Ramowe porozumienie
Szanowni Państwo.
Na czas dłuższy zamilkłem, jeśli chodzi o wpisy w Szkole Nawigatorów. To milczenie nie wynika z lenistwa. Trochę z zamieszania w życiu zawodowym i z perypetii ze zdrowiem.
Postanowiłem, że z materiałów o Matejce i o jego często bardzo nietrafnie, wręcz fałszywie interpretowanym obrazach, napiszę książkę. Długo wahałem się, czy nadać jej charakter naukowy, czy fabularny. Postanowiłem to połączyć. Okazało się bowiem, że na podstawie faktów można ułożyć prozę, która czasami ociera się o sensację. Oto próbka., która pozwala nam na rozwiązanie zagadki, kto przyczynił się do istotnego okaleczenia "Hołdu pruskiego". Jest to jeden rozdział tego, co w ciągu najbliższego kwartału zamierzam skończyć. Chciałbym opatrzyć książkę dużą ilością reprodukcji i zdjęć, których bazę stale powiekszam odwiedzając kolejne wystawy i miejsca związane z Matejką. Dopóki nie ma skończonego produktu, nie ma również wyceny całego przedsięwzięcia. Sztuczna inteligencja podpowiada mi takie ceny, że strach, więc będzie zapewne potrzebny jakiś kompromis, bo to w końcu tylko powieść. Pojawią się w niej także wątki rozwinięte w oparciu o informacje pochodzące z książki bardzo trudno osiągalnej, którą można nazwać naukową prozą szpiegowsko-sensacyjną. Oto ona:
https://allegrolokalnie.pl/oferta/wiktor-szymaniak-rola-dworu-polskiego-w-polityce-zagranicznej-prus
Rozdział książki p.t. "Matejko i tunel zatraty"
Ramowe porozumienie
O nieoczekiwanych kosztach życzenia, by chwila trwała pół wieku.
![]()
Jan Matejko - Karton do polichromii Kościoła Mariackiego - Diabeł z głową ptaka, ok.1890 r.
7 czerwca 1901, piątek, Kraków
Było piątkowe późne popołudnie. Trzydziestolatek siedział za biurkiem w pięknym świeżo urządzonym gabinecie nowo wzniesionego gmachu Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. W kwietniu odbyło się głosowanie rajców miasta Krakowa. Odniósł w nim bezapelacyjne zwycięstwo. Uzyskał 20 głosów na 33 głosujących. Kontrkandydaci ledwie 10 i 3 głosy. W ten sposób zakończył się konkurs na posadę dyrektora Muzeum Narodowego, który jednocześnie zaczął sprawować funkcję dyrektora Towarzystwa.
Młodzieniec wygodnie rozsiadł się w fotelu, lecz po chwili pochylił się nad biurkiem, by nieco przesunąć stojącą na nim lampę i poprawić pozycję kałamarza. Ponownie opadł na siedzisko. Ogarniał wzrokiem świeżą zieleń niedawno pomalowanych ścian, które zdawały się promieniować nadzieją na tak wspaniale rozwijającą się karierę. W rozradowanej duszy kołatała tylko jedna myśl, którą bezwiednie parokrotnie wypowiedział:
- Chwilo trwaj… Chwilo trwaj…
Osiemnasta. Właśnie wybrzmiewały ostatnie takty przyniesionego lekkim wiatrem hejnału odegranego w Kościele Mariackim. Uświęconą tradycją przerwę w ostatnim takcie uzupełniły dwa potrójne stuknięcia do drzwi gabinetu, opatrzonych właśnie w dniu dzisiejszym, mosiężną grawerowaną tabliczką, którą młodzieniec nakazał przykręcić woźnemu. Widniał na niej następujący napis:
„DYREKCYA MUZEUM NARODOWEGO.
Dr Feliks Kopera”
- Proszę! – głośno rzekł nieco zaskoczony pukaniem trzydziestolatek.
- Moje uszanowanie panu dyrektorowi…
W drzwiach gabinetu stał drobny, leciwie wyglądający mężczyzna, odziany w pięknie odszyty czarny garnitur, spod którego wyzierała kunsztownie zdobiona kamizelka. W ręku trzymał niewielki neseser. Twarz gościa była zdecydowanie nieurodziwa z długim zakrzywionym jak u drapieżnego ptaka nosem. Jego cera miała odcień zieleni. Choć kto wie, może to kolor świeżo pomalowanych ścian rzucał na tę twarz tak niekorzystną poświatę.
