-

Alfatool : Nie ma czasu na nudę drogi przyjacielu. Układam mozaikę z podejrzanych zdarzeń, strzępków dawnych ksiąg... (B. M. - List do Aleksandrii II)

O tkaniu przepowiedni, czyli wróżby i... służby

Jakiś czas temu Coryllus zżymał się na tak zwanych ekspertów, którzy od lat żenili nam kasandryczne wizje, z których dość dobrze dało się żyć i to nawet wtedy, gdy zawartość prawdy oscylowała okolicach procentu alkoholu w piwie bezalkoholowym. Dawało się tę te fikcję utrzymywać zapowiadając, że na imprezowym stole pojawi się wkrótce, jeśli nie spirytus, to przynajmniej porządna księżycówka. No ale wiadomo - przy takiej skali eskalacji przewidywań, gdy na stole została już tylko rosa na podkładce spod rzeczonego „piwa” – przy stole musiało zrobić się nieswojo. No bo jak tu ufać wizjom szamanów, którzy zbierają kasę obiecując mocny towar, a tego jak nie było, tak nie ma.

Kasa wydana przez wyznawców na kolejną wieszczbę, przynosi im zazwyczaj całe morze rozczarowań, o ile morze może mieć „głębię strategiczną’ zwykłej kałuży.

Niełatwe jest życie wróżbity, zwłaszcza wtedy, gdy się nie zadba o tak zwane bezpieczniki. One w tym najstarszym zawodzie świata (to taka moja teoria), są oczywiste. Jeśli konkretyzujesz wydarzenia to nie podajesz daty. Jeśli podajesz datę to rozmydlasz fabułę przepowiedni, a wtedy jest większa szansa, że nikt cię na ściemnianiu nie złapie. Oczywiście takie „sybillliczne” bajdurzenie po krótkim czasie bardzo odbiorcę irytuje. Źródło wysokiej oceny wróżbity leży więc albo w dostępie do informacji, albo w dobrej analizie. W niej z kolei równie ważne są nie tylko trafnie nakreślone scenariusze, lecz także dobrze zdiagnozowane oczekiwania odbiorcy. Tak się bowiem składa, że czasami to manipulacja nastawieniem odbiorcy, może przynieść wywróżone skutki.

W zamierzchłej przeszłości wróżby i horoskopami zainteresowani byli przede wszystkim władcy i osoby wysoko postawione. Interesowało ich przede wszystkim to, czy ich władze da się zachować, wydłużyć, poszerzyć, pozostawić potomnym. Z biegiem czasu, gdy władza przestała być dziedziczna, a zaczęła zależeć od głosu ludu. Zasady dotyczące przedłużenia władzy zaczęły być prostacko przewidywalne – za kilka lat wybory, lud trzeba czymś zachęcić do przedłużenia kadencji władających. Umówmy się, że nie zawsze od ręką jest wyborcza kiełbasa i nie zawsze sprzyjające są tak zwane okoliczności zewnętrzne. Wróżba staje się w takich momentach narzędziem w kształtowaniu nastawień społeczeństwa, a czasami przygotowaniem go na coś dramatycznego. Jej formuła jest także bezpieczna – czymś się postraszy ale coś dużo większego w zamian się obieca i to wszystko bez jakichkolwiek zobowiązań i obciążeń z tytułu niewykonania obietnic wyborczych.

Ten fragment wspomnień biskupa Gawliny już przytaczałem, ale było to lata temu, więc go przypomnę:

„W sprawach wojennych szła wielka propaganda francuska, która Polakom w filmie itp. przedstawiała, że Francja jest silna na lądzie i morzu (…). Równocześnie zaczęły krążyć różne przepowiednie, jak np. rymowana o „pół wieku, więc módl się i czekaj człowieku”, którą uważałem wówczas za propagandę francuską, dopóki w 1945 r. się nie dowiedziałem, że jej autorem było Ministerstwo Spraw Wojskowych. Tak samo rzucano – i to już była robota francuska – inne opowiadania półmistyczne o tym, ze Hitler umrze w 1940 roku”.

