Szpieg - mój przyjaciel. Cz. 2 Gdy Anglik robi Polsce rachunek sumienia.
Henry Zins, Polska w oczach Anglików XIV-XVI w., PIW, Warszawa 1974, s.376
Pierwsza część cyklu o szpiegach zahaczająca o humanistyczne modus operandi Mikołaja Nipszyca i Kallimacha, zawiodła nas w okolice dużo bardziej współczesne, bo na kanapę Henryka Krzeczkowskiego. Jak z naszej wspominkowej kwerendy wynikło, pluszowy humanizm zbierającego się tam „bractwa” lokowany był między herbacianą ortodoksją dotyczącą wartości w życiu publicznym, a skrajną swobodą w życiu prywatnym, którą pozwoliłem sobie nazwać „Młynem nad prostatą” (taka parafraza tytułu Iwaszkiewicza, który poprzez mocno obyczajowo rozdygotany fragment dziennika pana Jarosława, w komentarzach do tego tekstu także zagościł).
Po ilości komentarzy i odsłon wyraźnie widać, że tak zwane sensacje zakotwiczone w naszej współczesności potrząsają naszymi emocjami dużo mocniej niż informacje, że 500 lat wcześniej Albrecht Hohenzollern wykazywał zaskakująco niezdrowe zapędy. Otóż wiadomość, ze zabiegał o rękę 12 letniej bliskiej kuzynki i to z wyraźnym zamiarem wysadzenia z tronu swojego niedoszłego teścia, nikim tu za bardzo nie wstrząsnęła. Przyznam, że to spore zdziwienie, bo to pod pewnymi względami przebija poziomem determinacji, interesowności i łamania zasad nieboszczyka Epsteina.
Tekst o polityce dynastycznej prowadzonej przez Albrechta miał jeszcze dwóch bohaterów. Jeden - Nipszyc - opisywany przeze mnie kilka razy. Drugi to kanclerz Krzysztof Szydłowiecki, któremu Wiktor Szymaniak wytykał fakt bratania się z Albrechtem. Gdyby posłużyć się logiką, to powinniśmy skonstatować, że gdyby książę Prus został królem Polski, to w rytualny sposób Szydłowiecki powinien być uznany za jego brata. Takie konstrukty myślowe piętnowane są jednak w najlepszym przypadku jako oszołomskie nadużycia interpretacyjne. I nie pomoże tu fakt, że pewna stara praca historyczna określa wspomniany związek tymi słowami: „przyjmuje Albrecht Szydłowieckiego za „brata”, jakoby „z tychże samych zrodzonego rodziców”. Znamy dokładną datę tego wydarzenia – 26 maja 1526 rok i podjęte przez Szydłowieckiego zobowiązania. „Przyrzekał, że troszczyć się będzie o dobre imię, dobra sławę i znaczenie księcia w Polsce, jakby o swoje własne, że o wszystkich ewentualnych zamachach na jego życie lub oszczerstwach nań rzuconych natychmiast mu doniesie i wedle sił swoich starać się będzie źródło ich odkryć a odkrywszy, zniweczyć…”. Albrecht pieczętuje tę wyjątkową więź założeniem na szyję Szydłowieckiego złotego łańcucha.
Jeśli korzystamy już z leciwych źródeł to sięgnijmy także nieco płyciej, a mianowicie do cytatu pochodzącego ze sztandarowego dzieła Pawła Jasienicy, który tak pisał o kanclerzu i kasztelanie krakowskim - Szydłowieckim i biskupie poznańskim i podkanclerzym - Piotrze Tomickim. Pozwolę sobie przypomnieć, że widzimy ich obu stojących tuż za plecami Zygmunta Starego na obrazie „Hołd pruski” Matejki – Tomicki z laską biskupią, a Szydłowiecki z królewskim jabłkiem. Polska chorągiew z białym orłem opada nad ich głowami jak zwiędły kwiat i postać opisana jako „polski szlachcic” musi ją podtrzymywać, by kompletnie nie oklapła.

Oto ciekawie dziś brzmiący fragment z dzieła Jasienicy, który z oczywistych względów jest mocno antygermański, czyli trącący dziś skrajnym brakiem wyczucia realiów i brakiem obiektywizmu:
„Ci dwaj mężowie wywierali decydujący wpływ na politykę wewnętrzną i zagraniczną, byli jej właściwymi kierownikami. Obu ich cechował brak zrozumienia dla niebezpieczeństw idących z Niemiec, a także skłonność do ulegania Habsburgom. Gładki światowiec Szydłowiecki był wobec rodu cesarskiego tak uprzejmy, ze nie odmawiał przyjmowania pieniędzy i zdradzał tajemnice państwowe. Tomicki tego nie czynił, ale daleki był od nieustępliwości (…)”. (cyt. za Polska Jagiellonów, PIW 1986, s.304-305)
Oczywiście powoływanie się na Jasienicę jako na historyka jest dziś kompletnym nieporozumieniem, musimy znaleźć coś nowszego. No to znajdujemy. Książka Jacka Wijaczki ledwie sprzed dekady, o którą równie trudno jak o niektóre tytuły sprzed ponad stu lat, która opisuje ciemny głęboki tunel pełen cuchnących wyziewów, w który wpakował się książę Albrecht poprzez prowadzoną przez siebie wojowniczą politykę. Podkreślmy, że było to czas poprzedzający braterski akt z Szydłowieckim:
„Wielki mistrz w tym czasie uwikłał się w konflikt duński, przyjmując latem 1523 r. stanowisko dowódcy w wyprawie mającej przywrócić tron Chrystianowi II. Decyzja ta miała dla wielkiego mistrza fatalne skutki, nie tylko bowiem poniósł straty finansowe, ale uwikłał się jeszcze w konflikt ze Szwecją i Hanzą”. (s.37).