- Proszę spocząć. Czym mogę służyć?
Feliks co prawda zamierzał już kończyć dzisiejsze urzędowanie, ale wielce niestosownym wydał mu się fakt odprawienia pierwszego interesanta, który zatytułował go dyrektorem. Gość usiadł po drugiej stronie biurka i nałożył monokl na prawe oko, który powiększył je w tak dziwny sposób, że Kopera widział prawie wyłącznie ogromną czarną źrenicę ledwie obwiedzioną piwną tęczówką. Dałby głowę, że znał już tę twarz. Nie wiedzieć czemu kojarzył, że spotkał swojego gościa w jakimś kościele, choć wybitnie orli nos sugerował raczej synagogę. Tyle, że Feliks do krakowskich synagog nie uczęszczał. Pozostał więc z mocno ciążącym wrażeniem nierozszyfrowanej rozpoznawalności nieznajomego, który jak dotąd się nie przedstawił. Gość zdawał się czytać w myślach Feliksa.
- Pozwoli pan, że nie wyjawię swojej tożsamości. Reprezentuję pewną wiekową i wielce wpływową organizację. Miałem pojawić się wczoraj, lecz okoliczności wybitnie nie sprzyjały mojej wizycie.
- To oczywiste, wczoraj było Boże Ciało – zauważył Feliks Kopera i wydawało mu się, że na tę uwagę czarna źrenica wypełniła cały monokl i zabłysła jakoś złowrogo.
- Ja właśnie także w sprawie religii, która wraz Kościołem powinna zostać od spraw i instytucji państwowych oddzielona. Także od tych muzealnych! Co szanowny pan dyrektor Muzeum Narodowego tym sądzi?
- Według mnie przymiotnik „narodowy”, który tak mocno pan zaakcentował, obejmuje także sferę wierzeń i duchowości. Nie wydaje mi się, by pomijanie religii, gdy towarzyszy ona Polakom od dziewięciuset lat z okładem było zasadne…
- Ale, któż mówi o całkowitej eliminacji? Przedmioty kultu religijnego można oglądać tu w Krakowie niemal na każdym rogu ulicy, tyle tu kościołów. Mało tego, tak jak w dniu wczorajszym wyprowadzane są one na ulice. Każdy może się na nie napatrzeć do woli. Chodzi o to, że nowoczesny patriotyzm i najnowsze trendy w muzealnictwie, które mam nadzieję panu – osobie młodej i ambitnej - nie są obce, nieco inaczej kładą akcenty na dobór eksponatów.
- To oczywiste, że trzeba iść z duchem czasu. Odejść od prezentowania tylko tego co polskie. Ot choćby sztuka „obca”, w pierwszym rzędzie ruska, czerpiąca od nas i niosąca wiele świeżych idei, a i dzieła sztuki dalekiego wschodu, wpływające na naszą sztukę i nadające jej oryginalny charakter w stosunku do zachodu. Koniecznie trzeba zdemokratyzować dostęp. Wprowadzić wycieczki szkolne, upowszechniać sztukę za pomocą fotografii, pocztówek. Muzeum to także instytucja praktyczna i użyteczna. Prócz obrazów i rzeźb skład zbiorów chcę poszerzyć o eksponaty ze sfery codziennego użytku i rzemiosła, o tkaniny, o monety. Zachęcać będziemy rękodzielników, by podpatrywali stare, piękne wzory…
- Piękne plany – odezwał się gość, a jego wyobraźnia na krótką chwilę poszybowała do muzeów przyszłości, w których być może kiedyś, oglądać się będzie także ozdoby na nocnikach, a później może i etykiety na puszkach od konserw? I kto wie, może z upływem czasu także etykiety na puszkach konserw ze zdeponowaną niczym drogocenny skarb zawartością tychże nocników…
- Ale czy wytrwa pan dyrektor pod pręgierzem argumentów, że to obiekty „niegodne gromadzenia”? - zapytał gość - Oponentów nie brak. Nie wszyscy nadążają za nowoczesnością. Nie tak łatwo znaleźć zwolenników modernizmu pośród ludzi wiekowych.
