. Jednak brak jakiejkolwiek wzmianki o tym, że wkrótce po hołdzie został on etatowym pruskim donosicielem wydaje mi się nieuczciwe. Tym bardziej, że w książce o stosunkach dyplomatycznych z Rzeszą Niemiecką, Jacek Wijaczka obsadza go regularnie w roli potrójnego agenta, choć de facto reprezentowania strony polskiej dostrzec w tej kreaturze nie sposób.
Gdy spostrzegłem, że w książce o traktacie krakowskim, Nipszyc występuje jedynie w roli żołdaka Habsburgów, sięgnąłem do bibliografii tego dzieła. Okazało się, że dzieł Wiktora Szymaniaka tam nie ma. Uważam, że to przejaw nie tyle nieuwagi, co złej woli autora. Pretekstem do jej umieszczenia mogłoby być choć lekkie rozwinięcie opisu postaci Nipszyca i dodanie uwagi, że był obok Szydłowieckiego jedną z najbardziej szkaradnych postaci na dworze Zygmunta Starego i człowiekiem zaprzedanym Albrechtowi całkowicie. Jacek Wijaczka może oczywiście się zasłaniać wymogami popularyzacji. Ja jednak zadaję pytanie dlaczego pozostawia rozpowszechnianie wiedzy o książkach Wiktora Szymaniaka komu innemu, a sam tego nie czyni. To wielka szkoda, bowiem w pracy z 2016 roku (o stosunkach z Rzeszą) robił to wielokrotnie. Czyżby i w jego przypadku miała miejsce ewolucja poglądów?
I ostatnia drzazga, którą ośmielam się nazwać klątwą Matejki. Kiedy bowiem ktoś zabiera się do analizowania jego twórczości od wielkiego dzwonu i bez należytego rozpoznania, to może być pewien, że ten mu się odwinie i to z ogromnym łoskotem. Zdarzało się to już wcześniej kilku interpretatorom z Waldemarem Łysiakiem na czele, który nie mógł się na obrazie dopatrzyć niczego, co wiązałoby się z rokiem 1533. Tym razem Jacek Wijaczka też popłynął, popularyzatorsko objaśniając, że utraciliśmy Smoleńsk na rzecz Rosji. Cytuję:
„W 1862 r. ukończył obraz „Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony, kiedy wieść przychodzi o utracie Smoleńska”, którego bohaterem jest błazen rozmyślający o utracie Smoleńska (w 1514 r.) na rzecz Rosji”. (s.244)
Błąd tym bardziej piekący, że autor we wstępie podziękował (cytat dokładny s.9) „recenzentom (…) tekstu, prof. Prof. Januszowi Małłkowi i Stanisławowi Achremczykowi, za staranną jego lekturę, a przede wszystkim za wszystkie poczynione uwagi, sugestie i poprawki”.
O „klątwie Matejki” niech poświadczy fakt, że Jacek Wijaczka w całej swej książce pisze konsekwentnie o Moskwie i państwie moskiewskim. Myli się tylko raz – pisząc o nieszczęsnym Stańczyku.
Pomijając wytknięte „przewiny”, uważam że praca Jacka Wijaczki jest naprawdę dobra. Poczytajmy dłuższy jej fragment, który mocno skrobie pozłotę wieku Zygmunta Starego:
„Zgoda wyrażona przez Zygmunta Starego na sekularyzację państwa zakonnego w Prusach wywołała na większości europejskich dworów zaskoczenie i zdziwienie. Spodziewano się bowiem, że pozbawiony jakiegokolwiek militarnego wsparcia Zakon Niemiecki zostanie w Prusach zakonnych pokonany, wypędzony stamtąd, a jego terytorium wcielone do państwa polsko-litewskiego, jak niegdyś Prusy Królewskie. Tym bardziej, że w marcu 1524 r. w Gdańsku arcybiskupowi gnieźnieńskiemu Janowi Łaskiemu udało się doprowadzić do zawarcia sojuszu skierowanego przeciw zakonowi krzyżackiemu, do którego oprócz Polski weszli władca duński Fryderyk I, książę meklemburski Henryk V oraz książęta Pomorza – Barnim IX i Jerzy I. W grudniu 1524 r. znawca spraw krzyżackich arcybiskup Kapui Nicolaus Schönberg w trakcie rozmowy z przedstawicielem króla polskiego na dworze cesarskim Janem Dantyszkiem zapewniał go, że poddani zakonu chętnie przejdą pod bezpośrednie zwierzchnictwo króla polskiego, ponieważ nie akceptują poczynań zmierzających do wprowadzenia luteranizmu w Prusach Zakonnych. Także sam Jan Dantyszek, doskonale orientujący się przecież w sytuacji na arenie polityki europejskiej, był przekonany, że ówczesne położenie Polski na arenie międzynarodowej było bardzo korzystne i radził Zygmuntowi Staremu, aby jak najprędzej zajął państwo zakonne w Prusach. Również dawny sojusznik zakonu krzyżackiego i samego Albrechta król duński Chrystian II dostrzegał ówczesną korzystną politycznie pozycję państwa polskiego:
Jeśliby teraz król polski zechciał podjąć wojnę z wielkim mistrzem, to nie będzie miał żadnych trudności, gdyż opuszczony on jest przez wszystkich przyjaciół i nikt mu nie wierzy, tak że los Prus jest przesądzony.