Przyjrzyjmy się jak w tej sytuacji zareagował tak zwany naród szlachecki, nieskory pono do wojaczki lecz nie według Wijaczki:
„…na sejmie piotrkowskim (21 października 1524- 24 lutego 1525) uchwalono, aby nie zawierać żadnego rozejmu ani pokoju z Zakonem, lecz wyrzucić go z Prus. Uchwalono nawet podatki pod ewentualną wojnę z Krzyżakami.
W związku z takim rozwojem sytuacji zaskakująca była decyzja króla polskiego, który wyraził zgodę na sekularyzację państwa zakonnego, zamiast doprowadzić do całkowitej jego likwidacji. Na podjęciu takiej decyzji zaważył ponoć konflikt między królem i jego magnackimi doradcami a szlachtą, dotyczący tzw. egzekucji praw. Jednym z postulatów szlachty było zakazanie piastowania w jednym ręku kilku wysokich godności państwowych. Dotyczyło to przede wszystkim najbliższego współpracownika królewskiego, kanclerza Szydłowieckiego i podkanclerzego Piotra Tomickiego”. (s.38)
Jak widzimy, ciemny naród szlachecki domaga się w „złotych czasach zygmuntowskich” wojny ale także zakazu łączenia stanowisk. I Szydłowiecki, i Tomicki oprócz łączenia tytułów byli jednocześnie senatorami. Szydłowiecki sprawował więc władzę ustawodawczą i wykonawczą. Tomicki dysponował jeszcze władzą duchową nie dziwią więc oczekiwania narodu szlacheckiego, który został zrobiony w tak zwaną trąbę:
„Gdy tak zdania się ważyły, król Zygmunt jak zawsze skłonny do ugód, oświadczył się za pokojem, byle tylko nie dopuścić do rozlewu krwi, w chwili zwłaszcza, kiedy całą uwagę trzeba było zwrócić na Turka i ratować od niego bratanka, Węgry, a pośrednio chrześcijaństwo”.
Jak widzimy cele szczytne, więc jakoś udało się upchnąć kolanem porozumienie a Albrechtem, a kanclerz mógł wypiąć pierś, by zasugerować, że brakuje na niej złotego łańcucha. Zapędy braci szlacheckiej zostały więc „spacyfikowane”, a główni konstruktorzy porozumienia chodzili w glorii obrońców pokoju, Węgier a nawet chrześcijaństwa. Na gloria Szydłowieckiego wzbogaciła sie rychło o blask złotego łańcucha.
Minęły wieki, naród szlachecki został wypędzony z dworów, przez ubeckich ziomali konserwatysty Henryka K., którzy dla odmiany usadzali swoich interlokutorów, nie na pluszowych kanapach, lecz na nodze od taboretu. Dziś tylko intelektualny watażka Korwin-Mikke wspomni jeszcze czasami, że premier i ministrowie nie powinni ustanawiać prawa, bo nie ma to nic wspólnego z trójpodziałem władz, o którym cały czas ględzą wszystkie telewizyjne wycierusy. Skutkiem złudzeń, że zgromadzenie władz wszelakich pomoże przepchnąć niezbędne zmiany jest taki, że były poseł (ustawodawstwo), i minister (wykonawstwo) i naprawca aparatu sprawiedliwości, ucieka przed demonami, które w kraju pozostawił. Ucieka na Węgry, a jakże! tyle, że po azyl. Okoliczności złożyły się tak, że o ratowaniu Węgier i chrześcijaństwa widoków nie ma, jak i na ewentualne nałożenie łańcucha na pierś, jak i na to że łańcuch będzie ze szlachetnego kruszcu.
Wróćmy jednak do gawęd o naszył złotym królu. Tak oto o ewentualnej powtórnej wojnie z Albrechtem, na którą były już uchwalone podatki napisał w „Dziejach Polski” profesor Andrzej Nowak:
„… w Prusach Zakonnych na pewno nie było ani w Prusach Królewskich entuzjazmu do wojny. Więc jak sterroryzować, podporządkować 250 tysięcy mieszkańców Prus Zakonnych? Najpierw je podbić, a potem? Wywieźć elity, jak robiła to Moskwa w swej polityce imperialnej tego czasu? Ale dokąd? Te ostatnie pytania nie mieściły się w kręgu wyobraźni senatorów ani nawet rzeczywiście nastawionych zdecydowanie antyniemiecko w tym czasie uczestników debat sejmikowych” (dzieje Polski, t.4, s 207-210).
Przyznam, ze zdumiałem się czytając ten fragment, bowiem brzmi on jak kompletne zwątpienie w siłę kulturową i ustrojową Rzeczpospolitej, o której pan profesor zwykle z taką swadą opowiada. Przedziwne jest to tym bardziej, że 60 lat wcześniej Polska zdobyła Prusy Królewskie i żadnych przymusowych migracji na tureckie pogranicze nasi historycy nie odnotowali. Nie chcę tu się rozwodzić nad wariantami alternatywnymi, które próbuje zarysowywać pan profesor. Przytoczę tylko jeden fragment, który będzie istotny, gdy poznamy zakończenie moich dzisiejszych rozważań:
„Żaden papież, przypomnijmy, do tej pory nie zatwierdził pokoju toruńskiego, oddającego Pomorze Gdańskie Polsce.