Feliksowi wydawało się, że w tym momencie gość puścił do niego oko. Kto wie może zmrużył dwoje, ale że dyrektor widział tylko jedno - to spoglądające na niego przez monokl - więc odniósł wrażenie, że rozmówcy zależy na spoufaleniu.
- Cóż tu daleko szukać, nasz biedny Matejko, ten to dopiero pod koniec żywota popadł w religijną dewocję i zupełnie zatracił zmysł nowoczesności. Ta jego wielka „Dziewica” i ci fruwający po niebie święci, tak ogromnie ociężali, jakby nie duchami byli, a lewitującymi cielskami. Nic dziwnego, że choć za darmo Francuzom chciał obraz darować, to oni go nie chcieli. A i politycznie był Matejko zacofany, toć on tym obrazem chciał wobec ludu znad Sekwany, odpokutować udział Polaków w Komunie Paryskiej[1]. Co za brak taktu i wyczucia czasu. A propos czasu, wydawało mi się, że wchodząc słyszałem słowa: „chwilo trwaj”.
Feliks Kopera poruszył się w zaniepokojony, bo był pewien, że frazy wypowiedzianej przez niego, nikt nie mógł usłyszeć. Gość kontynuował:
- Jeśli dobrze interpretuję te słowa, to wielce szanownemu panu dyrektorowi zależy na takim sprawowaniu urzędu, by społeczność, by naród ową służbę docenił. Jak już nadmieniłem reprezentuję organizację pragnącą pozostać w cieniu, acz bardzo wpływową. Ona może zagwarantować, że jeśli uwzględni pan szanowny jedną, zupełnie błahą sugestię dotyczącą ekspozycji, to z naszym poparciem będzie pan sprawował swą funkcję długo, bardzo długo.
Kopera kompletnie stracił głowę i nie był w stanie podjąć decyzji jakie pytanie zadać jako pierwsze, czy o ową ekspozycyjną sugestię, czy o czas piastowania urzędu. Milczał więc zakłopotany, a w jego głowie zaświtała myśl, że to może jakaś znacząca figura wydelegowana przez masonów. Na szczęście okazało się, że nie musiał o nic dopytywać. Za to musiał się zmierzyć z odpowiedzią na kolejne pytanie.
- Szanowny panie, ile lat piastowania zaszczytnej funkcji dyrektora pozwoliłoby wprowadzić te wszystkie plany? Dziesięć? Dwadzieścia? Trzydzieści? A może do końca życia?
Młody dyrektor Muzeum Narodowego, słysząc kolejno dokładane dziesiątki lat, poczuł się jak przy partii brydża, kiedy licytacja dochodzi do poziomu szlemika. Czuł, że jego serce bije coraz szybciej, a wyobraźnia pulsowała podsuwając coraz ambitniejsze projekty muzealne na przyszłość. Już miał zdecydować się na opcję dożywocia, lecz tknięty nagłym przebłyskiem świadomości, że mógłby umrzeć młodo, w ostatniej chwili zmienił zdanie.
- Mniej więcej pół wieku… może pół wieku wystarczy, żeby to wszystko przeprowadzić – wypalił Kopera.
W gabinecie zapadło milczenie, przypominające ten sam rodzaj ciszy, która zalega w chwili, gdy partner w brydżu wyraźnie przelicytował i cały stolik czeka na to, czy padnie słowo „kontra”. Jednak gość uśmiechnął się tylko pod nosem i powiedział.
- Dobrze zatem. Mniej więcej pół wieku. Ale w ramach czyszczenia muzealnych ekspozycji z niepotrzebnych nalotów religijności, łacińska tabliczka z ramy „Hołdu pruskiego” Matejki musi zniknąć!
Koperę zdziwiła prośba, ale o dziwo jego usta sformułowały zupełnie inną wątpliwość:
- A jeśli reprezentowana przez pana „wpływowa organizacja” nie dotrzyma słowa i okoliczności sprawią, że przestanę być dyrektorem…
- Więcej wiary, szanowny panie dyrektorze! Niech się pan dobrze zastanowi. Któż mógłby panu zabronić zlecenia ponownego umieszczenia tabliczki w ostatnim dniu urzędowania?
Na te słowa gość wyciągnął prawą rękę i czekał aż dyrektor ją uściśnie. Gest był na tyle niespodziewany, że Feliks odruchowo podał swą dłoń, lecz złapał tylko końcówki długich palców swojego rozmówcy, zauważając przy okazji, że miał on zadbane, lecz nadzwyczaj długie paznokcie.