Jak widzimy ksiądz biskup, uważał że pewna rymowanka jest zwykłym produktem propagandowym. Zwrócę uwagę, że i tym razem wspomniany duchowny nie boi się przyznać do swojej błędnej oceny - tym razem autorstwa i twierdzi, że przedwojenne Ministerstwo Spraw Wojskowych kleciło wiersze. Przytoczę ową rymowankę w całości, bo choć długa to i tak jest łatwiejsza do ogarnięcia niż panaBartosiakowe strategiczne głębie:

Trudno ludzkie ustalić losy, gdy zmienność warunków odmienia to, co wczoraj trwałym było, a jutro istnieć przestaje.

Oto powiadam wam:

W dwa lat dziesiątki nastaną te pory,

Gdy z nieba ogień wytryśnie.

Spełnią się wtedy pieśni Wernyhory,

Świat cały krwią się zachłyśnie.

 

Polska powstanie ze świata pożogi,

Dwa orły padną rozbite,

Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi,

Marzenia ciągle niezbyte.

 

Gdy lat trzydzieści we łzach i rozterce

Trwać będą cierpienia ludu,

Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce

I samo dokona cudu.

 

Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi,

Skrzydła rozłoży złowieszcze,

Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi,

Siła przed prawem jest jeszcze.

 

Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje;

Gdy oczy na wschód obróci,

Krzyżackie szerząc swoje obyczaje,

Z złamanym skrzydłem powróci.

 

Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.

Zaborcom nic nie zostanie.

Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,

A w Gdańsku port nasz powstanie.

 

W ciężkich zmaganiach z butą Teutona

Świat morzem krwi się zrumieni.

Gdy północ wschodem będzie zagrożona

W poczwórną jedność się zmieni.

 

Lew na zachodzie nikczemnie zdradzony

Przez swego wyzwoleńca

Złączon z kogutem dla lewka obrony

Na tron wprowadzi młodzieńca.

 

Złamana siła mącicieli świata

Tym razem będzie na wieki.

Rękę wyciągnie brat do swego brata,

Wróg w kraj odejdzie daleki.

 

U wschodu słońca młot będzie złamany.

Pożarem step jest objęty.

Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany

Nad rzeką w pień jest wycięty.

 

Bitna Białoruś, bujne Zaporoże,

Pod polskie dążą sztandary.

Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze

Wracając na szlak swój prastary.

 

Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy

To Europy bastiony,

A barbarzyńca aż po wieczne czasy

Do Azji ujdzie strwożony.

 

Warszawa środkiem ustali się świata,

Lecz Polski trzy są stolice.

Dalekie błota porzuci Azjata,

A smok odnowi swe lice.

 

Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie.

Dunaj w przepychu znów tonie.

A kiedy pokój nastąpi w Warszawie,

Trzech królów napoi w nim konie.

 

Trzy rzeki świata dadzą trzy korony

Pomazańcowi z Krakowa,

Cztery na krańcach sojusznicze strony

Przysięgi złożą mu słowa.

 

Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie,

Trzy kraje razem z Rumunią.

Przy majestatu polskiego tronie

Wieczną połączą się unią.

 

A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki,

Choć wiary swojej nie zmieni,

Polski potężnej uprosi opieki

I stanie się wierny tej ziemi.

 

Powstanie Polska od morza do morza.

Czekajcie na to pół wieku.

Chronić nas będzie zawsze Łaska Boża,

Więc cierp i módl się, człowieku.

To wierszydło znane jest jako przepowiednia z Tęgoborzy i ja już o niej pisałem – tak jak o prawdopodobnym udziale w tym przedsięwzięciu, a przynajmniej wiedzy o nim, samego Czesława Miłosza.

18 zwrotek wiersza – innymi słowy, kupa scenariuszy. Duże szanse na to, że któryś się sprawdzi – ten o Mazurach i Gdańsku trafiony idealnie). Do tego piękna kończąca perspektywa zapowiadająca powstanie Polski od morza do morza - oczywiście w półwiecznym dystansie wypełnionym cierpieniami i modlitwą. Moim zdaniem niezła robota. Rymy co prawda częstochowskie i rytm także zachwiany, co świadczyć może o dużym pośpiechu. Być może wynikał on z okoliczności.