Czy można sobie było sobie wyobrazić pójście do końca, przeciwko cesarzowi i papieżowi – a zapewne i przeciw Moskwie?” (s.207)
W tym urywku, pan profesor sugeruje, że hołd pruski był posunięciem nie idącym na zwarcie z polityką cesarstwa i papiestwa. To w świetle dokumentu (nie jedynego z tej epoki) wyglądało zupełnie inaczej:
Posłużę się listem posła angielskiego (szpiega, jak większość posłów w tym czasie), który o dziwo dzisiaj stał się moim ideowym przyjacielem, a który cały ten polsko-pruski korowód podsumował tak (cytuję za profesorem Henrykiem Zinsem):
„Już z 14.V.1525 pochodzi pierwsza angielska ocena hołdu pruskiego. W liście do kardynała Wolseya pisał z Rzymu poseł angielski, że „…król Polski zawarł pokój z wielkim mistrzem z Prus, który jest człowiekiem Kościoła do obrony wiary przeciwko Tatarom i Turkom… i posiada wielkie dochody. Teraz będzie on księciem… pod zwierzchnością… wspomnianego króla Polski i poślubi jego córkę, swoją krewną. W ten sposób, działając bez zgody papieża, popełni trzy poważne grzechy. Po pierwsze – porzucając swoją religię i śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości. Po drugie – podporządkowując ziemie kościelne władzy świeckiej. Po trzecie – biorąc za żonę swoją krewną. Papież wyraził się, że należy o tym myśleć z odrazą za względu na zły przykład dla krajów chrześcijańskich, a ponadto zdaje się wskazywać, że wspomniany król (polski) popiera niektóre z potępionych poglądów Lutra”. (s. 54)
Podsumujmy. Z listu wynika, że król Polski usankcjonował trzy grzechy popełnione przez Albrechta. Lekką ulgą będzie może fakt, że tak naprawdę jedynie dwa, gdyż na popełnienie trzeciego (małżeństwa z 12-letnią córką Jadwigą) król nie wydał zgody, podobno ze względu na zbyt bliskie pokrewieństwo. Domyślam się, że główną przeciwniczką związku była Bona, bo chyba nie król, a na pewno nie Szydłowiecki.
O największej moim zdaniem przewinie, poseł angielski nie napisał, bo nie mógł jeszcze o niej wiedzieć ani się nawet jej domyślać. Otóż król Zygmunt otworzył wielki państwowo-religijny poligon, na którym wszyscy wielcy ówczesnego świata mogli przećwiczyć akcje i reakcje. Król Polski wyszedł przed szereg i wszedł w kompetencje papieża. Król Anglii przyglądał się tym poczynaniom rosnącym zainteresowaniem, a kardynał Wolsey z rosnąca trwogą. Skończyło się to zerwaniem Anglii z Rzymem i niespodziewanie rychłą śmiercią kardynała Wolsey'a.
Interpretatorzy „Hołdu pruskiego” Matejki opowiadają o tym, że chciał on pokazać wspaniały „złoty wiek”, inni że w obrazie znajdziemy sygnały o politycznym błędzie, który będzie nas kosztował utratę niepodległości. Te opowieści są fatalnie niepełne. Matejko doskonale wiedział o zarzutach papieża wobec polskiego króla. Wiedział, gdyż pilnie czytał dzieła swojego największego przyjaciela Józefa Szujskiego. To jego prace wyraźnie piętnujące przewiny polskiego dworu wobec przede wszystkim papiestwa, były w dużej mierze natchnieniem do umieszczenia pod „Hołdem pruskim” małej tabliczki, która w kilkanaście lat po śmierci Matejki „zaginęła”. To właśnie wraz z ową tabliczką, ten wielki obraz, powinien być rachunkiem sumienia z popełnionych grzechów i próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy umiemy szczerze się z nich wyspowiadać i czy pojęliśmy pełnię ich cywilizacyjnych konsekwencji. Brak tabliczki „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam” powoduje, że niczym w pijanym widzie zanurzamy się w oparach absyntu z westchnieniem na ustach „chwilo trwaj”, która cudownie rozciąga się w „złoty wiek”.
Poniżej linki do opisywanych tu dwóch książek:
https://allegrolokalnie.pl/oferta/henryk-zins-polska-w-oczach-anglikow-xivxvi-w
tagi: rzeczpospolita anglia prusy paweł jasienica szpiegostwo jan matejko złoty wiek hołd pruski zygmunt stary szpieg kanclerz szydłowiecki henryk zins jacek wijaczka grzechy
|
|
Alfatool |
| 24 lutego 2026 15:53 |
Komentarze:
|
|
Andrzej-z-Gdanska @Alfatool |
| 24 lutego 2026 17:02 |
Do kogo trzebaby wystąpić, żeby informacja o braku tabliczki z napisem o treści jw. znalazła się obok obrazu?
Może pomógłby prof. A. Nowak?
|
|
Alfatool @Andrzej-z-Gdanska 24 lutego 2026 17:02 |
| 24 lutego 2026 17:15 |
Nie dostałem odpowiedzi na maila ani od dyrektora muzeum ani od profesora. Zacząłem pisac książkę. Mam nadzieję, że jej trochę trudniej będzie nie zauważyć. Ale wiadomo, że nadzieja matką... wynalazków?
|
|
gabriel-maciejewski @Alfatool 24 lutego 2026 17:15 |
| 24 lutego 2026 17:39 |
Kurna, tej drugiej książki nawet nie widziałem
|
|
Matka-Scypiona @Alfatool 24 lutego 2026 17:15 |
| 24 lutego 2026 17:45 |
Czyli on też ma założone chomąto. Wyobrażam sobie takiego młodego historyka, który zaczyna robić karierę naukową. Bardzo szybko odkrywa, że kolejne uzyskiwane tytuły wiążą się z cyrografami. Ja bym oszalała. A może jest to ten sam rodzaj pychy,o której pisał chyba Suworow. Chodzi o kogoś,kto został wyselekcjonowany z tłumu,przeszkolony i chociaż pływa w tym samym gównie,co reszta,to obserwując przechodzący tłum odczuwa wyższość i wybraństwo,bo on wie więcej. Dom wariatów. Ale ci,co tym sterują właśnie ludzi na to łapią. Na pohybel z nimi.