Domniemany mason szybko opadł na swoje krzesło i otworzył neseser wyciągając z niego pudełko, które okazało się kunsztownym futerałem degustacyjnym. Zawierał butelkę ze szmaragdowym płynem w środku i dwa piękne kieliszki.
- Absynt, albo jak mawiają Francuzi – „zielona wróżka” – prosto z Paryża.
Prędko rozlał trunek i trącił swoim kieliszek, który postawił przed dyrektorem nie mogącym się nadziwić, jak pięknie kolorystycznie korespondują z zielonym trunkiem, ściany jego gabinetu i cera jego interlokutora.
- Za skuteczne, oby jeszcze dzisiejsze, wypełnienie ram naszego porozumienia! – wzniósł toast tajemniczy gość.
***
Feliks Kopera obudził się z krzykiem. Śniło mu się, że siedzi przy kieliszku absyntu, a eteryczne, nagie zielonkawe ciało pięknej młodej kobiety wiedzie go na pokuszenie, któremu nie jest w stanie się oprzeć. W momencie, gdy w nieznośnie niespełnionym uniesieniu krzyczy „chwilo trwaj”, piękna nieznajoma zamienia się w brzydkiego starszego gościa z neseserem.

Viktor Oliva – Pijak absyntu
Już w chwilę po otwarciu oczu poczuł ogromny ból głowy i straszną suchość w ustach, która nie wiedzieć smakowała drobno rozdrobnioną słomą kopru włoskiego i ostrymi nasionami anyżu. Miał ogromną ochotę wstać i sięgnąć po karafkę z wodą. Ale zwyciężyła siła ciążenia przytrzymująca go w łóżku. Im dłużej leżał, tym bardziej dziwił się odkrywanym z wolna okolicznościom. Obudził się będąc odziany w spodnie, koszulę i kamizelkę, a w obolałych okolicach mózgu z wolna zaczęły powracać kolejne sceny snu zakończonego degustacją absyntu. Czuł, że awans i ogromny zapał z jakim zabrał się do pełnienia nowych obowiązków doprowadziły go do stanu ogromnego wyczerpania. Ciążyła mu też ostatnio, nie załatwiona jeszcze sprawa pokonanego w konkursie Teodora Ziemęckiego. Stawał on do konkursu, jako kustosz i osoba pełniąca zastępstwo po śmierci dotychczasowego dyrektora Muzeum Narodowego - Władysława Łuszczkiewicza. Kopera chciał się Ziemęckiego pozbyć i z muzeum i z mieszkania, które zajmował w Sukiennicach.[1] Zamierzał nieco wyolbrzymić muzealne grzeszki rywala polegające na spisowych nieścisłościach, a winą obarczyć nie świętej pamięci dyrektora, lecz pana Teodora właśnie.[2] Chłodna premedytacja z jaką przeprowadzał to postępowanie nie dawała mu początkowo jeść i spać, ale z każdym mijającym dniem czuł się coraz lepiej. Lekarstwem było przekonanie, że dyrektor ważnej instytucji musi sobie bezwzględnie[3] radzić także z trudnymi sytuacjami, które przyniosą jednak pożądane dla muzeum skutki w postaci powiększenia powierzchni badawczej o metraż oczyszczonego ze zbytecznej osoby, mieszkania.
Z powodu przemęczenia i zszarpanych nerwów, Kopera postanowił, że dwa kolejne dni spędzi na odpoczynku. Z trudem wytrwał w tym postanowieniu.
W poniedziałkowy poranek nie udał się najpierw (jak miał to w zwyczaju) do gabinetu w siedzibie Towarzystwa, lecz poszedł prosto do Sukiennic. Swoje pierwsze kroki skierował do „Hołdu pruskiego” i zamarł. Nie było na nim tabliczki z napisem „Si Deus nobiscum, quis contra nos”.
- Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam - przetłumaczył bezwiednie właśnie zaginioną łacińską frazę z ramy obrazu. Poczuł na karku zimny dreszcz i nagłe poczucie żalu. Jeśli miałby go z czymś porównać, to z utratą najcenniejszego muzealnego eksponatu.