Wiersz ten ukazał się w prorządowym Ilustrowanym Kuryerze Codziennym w dniu 27 marca 1939 roku. Skąd moja teza o pośpiechu? Otóż 26 marca 1939 roku – ambasador Józef Lipski wręczył Ribbentropowi pisemne, oficjalne memorandum rządu RP, które formalnie i ostatecznie odrzucało niemieckie żądania wobec Polski. Nad widnokrąg nadciągały burzowe chmury. Sądząc po treści przepowiedni obawy o to, że lada dzień wybuchnie wojna mogły być duże.

Warto zauważyć, że ktoś przytomny pracujący w MSW trafnie przewidywał, że gdy się już wojna skończy to konieczne będzie w przyszłości pozbycie się punktów zapalnych, czyli przejęcie Gdańska i Mazur.

Niestety nie znamy autora merytorycznej treści tej zwrotki. Szkoda, bowiem o ludzi trafnie oceniających rzeczywistość było w owych czasach niezwykle trudno. Niektórzy byli od niej zupełnie odklejeni a na dodatek mało sentymentalni. Przytoczę tu kolejny fragment wspomnień biskupa Gawliny dotyczący Izydora Modelskiego, zwanego przez kamratów Iziem – bliskiego którego miałem wątpliwą przyjemność opisywać w swoim poprzednim tekście:

„Niemałą przykrość sprawił nam 27 czerwca (1941 roku – przyp. moje) gen. Modelski (…) wygłosił przemówienie obłudnie zachwycając się tym, iż okupowanie Polski wschodniej przez Sowiety okazało się „prawdziwym błogosławieństwem”, gdyż Rosjanie stworzyli sobie przez to przedpole przeciwko uderzeniu niemieckiemu. Wywody Modelskiego przerwał gen. Klimecki, szef Sztabu, twierdzeniem, że Modelski wygłasza poglądy prywatne, które nie pokrywają się z zapatrywaniami ani Naczelnego Wodza, ani też z opinią polską, i dodał: „Czy Pan Generał nie pamięta o wywiezieniu naszej ludności ani o niszczeniu Polski, jej kościołów, dzieł sztuki i m. wartości aż do zboża?”, „Nie bądźmy sentymentalni”, odrzekł Modelski, na co generałowie Kukiel i Klimecki złożyli raport Naczelnemu Wodzowi. Zgorszeni byliśmy również twierdzeniem p. Michała Kwiatkowskiego (Partia Pracy) na Radzie Narodowej 30 czerwca, że Stalin dobrze zrobił, zabierając połowę Polski, ponieważ przedwojenna polityka polska była niemądra”.

Wracając do wróżb, biskup Gawlina wspomina także o nietrafionych przepowiedniach wygłaszanych przez prymasa Hlonda tuż po zakończeniu wojny. Podobno próbował on szukać prawd o nadchodzącej przyszłości w przepowiedniach Jana Bosko:

”Salezjanie co prawda tłumaczą sobie niemiłe przepowiednie swojego Założyciela jako już spełnione pod koniec XIX wieku. Zdaniem Ks. Prymasa komunizm rozpowszechni się po całej Europie. Zupełne zwycięstwo nastąpi w 1950 r., kiedy mianowicie na miesiąc maj przypadną dwie pełnie księżycowe” (s.336)

W maju 1950 roku swoją deklarację wygłosił Schuman i zawiązano Wspólnotę Węgla i Stali, ale tego faktu nie można uznać za żadne „zupełne zwycięstwo”.

Nie była to jedyna przez niego wypowiedziana „wróżba”.:

„Podczas obiadu w gronie wojskowym Ks. Prymas twierdził 13 czerwca (1945 – przyp. moje), że Rosjanie na zawsze wypędzą Turków z Europy i że w 1953 r. po ostatecznym pobiciu Rosji, konsekracji Hagii Zofii dokona Papież.

Na śniadaniu u ambasadora Papeego Prymas przypuszczał, że do listopada może wybuchnąć wojna z Rosją” (s.336)

Jak widzimy „przepowiednie” głoszone przez prymasa nie grzeszą profesjonalnym sznytem, bo bardzo konkretnie zapowiadają zdarzenia i sztywno umieszczają je na osi czasu. Trudno powiedzieć od kogo wokół prymasa Hlonda te mądrości rozsiewał, może ktoś komu zależała na tym, by głowa polskiego Kościoła wyglądała na osobę nieco odklejoną od rzeczywistości.