|
|
Alfatool @Matka-Scypiona 24 lutego 2026 17:45 |
| 24 lutego 2026 18:17 |
Wysłałem na jedynego maila, który znalazłem - uniwersyteckiego. Może trafił do spamu. Trudno powiedzieć i kategorycznie oceniać. Nasza tu robota to zadawanie istotnych pytań w oparciu o coraz lepszy warsztat. Mój gabinet wygląda jak twierdza zbudowana z dobrze dobranych książek. Trudno ją zdobyć nie narażając się na dotkliwą kontrę.
|
|
Andrzej-z-Gdanska @Alfatool 24 lutego 2026 17:15 |
| 24 lutego 2026 19:59 |
Skłaniałbym się do tego, że nadzieja nie umiera nigdy!
Na razie mamy przykrość, ale po tamtej stronie. Może też być "niezauważenie" jakiekolwiek nie byłoby wytłumaczenie, a bywa idiotyczne. Ostatnio modne jest takie stwierdzenie, że "to nic osobistego", bo ludzie tacy zaganiani!
I na koniec jak ktoś nie chce dobrej rady, to jego strata.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool |
| 24 lutego 2026 20:48 |
Zaczynam się zastanawiać OD KIEDY szlachta tylko się bawiła zamiast walczyć o państtwo? Wychodzi mnie, że dopiero wtedy, gdy zorganizowano pod auspicjami Moskwy tzw. Sejm Niemy. Czyli, że to Moskwa zakazała wojen "najeźdźczych" a nawet obronnych.
No ale jakoś nikt o tym nie pisze. Król "zygmuntowskich" chwalą za chęć do ugód i za prowadzenie polityki pokojowej, a szlachtę wyzywają za to, że też była za polityką pokojową. Jedyna różnica, że dwa wieki później. No ale królowie wtedy też byli za pokojem i też mają w sumie dobrą opinię, a przynajmniej nikt ich nie oskarża o upadek państwa.
Obłuda czy niedouczenie?
|
|
Alfatool @Andrzej-z-Gdanska 24 lutego 2026 19:59 |
| 24 lutego 2026 21:20 |
Ta tabliczka tam wróci.
|
|
Alfatool @OjciecDyrektor 24 lutego 2026 20:48 |
| 24 lutego 2026 21:27 |
To jest paplanina, która ma za zadanie rozmydlić rolę płatnych zdrajców. Ta wojna gdyby wybuchła trwałaby może tydzień. Albrecht nie miał już nic.
|
|
gabriel-maciejewski @Alfatool 24 lutego 2026 21:27 |
| 24 lutego 2026 22:31 |
Weź teraz powiedz patriotom, czym był hołd pruski. Kucharczykowi się tego nie da wytłumaczyć
|
|
Alfatool @Alfatool |
| 24 lutego 2026 23:26 |
Większośf ludzi i historyków przejmuje się tak zwanym oglądem starej Europy. A gdy ta prawie jednym głosem (oprócz Erazma i Lutra) mówi, że powinniśmy skończyć z Prusami, to my chcemy być wtedy mądrzejsi od papieża.
|
|
jan-niezbendny @Alfatool 24 lutego 2026 18:17 |
| 25 lutego 2026 05:26 |
Mnie najbardziej szokuje jedna rzecz. Oto obraz sławny w kraju i za granicą, a przede wszystkim w Krakowie, eksponowany w samym srodku miasta przez 18 lat i obejrzany w tym czasie przez dziesiatki tysięcy par oczu, znika na na kilka, najwyżej kilkanascie tygodni (wszystko musiało się wydarzyć pomiedzy majem a grudniem 1901 roku) i wraca pozbawiony tak istotnego elementu. I co? I nic! Żadnego głosu oburzenia; brak nawet najmniejszej wzmianki w prasie. Nie wspomina o tym żaden pamiętnik z epoki. W ogóle zero reakcji. Nawet Gorzkowski, który niegdyś opisał szczegółowo ramę, nie odezwał się słowem, a żył jeszcze 10 lat. Ani razu w tym czasie nie odwiedził Sukiennic? Nie był ciekaw, jak wygląda dzieło uwielbianego Mistrza po renowacji? Czy był, ale nic szczególnego nie zauważył?
Rozumiem, że cyrograf mógł podpisać dyrektor, nawet cała rada muzeum i urzędnicy, ale żeby całe miasto?
Żeby nie było nieporozumień: o napisie wzmiankuje co najmniej kilka źródeł, więc był tam na pewno, chociaż są w tych wzmiankach pewne zastanawiające rzeczy. Jest też pewne, że obraz czasem peregrynował bez ram - na pewno pojechał bez nich do Lwowa na wystawę krajową w 1894 roku. Nawiasem mówiąc, puste ramy wykorzystano jako oprawę czasowej wystawy "nieznanych dotąd akwarel braci Siemianowskich". Ciekawe, czy z tabliczką. ;)
Drugie zastrzeżenie: nie robiłem kwerendy archiwalnej i prasowej, ale zakładam, że robił ją przynajmniej prof. Słoczyński, który o dewizie na ramie obrazu pisał jeszcze w latach 90. i starał się ustalić, kiedy zniknęła. Gdyby przez trzy dekady coś konkretnego znalazł, to nie powoływałby się na dwie niezbyt przekonywające fotografie. Roczniki gazet sa prawdopodobnie kompletne i znajdują się w krajowych, ogólnodostepnych bibliotekach. W trybie "analogowym", rzecz jasna, ale niemało zdążono do tej pory zdigitalizować/. Gdybym badał temat, zacząłbym od tego. It's elementary.