Przybliżył nos do ramy ogromnego płótna i stwierdził, że nie ma niej także wyraźnego śladu demontażu. Rozejrzał się niepewnie za strażnikiem, chcąc go pytać co tu się od piątku wydarzyło. Ale szybko uświadomił sobie potencjalne konsekwencje ewentualnej dociekliwości.
- A cóż, jeśli wyjdzie na jaw, że to ja sam uczyniłem, co jeśli okaże się, że pod wpływem absyntowego upojenia okaleczyłem dzieło Matejki, a teraz nawet nie wiem, gdzie tej nieszczęsnej tabliczki szukać. Ledwie początek urzędowania i taki skandal. Szybko otrząsnął się jednak z początkowej paniki i stwierdził, że co ma być to będzie. Postanowił, że postara się odnaleźć to co zginęło, a dopóki nie znajdzie zguby, to powinien obmyśleć argumenty tłumaczące przyczyny zniknięcia. Może wyjaśnić, że zdecydowałem się oddać do odnowienia tę nieszczęsną tabliczkę? A może tłumaczyć, że napis odwracał rodaków od patriotycznego uniesienia na widok tak znacznego historycznego triumfu. Słowa „jeśli Bóg z nami…” i wiodły na manowce i psuły triumfalny wydźwięk obrazu. Przy okazji przypominały, że sukces z 1525 roku poszedł na marne, tak jakby Bóg się od nas odwrócił, jakby nie był z nami, wrzucając nas w otchłań zaborów i oddając pod obcas Prusaków. No właśnie! Na cóż nam takie ponure i beznadziejne konkluzje! – pomyślał i wyraźnie raźniejszym krokiem podążył do wyjścia z muzeum.
Każdy kolejny dzień pracy Kopery niósł mu wyraźną ulgę, że nikt się o tabliczkę się nie upomniał. Jednak każda bytność w muzeum w Sukiennicach, każde spojrzenie na któryś z obrazu Matejki przywoływało u Feliksa wspomnienie snu, który w przedziwny sposób stał się dla tabliczki z ramy „Hołdu” ogałacającą jawą. Nawiedzała go także inna oniryczna mara. Regularnie śniło mu się, że przychodzi do niego list. W nim jakiś domorosły historyk, który natknął się w monografii Stanisława Tarnowskiego na informację o „słowach, które na ramie obrazu wypisał jako godło: Si Deus nobiscum, quis contra nos”[4] , zapytuje Koperę o to, jakim znakiem interpunkcyjnym kończy się Pawłowa fraza na tabliczce pod „Hołdem pruskim”. Czy znakiem zapytania, czy wykrzyknikiem, czy kropką, czy też pozostaje bez żadnego znaku. Zdaniem tego nadgorliwca miało to kolosalne znaczenie dla interpretacji obrazu. Za każdym razem, gdy Feliks dochodził do końca czytania tej epistoły, budził się zlany zimnym potem, gdyż nie wiedział co począć z odpowiedzią. Jak mu Bóg miły nie pamiętał, czy był tam jakiś znak, czy nie, a z oczywistych przyczyn nie mógł przecież o to nikogo zapytać.
Długo myślał jak załatwić ostatecznie kwestię ewentualnych dociekań i załatwił to w sposób jego zdaniem najlepszy. Dziś nazwalibyśmy to także sposobem transparentnym, gdyż Feliks Kopera posłużył się formą sprawozdania, w którym osobistym podpisem kwitował swoją działalność w latach 1901-1902. Umieścił w nim takie zdania:
„I ramy wymagały odnowienia. W pierwszym rzędzie dotyczyło to ram Pochodni Nerona, Kościuszki pod Racławicami i Hołdu Pruskiego. Do odnowienia ram Hołdu, który jest własnością kraju, przyczynił się Wydział krajowy subwencyą w kwocie 300 koron”.[5]
Ta kwota pojawia się także w zamknięciu obrachunkowym funduszu muzeum. Ale tutaj, dziwnym trafem, kwota 300 koron opatrzona jest opisem wydatkowani jedynie na ramę „Hołdu pruskiego”. O odnawianiu innych ram nie ma tam ani słowa.