Ogólny wniosek, który moim zdaniem powinien być dewizą każdego kapłana, to ten o kruszcowej wyższości milczenia nad mową.

Reguły tej przestrzegał moim zdaniem Pius XII, który nawet swoją ewidentną wiedzę, przekuwał w formułę intrygujących pytań, które zmieniały się w formę nie cierpiących zaniechania zaleceń. Oto jedna ze scen z początku 1940 roku opisanych przez Józefa Gawlinę:

„zapytał Papież, co sądzę o najbliższej przyszłości wojennej. Wyraziłem mu zdanie, że Hitler wkrótce uderzy na Francję przez Belgię i Holandię i to szerokim łukiem, bez nazwiska jednak, co od p. Gawrońskiego usłyszałem. Ojciec św. uśmiechnął się i powiedział: „Wiemy, od kogo Ks. Biskup ma tę wiadomość i znamy osobę, która ją przyniosła. Ale istotnie odbędzie się tam, lecz termin sam został odroczony o dwa miesiące. W związku z tym chcielibyśmy zapytać, co Ks. Biskup sądzi o linii Maginota, mianowicie czy ona naprawdę istnieje od południa do północy, czy nie ma tam raczej jakiejś luki, przez którą się Niemcy przedostaną?” Odpowiedziałem, że mi powiedziano, iż linia Maginota... ...nie do wzięcia i że nawet za nią kopią drugą. Ojciec św.: „To byłoby dobrze, ale czy w rzeczywistości tak jest? Sprawa jest bardzo ważna i zechcę ją Ekscelencja rzecznie w rozmowie z władzami polskimi i francuskimi poruszyć. A teraz pytanie drugie: Czy linia Maginota istnieje naprawdę od wschodu aż do morza?”. Przyznałem, już nieco zdetonowany, swą pod tym względem ignorancję. I tę sprawę kazał mi Ojciec św. poruszyć w rozmowie z władzami. Wskazówki te dały mi bardzo dużo do myślenia. Jak się wykazało później, Ojciec św. przewidywał rozwój wojny lepiej niż sztaby główne. Więcej powiedzieć nie mogę. (s.178-179).

„O obserwacjach Ojca św. Co do linii Maginota i przygotowania wojennego Francji (…) mówiłem ze wszystkimi osiągalnymi władzami francuskimi i polskimi. Nasi, prócz ministra Zaleskiego, nie brali sprawy na serio, uważając mnie za pesymistę. Francuzi poobrażali się nawet. Poczyniłem z naszymi, który jakiś dziwny fason demonstracyjnej wiary w genialność i nieomylność Francji opanował, cały szereg zakładów, które niestety wygrałem (oczywiście bezskutecznie, gdyż tym sposobem chciałem tylko zwrócić uwagę na palącą sytuację) (s.179-180)

Jak widzimy, przebijanie się z pewnymi tematami wymaga bardzo różnorodnych prób przebicia się do cudzej wyobraźni. Ksiądz biskup próbował metod dyskusji, czy nie bardzo przystojących duchownemu, zakładów. Może gdyby ułożył swoje przemyślenia i zaserwował w formie wierszowanej przepowiedni i obudował autorstwem Nostradamusa, skutek byłby nieco lepszy? Już się tego nie dowiemy.

Ogromną siłą wspomnień biskupa Gawliny, jest fakt, że powstały na podstawie codziennych zapisków. Prób analizy dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości jest tam bardzo wiele. Przyszłe scenariusze wiele z opisywanych osób formułuje nad zwyczaj łatwo, lecz rzadko kiedy sprawdzały się one w rzeczywistości. Tak naprawdę jest to długa rozprawa o metodzie odnajdywania punktów oparcia do rozeznawania błyskawicznie toczącej się historii i o tym, że człowiek bardzo łatwo ulega pokusom chodzenia na intelektualne skróty, do których należy zaliczyć większość wróżb i przepowiedni. Ich zasadniczą wadą jest bowiem to, że zazwyczaj nie wiemy kto za nimi stoi, a  o ich rzeczywistym autorstwie dowiadujemy się czasami po upływie czasu, którego przepowiednia dotyczy, a czasami nie dowiadujemy się wcale.