|
|
Alfatool @SilentiumUniversi 25 lutego 2026 03:13 |
| 25 lutego 2026 08:40 |
Budujące jak się Milczenie Kosmosu tak odezwie.
|
|
Alfatool @jan-niezbendny 25 lutego 2026 05:26 |
| 25 lutego 2026 09:16 |
Zaproponowana ścieżka to mieszanie łyżeczką, od którego tabliczki w obrazie nie przybędzie. Tym bardziej, że ilość tabliczek sie zgadza. Oto ta obecnie obowiązująca:

Słoczynski zrobił dobrą robotę, bo odnalazł fotografie i wczytał się w Tarnowskiego, który o tym napisie wspomniał. Ja przebrnąłem przez sprawozdania finansowe i pochodzą one z krótkiego okresu wytypowanego przez Słoczyńskiego. To wtedy zmienił się dyrektor muzeum. Szukanie kolejnych poszlak nie zmieni faktu, że nie jest to coś, co umieścił Matejko. Remont kilkunastoletniej ramy obrazu wydaje się także naciągany, bo takowe drewniane (oprawa lustra) wiszą podarowane przez teściów u mnie w domu lat dwa razy więcej i mają się świetnie.
Usunięcie oryginalnej tabliczki jest wypaczeniem i sprzeniewierzeniem się całościowego zamysłu artysty. Jest to po prostu zdrada jego idei. Jak widzimy nikt się z niej nie tłumaczył i nie tłumaczy.
Dopóki nie znalazła się dziennikarka, która postanowiła zakopać pergamin i zobaczyć, czy zeżrą go skoczogonki, to obowiązywała w Krakowie wersja, że w słoju po ogórkach ze ścinkami przedwojennych gazet, są resztki pergaminowego aktu erekcyjnego krakowskiego uniwerka. Dopiero wtedy uczelnia zleciła badanie zawartości słoja i okazało się, że resztek pergaminu tam nie ma. Wraz z tą konstatacją pojawiła się gawęda, że K. Estreicher przyniósł w tym słoju symboliczne resztki zwojów.
Chyba trzeba im przynieść słój z symboliczną resztką prawdy, na straży której powinny stać te instytucje. Oczywiście pusty, bo zeżarły ją skoczogonki.
|
|
Andrzej-z-Gdanska @Alfatool 24 lutego 2026 21:20 |
| 25 lutego 2026 09:27 |
In dłużej trwa ten stan zawieszenia, albo braku zawieszenia/umieszczenia tej, wydawałoby się niepozornej tabliczki w porównaniu z wielkością całego obrazu i ram jest coraz bardziej zdumiewający i zwiększający różne podejrzenia.
Ciekawe czy obecni konserwatorzy zabytków mogliby dokończyć dzieła konserwacji obrazu poprzez umieszczenie tabliczki?
Gdyby nie nastąpiło takie i inne działania moznaby przyjąć, że: milczenie jest oznaką zgody na ponowne umieszczenie tabliczki.
Ciekaw jestem, chociaż tego nie zrobię, czy, gdyby ktoś przykleił szybkim ruchem, (niezauważony przez nikogo) tabliczkę zostałoby to zauważone i co stałoby się dalej. Czy można byłoby liczyć na "zmowę milczenia"?
|
|
Alfatool @Andrzej-z-Gdanska 25 lutego 2026 09:27 |
| 25 lutego 2026 09:46 |
Rozmiar i ogrom treści tego obrazu zupełnie odrywają od tego co się dzieje wokół niego. Ja dopiero przy drugiej lub trzeciej wizycie w muzeum, zwróciłem uwagę na jego piękne i opowiadające osobną historię ramy. Na tabliczkę zwróciłem uwagę dopiero po lekturze książki Henryka Słoczyńskiego. Przyjmuję, że tak samo obraz działa na większość odwiedzających, którzy nie interesują się jakimś małym napisem. Dlatego całe miasto i cały naród (minus jeden Słoczyński - i chwała mu za to!) niczego nie spostrzegli.
Tak po prawdzie, to i współcześnie wisząca tabliczka powinna być dla wszystkich, miasta, państwa, muzeum i narodu powodem do wstydu, którego źródło postaram się w książce mocno uwypuklić. Może będzie to miało większą wagę niż naklejka.
|
|
Wolfram @Alfatool 25 lutego 2026 09:16 |
| 25 lutego 2026 09:52 |
Z aktami erekcyjnymi UJ też sobie poradzili - na pewnym blogu napisano, iż Estreicher to święty człowiek i nie mógł zrobić nic złego, ta dziennikarka szuka sensacji, dokumenty uległy całkowitemu zniszczeniu, a trauma z powodu ich niebycia była tak wielka iż postanowiono coś pokazać - i te pocięte gazety z lat 50 XX w. pokazują symbolicznie owo zniszczenie.
Tekst tutaj:
p.s.
Tekst wstrząsający.
|
z-daleka @Alfatool |
| 25 lutego 2026 10:07 |
Chcialbym na marginesie raz jeszcze kilka slow o obrazie Jana Matejki " hold pruski". Jestem dzieki Pana wpisom zwolennikiem interpretacji obrazow Matejki jako alternanatywnej narracji do tego co na pierwszy rzut oka widzimy. Obraz ten w mojej opini potwierdza Pana narracje o Szydlowieckim (rowniez @boson) pisal w innej przestrzeni o nim). W naszym przypadku zwrocmy uwage na dwie postacie z obrazu : Krola Zygmunta Starego oraz kanclerza Szydlowieckiego. Ten drugi trzyma krolewskie jablko - co byloby sugestia zlamania etykiety wladcy, w ktorej tylko krol ma prawo do tego, lub ukazania kto w praktyce jest faktycznym wladca. Jesli jednak popatrzymy na posmiertna maske Szydlowieckiego to w mojej opinii mamy ten sam profil twarzy, ktory na obrazie ma sam Zygmunt Stary! A to byloby rownoznaczne z nastepujacym przekazem: Agent Albrechta odbiera jego "hold" a w rzeczywustosci interesy Albrechta zostaja ninijszym uznane. Wtedy obrazowy Szydlowiecki bylby w rzeczywustosci krolem, ktory pod polskim sztandarem biernie sie temu przyglada.