Nawet Erazm z Rotterdamu, zwany „księciem humanistów”, który chwalił Zygmunta Starego za poświęcenie własnych korzyści dla uniknięcia wojny, uznał, że król polski mógł z łatwością i korzyścią dla siebie podbić całe Prusy. W liście z 15 maja 1527 r. wysłanym z Bazylei pisał do króla polskiego:
Chociaż tyle razy w walce przeciw Prusom służyło Ci szczęście wojenne, wolałeś z miłości do pokoju odstąpić pewną część tej krainy księciu Prus [Albrechtowi von Brandenburg-Ansbach] aniżeli (co przyszłoby Ci z wielką łatwością) zdobyć przy pomocy oręża panowanie nad całą tą prowincją.
Wychwalając następnie przymioty charakteru władcy polskiego, Erazm kontynuował:
Również o tej samej wielkości Twojego ducha świadczy następujący fakt. Kiedy książęta niemieccy przysłali księciu Prus 10 000 piechoty i 2000 jazdy, jako pomoc w wojnie przeciw Polsce, nie dopuściłeś, żeby Twoje o wiele liczniejsze zastępy starły się z dużo słabszym liczebnie wrogiem. Jedynie 800 spośród Twoich żołnierzy otrzymało polecenie, aby na szlaku, którym posuwa się wojsko niemieckie, albo odcinać, albo też zabierać dostawy żywności. Wskutek tego posunięcia Niemcy przyciśnięci głodem wycofali się do swojego kraju, a Ty uniknąłeś przelewu ludzkiej krwi.
Zauważyć jednak trzeba, że list ów Erazm napisał dopiero po wielokrotnych naleganiach Jana Łaskiego młodszego, późniejszego najwybitniejszego polskiego działacza reformacji, udzielającego się przede wszystkim poza Polską, który:
Domagał się tego pisma ode mnie z tak wielką gorliwością, iż nabrałem przekonania, że zajmuje się tym nie bez głębszej przyczyny. (s. 192-193)
Prawda, że frapujące treści?
Jeśli poszukacie wspomnianych książek Jacka Wijaczki, to okaże się, że nie są one tanie, bo nakłady choć nie podawane są homeopatyczne. Ja cenię bardziej tę o stosunkach z Rzeszą z powodów, które starałem się Wam dziś objaśnić.
tagi: historia historycy błędy albrecht hohenzollern matejko mikołaj nipszyc hołd pruski przemilczenia zygmunt stary traktat krakowski prusy książęce jacek wijaczka jacek krawczyk niekonsekwencja
|
|
Alfatool |
| 5 marca 2026 11:05 |
Komentarze:
|
|
gabriel-maciejewski @Alfatool |
| 5 marca 2026 12:58 |
Wojtek, nie ma w tym wszystkim najważniejszej rzeczy. To co piszesz, 12 lat temu, jak wydałem II tom Baśni wydawało się wszystkim fantazją, choć było powszechnie dostępne. Tyle, że nie skomentowane. Istotne jest to co niedostępne, a skomentowane nie będzie nigdy. Albrecht, jak wszystkie herezje był futrowany przez sułtana. To samo Szydłowiecki. Zawarli braterstwo krwi, o czym tu pisaliśmy jesienią. Nipszyc był ważny, ale moim zdaniem ważniejsi byli Zambocki i Koszyrski. O tym drugim nie ma nigdzie słowa, poza wzmianką, że zgwałcił 10 letnią dziewczynkę - Faustę - z dworu Bony. Myślę, że jakieś tropy są w biografii von Brandta, ale to też pisał Wijaczka, a ja nie mam czasu, żeby to wreszcie przeczytać. Tu aż się prosi wszystko, by napisać jakąś historię alternatywną
|
|
Alfatool @gabriel-maciejewski 5 marca 2026 12:58 |
| 5 marca 2026 14:18 |
Przynajmniej złoty wiek pokrył się zasłużenie miedzianą patyną.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool |
| 5 marca 2026 18:54 |
Coryllus jak chce kogoś ośmieszyć lub upokorzyć, to pisze śmiesznie, ale zarazem jadowicie...:). Ty zaś piszesz zabawnie i....trudno mi znaleźć przymiotnik nato, ale jest to coś straszniejszego, niż jad...;). Opiszę to tak, gdybyśmy żyli w Japonii, a Ty byłbyś cesarzem, a Jarosław Krawczyk samurajem,to po przeczytaniu tej notki popełniłby na sobie sepuku. No ale nie żyjemy w Japonii, Ty nie jesteś cesarzem, a Jarosław Krawczyk nie jest samurajem. No i będziemy się tak nieustannie męczyć z tymi historykami.