[1] Zobacz: Diana Helena Błońska, Feliks Kopera (1871-1952), Wydawnictwo Zamku Królewskiego na Wawelu, Kraków 2025, s.113-118
[2] Porównaj także Diana Błońska, Sławomir Adam Mróz, Na przełomie starych i nowych czasów: Muzeum Narodowe
w Krakowie w latach 1900–1901, Res Gestae. Czasopismo Historyczne 3, s. 96-120, 2016
[3] D. H. Błońska, Feliks Kopera (1871-1952) na stronie 112 umieszcza takie zdanie: „Okoliczności tych działań i towarzysząca im atmosfera rzucają zupełnie nowe światło na charakter Kopery. W chwilach wymagających determinacji potrafił się zachowywać bezwzględnie, nie licząc się z odczuciami swoich przeciwników”.
[4] Stanisław Tarnowski, Matejko, W Drukarni "Czasu" Fr. Kluczyckiego i sp. ; W Księgarni Spółki Wydawniczej Polskiej, Kraków 1897, s.254
[5] Sprawozdanie Dyrekcyi Muzeum Narodowego w Krakowie 1901-1902, s.18
tagi: muzeum narodowe matejko hołd pruski kopera tunel zatraty absynt ramy
|
|
Alfatool |
| 12 lutego 2026 10:02 |
Komentarze:
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool |
| 12 lutego 2026 10:21 |
Ten stwór powinien mieć jeszcze smartfona w tych pazurach i mówìć -"Jasiu, i tak ci to nic nie pomoże"..:)
|
|
Alfatool @Alfatool |
| 12 lutego 2026 10:31 |
Akcja powieści obejmuje także współczesność. Jakie czasy takie rekwizyty.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool 12 lutego 2026 10:31 |
| 12 lutego 2026 10:51 |
No rozumiem. Tylko powiedz, jakim cudem udało się Tobie doręczyć ten list z pytaniem do Kopery?...:).
Absynt - miałem kiedyś za rywala w grze Travisn gościa z takim nickiem....był bardzo pewny siebie i udało mnie się jego zdeka ośmieszyć. Ty widzę też nie lubisz absyntu
|
|
Alfatool @Alfatool |
| 12 lutego 2026 11:02 |
Cóż. Widocznie się Koperze śniłem zanim się urodziłem.
Tych sprwozdań Kopery nikt z badaczy ze zrozumieniem nie przeczytał. Najbliżej wyjaśnienia zagadki był Henryk Słoczyński, który w książce "Matejko" dość precyzyjnie wyznaczył czasokres, w którym tabliczka "wyparowała". Zrobił to na podstawie fotografii z 1900 i 1902 roku.
Napisał tak: "Od początku stulecia widzowie oglądają niekompletne dzieło, a usunięcie inskrypcji drastycznie zniekształca recepcję przesłania artysty". To jest zadnie jak najbrawdziej prawdziwe, jednak to w jaki sposób on (Słoczyński) ten obraz "receptował" to moim zdaniem kompletne zamroczenie, wymagające prawdziwej recepty. Ale o tym w innym rozdziale.
|
BTWSelena @Alfatool |
| 12 lutego 2026 12:26 |
Czyli jak dobrze rozumiem do wykastrowania z ram inskrypcji z "Hołdu Pruskiego" przyczynił się Wydział krajowy subwencyą w kwocie 300 koron?.Ha ! krótko:patałachy !,jak zaczełam się tym interesować,to wydaje się ,że chodziło o kluczowe słowo "submissus" (poddany, uległy).Matejko chyba celowo użył tego słowa ,że Hohenzollern uznaje wyższość polskiego monarchy.
Aby taki napis znikł ...bo uwierał zainteresowanych,trzeba było obraz okaleczyć?... Czekam na części dalsze,pozdrawiam,zdrowia życzę.
|
|
Alfatool @BTWSelena 12 lutego 2026 12:26 |
| 12 lutego 2026 12:41 |
Sprawa jest nad zwyczaj ciekawa. Kopera przetrwał na stanowisku dyrektora, cesarza, II RP, faszystów i komunistów. A tabliczka roztrząsająca kwestię, czy Bóg był z nami, czy przeciwko nam 10 kwietnia 1525 roku tam na rynku ostała się ledwie kilkanascie lat po smierci Matejki. Sądzac po tym co się wydarzyło 10 kwietnia wiele lat później, nadal pokutujemy za grzech sprzed pięciu wieków.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool 12 lutego 2026 12:41 |
| 12 lutego 2026 13:10 |
Czyli Kopera wszystkim dogodził z tą tabliczką...poza Matejką.