|
|
atelin @Wolfram 25 lutego 2026 09:52 |
| 25 lutego 2026 10:18 |
"Żyłem z nim kiedyś w bliskiej przyjaźni, ale później niestety – nie z mojej winy – rozeszliśmy się. […] Bochnak był dobrym, fachowym historykiem sztuki. Posiadał ogromne wykształcenie w zakresie szkoły średniej. Był uczonym krytycznym i dokładnym, choć mało odkrywczym i mało pomysłowym. […] Był człowiekiem wielkich ambicji, ale głęboko ukrytych. Szedł drogą uczonego, ale bez wewnętrznej skromności, gdyż z takich lub innych powodów wciąż oczekiwał na awans. Miał w sobie jakąś (znowu ukrytą) żądzę władzy i z tego powodu, po cichu, zawsze po cichu, utrącał swych urojonych konkurentów. Przekonałem się o tym dopiero po wojnie. Nie posiadał talentu organizacyjnego. Wymagał uznania i pochwał. Nie bywał wdzięczny za doznane przysługi. Zajmował różne stanowiska kierownicze. […] Niestety nigdzie, ale to nigdzie nie wywiązywał się ze swoich zadań. Traktował te stanowiska jak synekury. Dlatego wcześnie przestano się z nim liczyć, przestano brać go na serio. Nie miał niepowodzeń, ale też nie miał w życiu wielkiego uznania. Stąd między innymi ta ukryta gorycz."
Kto pisze takie pamiętniki i po co? Raport dla UB? A zdanie: "Posiadał ogromne wykształcenie w zakresie szkoły średniej." to już są niezłe jaja.
|
|
gabriel-maciejewski @Wolfram 25 lutego 2026 09:52 |
| 25 lutego 2026 10:19 |
Tak wstrząsający 10 akapitów pieprzenia o tym, że fałszował, ale nie fałszował, a na koniec konkluzja, że pergaminy zgniły i już
|
|
gabriel-maciejewski @atelin 25 lutego 2026 10:18 |
| 25 lutego 2026 10:20 |
To znaczy, że było to jedyne wykształcenie Bohnaka, Estreicher zaś nie miał żadnego. Niczego się w życiu nie nauczył, ale był synem rektora. I został profesorem
|
|
atelin @gabriel-maciejewski 25 lutego 2026 10:20 |
| 25 lutego 2026 10:23 |
Można?
|
|
gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski 25 lutego 2026 10:20 |
| 25 lutego 2026 10:36 |
Bochnaka miało być
|
|
Alfatool @Wolfram 25 lutego 2026 09:52 |
| 25 lutego 2026 10:38 |
Napiszę coś oczywistego, co niestety oczywiste na dla naszych muzealników nie jest. Wraz z analizą zawartości słoja powinna być zlecona analiza autentyczności "ocalonych" pieczęci. Woskowe pieczęcie łatwiej jest podrobić niż pergamin. Jeśli analiza wykazałaby wosk sprzed pięciu wieków to możemy dalej sobie dyskutować co się naprawdę stało. Ale, co jeśli one są wykonane lat temu osiemdziesiąt?
|
|
Alfatool @z-daleka 25 lutego 2026 10:07 |
| 25 lutego 2026 10:42 |
Co do trzymania jabłka - to pełna zgoda. Sprzedajny zdrajca trzyma królewski atrybut władzy. Co do podobieństwa pośmiertnej maski, to każdy będzie widział to co chce zobaczyć.
|
|
atelin @Alfatool 25 lutego 2026 10:38 |
| 25 lutego 2026 10:46 |
" Jeśli analiza wykazałaby wosk sprzed pięciu wieków to możemy dalej sobie dyskutować co się naprawdę stało. Ale, co jeśli one są wykonane lat temu osiemdziesiąt?"
Może na początek wystarczy analiza, czy jest to wosk pszczeli czy os (tfu waspów)?
|
z-daleka @Alfatool 25 lutego 2026 10:42 |
| 25 lutego 2026 11:18 |
Czy myslimy o tym samym? Dla mnie bardzo podobny. Ciekawe czy z tego podkladu Ai moglaby wygenerowac profil...
|
|
Alfatool @z-daleka 25 lutego 2026 11:18 |
| 25 lutego 2026 11:50 |
Osobą pozującą na Zygmunta był ksiądz Wincenty Smoczyński. Na pewno ciekawy jest fakt, że i Tomicki i Szydłowiecki są bardzo do siebie z profilu podobni. Z zalinkowanej książki pochodzą dwa cytaty z mojego tekstu. AI nie wierzę. Ona podaje że przed Stańczykiem leży list z datą 1514. Zrobiłem sobie pamiątkowego screena.
|
|
Wolfram @gabriel-maciejewski 25 lutego 2026 10:19 |
| 25 lutego 2026 12:50 |
Przepraszam za niedopowiedzenie - wstrząsający jest tekst Alfatoola - zaś "uzasadnienie" dlaczego w słoiku znalazły się wycinki z gazet to bełkot.
|
|
Wolfram @Alfatool 25 lutego 2026 10:38 |
| 25 lutego 2026 12:55 |
Oni udają, że nie ma tematu - w tych rzekomych wyjaśnieniach nic się nie klei. Np. kawałki drewna z pudełka są jakoby autentyczne - ale ścinki gazet - symbolicznym zamiennikiem tego co pozostało - bo nic nie pozostało. Przecież to są brednie bez jakiegokolwiek dowodu.
|
|
Wolfram @atelin 25 lutego 2026 10:18 |
| 25 lutego 2026 13:02 |
Kto pisze takie pamiętniki i po co? Raport dla UB?