Co do Matejki, to ktoś kolportuje gawedę, że on słabo mówił po polsku, bo miał niankę Niemkę, a ojciec był Czechem. Nie wiem ile w tym jest prawdy, no ale chyba była jeszcze matka Polka i co? Nigdy się do syna nie odzywała po polsku?
Ta gawęda to oczywiście dla tych, ktorych książki w ogóle nie interesują, a chcą zabłysnąć w towarzystwie.
|
|
Alfatool @OjciecDyrektor 5 marca 2026 18:54 |
| 5 marca 2026 19:38 |
Samuraje mieli swój kodeks. Ja oczekuję tylko przestrzegania prostych zasad.
Jak coś twierdzisz to najpierw dobrze rozpoznaj materię.
Jak dobrze rozpoznałeś, to nie zmieniaj twierdzenia.
Jeśli je zmieniasz, to wytłumacz dlaczego.
Jak nie stać cię na wytłumaczenie to nie powinieneś formułować kolejnych twierdzeń - czyli sepuku.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool 5 marca 2026 19:38 |
| 5 marca 2026 20:18 |
Nadajesz się na cesarza Japonii...:)
|
|
MarekBielany @Alfatool 5 marca 2026 14:18 |
| 5 marca 2026 20:53 |
Może o to szło ?
KGHM jest nasze.
|
|
Magazynier @gabriel-maciejewski 5 marca 2026 12:58 |
| 6 marca 2026 12:16 |
Ciekawe czy w Hołdzie pruskim są jakieś aluzje do sułtana, albo przynajmniej do braterstwa krwi? Może w innych obrazach?
|
|
gabriel-maciejewski @Magazynier 6 marca 2026 12:16 |
| 6 marca 2026 12:22 |
Nie wiem, ale alfatool to rozkmini
|
|
Alfatool @Magazynier 6 marca 2026 12:16 |
| 6 marca 2026 12:34 |
Matejko, Utopiona w Bosforze
Na razie niech ci wystarczą takie wschodnie klimaty.
|
BTWSelena @Alfatool 5 marca 2026 19:38 |
| 6 marca 2026 12:42 |
Nie śmię się wtrącać,ale ODyrektor zbyt szybko czyta,wiecznie się śpiesząc i chce zabłysnąć w każdym towarzystwie. Widocznie taką ma potrzebę. Ja zawsze czytam pana uważnie Wojciechu i czekam na książkę -dożyliśmy wiosny i osobiście liczę ,że profesor Rubiś wraz z kliniką ,nie utraci programu. Sorry za wstawkę prywaty,ale tym żyję...
|
|
Magazynier @Alfatool 6 marca 2026 12:34 |
| 6 marca 2026 14:02 |
Od tego można zacząć
|
|
Alfatool @Magazynier 6 marca 2026 12:16 |
| 6 marca 2026 17:16 |
Jeśli chodzi o książkę Wijaczki o "Traktacie..." to prawie się nie pojawia. W tej o stusunkach z Rzeszą nieco częściej, ale oczywiście nie jako sponsor reormacji.
|
|
Alfatool @BTWSelena 6 marca 2026 12:42 |
| 6 marca 2026 17:17 |
Jestem dobrej myśli. Pozdrawiam.
|
|
Magazynier @BTWSelena 6 marca 2026 12:42 |
| 6 marca 2026 17:23 |
Przede wszystkim Sobieski pod Wiedniem.