|
|
Alfatool @OjciecDyrektor 12 lutego 2026 13:10 |
| 12 lutego 2026 14:08 |
Tak. Wykolegowano tylko Matejkę i to wielokrotnie. I zostało paru szurów, którzy o tym wiedzą Henryk Słoczyński, ja i parę osób z SN. Mało jak na sto lat i ćwierćwiecze.
|
chlor @Alfatool |
| 12 lutego 2026 15:16 |
Wspaniałe, potrzebne przedsięwzięcie i znakomity tekst na początek.
|
|
Alfatool @bolek 12 lutego 2026 11:07 |
| 12 lutego 2026 16:11 |
Dzięki. Cicho kibicuję tropieniu oświeceniowych bankierów rodem z Rakowa.
|
|
Alfatool @chlor 12 lutego 2026 15:16 |
| 12 lutego 2026 16:12 |
Dziękuję. To akurat jeden z pierwszych rozdziałów, ale to nie początek.
|
|
Alfatool @Magazynier 12 lutego 2026 16:24 |
| 12 lutego 2026 16:37 |
Mam ochotników.
|
|
Magazynier @Alfatool |
| 12 lutego 2026 16:40 |
Wszystko bez ten wykrzyknik. Chociaż i przez tego wykrzyknika tabliczka byłaby mocną. Tylko skąd Kopera wiedział że Niemcy tak lubią te sentencje? Trzeba by pogrzebać w pismach Lutra i Melanchtona. I tego którego Albrecht przyjął w Królewcu. Zapomniałem jak mu tam było.
|
|
Andrzej-z-Gdanska @Alfatool |
| 12 lutego 2026 18:13 |
Dzięki za, że zacytuję fragment motta:
...mozaikę z podejrzanych zdarzeń, strzępków dawnych ksiąg...
Tego mi brakowało!
PS
Lubię koperek i sos koperkowy, ale absyntu nie próbowałem jak wielu innych napojów. :(((
|
|
atelin @Alfatool |
| 12 lutego 2026 18:57 |
Jak udostępnić tę notkę przez Whatsapp?
|
|
Magazynier @Alfatool |
| 12 lutego 2026 19:21 |
Wstęp do Listu to Rzymian św. Pawła dla Lutra był sztnadarem, zwłaszcza ta właśnie sentencja, bo była prostym wzmocnieniem idei sola fide. Aleksander Osiander polemizował z Lutrem, choć u niego terminował. Dla niego usprawiedliwienie z wiary oznaczało fizyczne zamieszkanie Chrystusa w wierzącym jako Boga i jako człowieka. Melanchton się z nim nie zgadzał. Dla Osiandra sentencja Si Dues nobiscum... oznaczała właśnie usprawiedliwienie z wiary która sprawia że Chrystus jest obecny w wierzącym.
Tak czy inaczej to islamopodobne podejście do Si Deus nobiscum ... jest b. charakterystyczne dla reformacji, zwłaszcza niemieckiej. Nieznajomy w monoklu musiał coś zasugerować Koperze.
Apropos czy ten w monoklu jest łysy i ogolony? Bo Matejko też mial kruczy nos, ale miał brodę, długie włosy i binokle. Binokle ich odróżniają, ale ten kruczy nos trochę mnie zwiódł na początku.
|
|
atelin @Alfatool 12 lutego 2026 19:08 |
| 12 lutego 2026 19:38 |
Wiem, ale na telefonie nie bardzo się ten link ujawnia.
|
|
Alfatool @Magazynier 12 lutego 2026 19:21 |
| 12 lutego 2026 20:43 |
Bardzo cię ten nos zwiódł. Obrazy są integralną częścią tej opowieści.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool 12 lutego 2026 20:43 |
| 12 lutego 2026 21:25 |
Ale tem stwór to jakiś błazen po wypiciu kontenera absyntu...:). Nawet palce mu się identycznie ułożyły
|
|
Alfatool @OjciecDyrektor 12 lutego 2026 21:25 |
| 12 lutego 2026 22:01 |
Masz dobre oko. Może dlatego, że ten gest zwany mano corunta chroni przed złym spojrzeniem. Rzeczywiście wygląda jakby całw wieki spędził na sączeniu absyntu.
|
|
Magazynier @Alfatool 12 lutego 2026 20:43 |
| 12 lutego 2026 22:02 |
Trochę, dopóki nie zaczął gadać o postępie w sztuce.