To wygląda jak fragment uzasadnienia obrońcy, dlaczego skazany ma dostać mały wyrok - albo dlaczego jest niewinny. W ogólności cytowany faragment jest nie na temat - jest to opinia o osobie, a nie co zrobił, czy nie zrobił.
Brakuje tylko dopisku, iż budził wśród znajomych podziw zakresem wiedzy ze szkoły podstawowej.
|
|
Alfatool @Wolfram 25 lutego 2026 12:55 |
| 25 lutego 2026 13:55 |
Słoja nie ma w ekspozycji muzealnej. Podobno kiedyś był. Estreicher zrobił sobie muzeum, bo Kopera go nie przyjął do Muzeum Narodowego. Estreicher miał o to do Kopery wielki żal. W Dziennikach sporo śladów po jrgo radosnej muzealnej "twórczości" i po zarabianiu na boku z handlu przedmiotami o znikomej wartości muzealnej.
|
|
Alfatool @Alfatool |
| 25 lutego 2026 14:05 |
A z rok temu kontaktowałem się w tej sprawie.
Pytałem dlaczego jeszcze nie ma zdjęć z tego przedsięwzięcia. Ofpowiedzieli coś w stylu, że ktoś z Polski jest za to odpowiedzialny.... i dalej cicho sza.
|
|
Alfatool @Alfatool 25 lutego 2026 14:05 |
| 25 lutego 2026 14:21 |
Cała odpowiedź (bez nazwisk):
Dziękuję za wiadomość. Zaintrygowały mnie Pana zainteresowania globusem i chętnie dowiem się więcej. Jedyną znaną mi osobą, która obecnie pracuje nad globusem, jest Małgorzata T. Ma Pan jednak rację, że nasze zdjęcia, należące do Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie zostały opublikowane. Pański wstępny wniosek, że globus jest podróbką, jest błędny. Jest to autentyczny obiekt, blisko spokrewniony z Globusem Hunta-Lenoxa w Bibliotece Publicznej w Nowym Jorku, którego sfotografowaliśmy. Pana wiadomość skłoniła mnie do kontaktu z Marcinem B. i Małgorzatą T. w celu wznowienia działań mających na celu udostępnienie zdjęć.
|
|
jan-niezbendny @Alfatool 25 lutego 2026 09:16 |
| 25 lutego 2026 14:36 |
Nie kwestionuję potrzeby przwrócenia tabliczki (?). Pytam tylko, dlaczego tak drastycznej ingerencji w powszechnie znane dzieło sztuki ani wtedy, ani przez kolejne dziesięciolecia nikt nie zauważył? Jakim cudem? Bo to zakrawa na cud. Albo na zdumiewające zjawisko z dziedziny socjologii i psychologii społecznej. Rozumiałbym, gdyby chodziło o obiekt interesujacy garstkę specjalistów - dajmy na to, mongolską broszkę, która podczas konserwacji straciła jakis element. Ale obrazy Matejki to co innego.
Ja oprócz Gorzkowskiego oraz Tarnowskiego znalazłem jeszcze kilka świadectw: Sienkiewicza, Sokołowskiego, Ujejskiego (pod pseudonimem Kohn G.) oraz Cieszkowskiego, a właściwie cytowanego przezeń niejakiego Brunona Meyera z berlińskiego "Montagsblatt". Wszystko z lat 80. XIX wieku. No i z tym Meyerem jest problem, bo on napis widzi na ramie... "Wernyhory". Powiedzmy, że sie omylił, spisując wrażenia z wystawy, ale Cieszkowski go nie poprawia. Dziwne to. Tarnowski też pisze coś zastanawiającego: "Godła tego na dawnych obrazach Matejki nie bywało". To sugeruje, że "bywa" na niedawnych. Wiecej niz jednym. Inaczej ta uwaga nie ma sensu. No i słowo "godło" - owszem, wieloznaczne, ale tak sie składa, ze w roku 1881 Matejko wysłał projekt pomnika Mickiewicza na konkurs pod takim właśnie godłem. Dość niezwykłym, nawet pompatycznym i na pewno niezwyczajnie długim, zwazywszy, ze inni artyści opatrzyli swoje prace godłami typu "Spłoszona kraska" (to zwycięzca ;), czy "Chloroforma". W zestawieniu ze słowami Tarnowskiego można wnioskować, że "Si Deus..." etc. to mogło być ogólne przesłanie historycznych obrazów Matejki z tamtego okresu, a nie tylko samego "Hołdu".
W dwóch tekstach jest mowa o świecących, złotych literach. Czyli nie grawerowanych na mosięznej tabliczce. Czemu w ogóle przywiązaliśmy się do tabliczki? Bo wskazał na nią prof. Słoczyński? No to przyjrzyjmy się jeszcze raz. Nie mam dostępu do ksiązki, a w sieci nie udało mi się znaleźć nic w wiekszej rozdzielczości i pechowo tu zdjęcie jest wykadrowane, jednak tabliczka widoczna jest w jakichs 4/5. Litery nie do odczytania, ale przynajmniej mozna wnosić, że to majuskuła w jednym wierszu. Z ręką na sercu: czy tam zmieściłby się napis SI DEUS NOBISCUM QUIS CONTRA NOS? Gdyby mozna było dotrzeć do oryginalnej fotografii, być może sprawa wyjasniłaby sie w tę albo tamta stronę, ale na razie jest to bardzo swobodna "koniektura".
Pewnie, że to szczegóły, ale jeśli zabieramy się za restaurację, to właśnie szczegóły mają znaczenie.
|
|
Alfatool @jan-niezbendny 25 lutego 2026 14:36 |
| 25 lutego 2026 14:58 |
Co do Wernyhory, to ten obraz także posiadał tabliczkę. Nie mam pojęcia gdzie ta wiadomość mi mignęła, raczej nie z prasy zagranicznej, może u Tarnowskiego. Na obrazie jest nawet miejsce na tę tabliczkę (na szczycie ramy). Dziś ta przestrzeń jest oczywiście pusta. Na tym zdjęciu Hołdu (zamieszczonym także w książce Słoczynskiego, ale dużo mniejszym) widać tyle, że jest na dole ramy długi wąski kształt i tyle.
A co do restauracji, to niestety najpierw trzeba odrestaurować pamięć i przesłanie. Choć same formy liter także u Matejki mogły mieć znaczenie, bowiem według mnie on lubił "bawić się" nawet literami.
|
|
jan-niezbendny @Alfatool 25 lutego 2026 14:58 |
| 25 lutego 2026 15:14 |
O "Wernyhorze" musiało mignąć tutaj.
Dla mnie jest moze nie oczywiste, ale najbardziej prawdopodobne, że napis jako część projektu ramy nie był "na przyczepkę". Gdyby tylko udało sie dotrzeć do oryginalnego projektu, jaki otrzymał "oprawca" Bogacki...
Jeszcze jedna ciekawostka: w warszawskiej galerii Ungra "Hołd" prezentowano w oryginalnych ramach - tak w kazdym razie widział to rysownik (a opisał Sienkiewicz). Niestety dla nas, publiczność zasłania środkową część dolnej ramy. Natomiast na wystawę krajową we Lwowie obraz wysłano bez ram, argumentując, że są na stałe zainstalowane w Sukiennicach. Tak jakby nie dało się ich juz zdemontować bez zagrożenia uszkodzeniem. Nie wiem, jak ogladano obraz w Paryżu, Wiedniu i Berlinie, a to mogłoby być interesujące, gdyby zachowały sie jakieś fotografie czy rysunki z tamtych ekspozycji.
Ostatni pewny ślad po istnieniu napisu, jaki znalazłem, datuje się z roku 1887.
|
|
Alfatool @jan-niezbendny 25 lutego 2026 15:14 |
| 25 lutego 2026 15:49 |
Dzięki za wytrawłość i dociekliwość. To bardzo pomocne. Będę się upierał, że miano prawdziwego "oprawcy" matejkowskich obrazów przysługuje komu innemu :)
|
|
Gotoxy76 @jan-niezbendny 25 lutego 2026 15:14 |
| 25 lutego 2026 17:01 |
Napis widział na własne oczy Maryjan Gorzkowski. W dniu premiery jezeli sie nie mylę w 1882r. We wstępie do "Wskazowki do nowego obrazu Jana Matejki Hołd Pruski" we wstępie pisze dokładnie to co Pan Alfatool o sytuacji Albrechta i o błedzie Zygmunta.
|
BTWSelena @Alfatool 25 lutego 2026 15:49 |
| 25 lutego 2026 17:32 |
To własciwe słowo"oprawcy"matejkowskich obrazów.Dzisiaj minęło 125 lat od tej "renowacji" za 300 koron ramy Hołdu Pruskiego. Myślę,że oprawca to konkretnie nie księgowy, tylko ówczesny dyrektor Kopera, a nie późniejsze wojenne perypetie obrazu.
Wydaje mi się ,że w 1901 roku Kraków był pod zaborami (Austro-Węgry). Choć autonomia galicyjska była szeroka, pewne symbole mogły być drażliwe. To słowo drażliwe jest bardzo miłosierne,bo ich za przeproszeniem zaborców szlag trafiał(sorry). A dlatego ,ze to były mocne akcenty i takie miały być.
Usunięcie tych elementów to jak wyrwanie kartki z ksiązki i okaleczenie i powinna znajdować się informacja o tym fakcie przy obrazach dostępna opinii publicznej...
|
|
Gotoxy76 @Alfatool 25 lutego 2026 15:49 |
| 25 lutego 2026 18:27 |
Nie wiem czy Pan o tym wspominał ,ale Jadwiga Jagiellonka (córka Zygmunta z pierwszevi małżeństwa) przy Bonie, to też pewnie nie przypadek. Pozostała katoliczką choć jej mąż był luteraninem.
|
|
Alfatool @BTWSelena 25 lutego 2026 17:32 |
| 25 lutego 2026 19:01 |
Prusacy się na obraz wkurzali, cesarz Franciszek się zachwycał. A informacja być powinna.
|
|
Alfatool @Gotoxy76 25 lutego 2026 18:27 |
| 25 lutego 2026 19:02 |
Dzięki za uzupełnienie.
|
z-daleka @Alfatool 25 lutego 2026 11:50 |
| 25 lutego 2026 19:45 |
"Osobą pozującą na Zygmunta był ksiądz Wincenty Smoczyński."
Dlatego nie moge wyjsc z dysonansu poznawczego, ze profil Zygmunta Starego z banknotu 200 ZL , autorstwa Andrzeja Heinrich(a) ,ktory we wczesnych swych latach studiowal na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pieknych w Warszawie, a ktora ukonczyl z wyroznieniem w pracowni Jana Marcina Szancera , ucznia Józefa Mehoffera, który z kolei był uczniem Jana Matejki, jest jeszcze bardziej podobny do Szydlowieckiego.
|
|
Alfatool @z-daleka 25 lutego 2026 19:45 |
| 25 lutego 2026 20:49 |
Matejko miał oko. Mógł wybrać tak, by autentyczny model pasował do jego konceptu.