Tu będę trochę niekonsekwentny, bo jednak muszę przyznać że materia przepowiedni jest w pewien sposób magiczna. I tej magii naprawdę trudno się oprzeć, gdy biskup wspominając czasy wojny pisze o zapowiedziach dotyczących polskiego papieża.

Dzisiejszy tekst zakończę sposobem „papieskim”, czyli pytaniem:

Czy wiecie, że w rozdziale wspomnień noszącym tytuł „Nieco o Żydostwie, masonerii itp.” pojawia się pani o nazwisku Harari?

Dopiero dziennik Józefa Gawliny pozwolił mi na jej identyfikację. Była tłumaczką literatury rosyjskiej na angielską, a jej najbardziej rozpoznawalnym dziełem było tłumaczenie „Doktora Żywago”. W roku 1932 przeszła na katolicyzm, by w czasie wojny pretendować do objęcia kluczowych pozycji w organizacjach kościelnych.

Po hebrajsku słowo „harari” oznacza ponoć mieszkańca gór, W świecie arabskim słowo to ma zupełnie inne korzenie i wywodzi się od rzemiosła - „tkacz jedwabiu” lub „wytwórca koronek” (od słowa ḥarrār – jedwabnik/tkacz jedwabiu). Malowniczy i jakże nawigatorski źródłosłów- prawda?

I tym intrygującym akcentem kończę zachwalanie wspomnień biskupa Gawliny. Jeśli ktoś zdecyduje się na zakup książki to proszę o szybką decyzję, bo od poniedziałku planuję dwutygodniowy wyjazd.

https://allegrolokalnie.pl/uzytkownik/makulekturapl

https://allegrolokalnie.pl/oferta/jozef-gawlina-in-viam-pacis-dziennik-biskupa-polowego-w-p-19391945

https://allegrolokalnie.pl/oferta/jozef-gawlina-wspomnienia-rk6

https://allegrolokalnie.pl/oferta/ks-marian-tokarzewski-straz-przednia



tagi: propaganda  pius xii  służby  przepowiednie  józef gawlina  przepowiednia z tegoborzy  wróżby  harari  izydor modelski  prymas hlond 

Alfatool
31 lipca 2026 11:51
9     928    10 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

gabriel-maciejewski @Alfatool
31 lipca 2026 14:09

Te przepowiednie to jest jedna afera. Nie mam słów. Ludzie nie wierzą w złe intencje, ani w to, że utrzymywanie pewnych fikcji może być spowodowane przyczynami politycznymi. Pomazaniec z Krakowa to miał być Karol Wojtyła, do dziś wszyscy w to wierzą. Bartosiak zaś zapowiedział, że jak wróci z urlopu przedstawi projek "Państwo nowego wzoru". Pobyt na idiotyzmy nigdy nie słabnie

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @gabriel-maciejewski 31 lipca 2026 14:09
31 lipca 2026 16:24

Idzie Jasiu do jasnowidza. Puka do jego drzwi:
- Kto tam? - pyta jasnowidz.
Jasiu:
- A do dupy z takim jasnowidzem.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Alfatool 31 lipca 2026 16:24
31 lipca 2026 18:46

Ile jest takich wrzutek? I ilu ludzi się na to nabiera? 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @gabriel-maciejewski 31 lipca 2026 18:46
31 lipca 2026 20:12

Jak to ?

Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu i inne prawdziwe historie

Pamiętam jak lata temu czytaliśmy na głos (mama2, żona i ja) i trudno było, bo dla obserwatora z zewnątrz mogliśmy wyglądać na ujaranych ziołem.

Też było gorąco jak dziś.

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Alfatool
31 lipca 2026 20:16

Mnie ten text jest dość dobrze znany.

Po wojnie mógł pełnić podobną rolę jak cytaty z filmów pana Bareji ?

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 31 lipca 2026 18:46
31 lipca 2026 20:21

Starotestamentowe wizje Ezechiela współczesni syjoniści nadal traktują  serio, czyli że jest to dla nich zadanie do realizacji. A Ezechiel żył w szóstym wieku starej ery.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski 31 lipca 2026 18:46
31 lipca 2026 21:34

Cała masa. Niektóre zagraniczne. To znaczy obecnie większość pochodzą od dewizowych wizjonerów. 

W 2024 roku Dykasteria Nauki Wiary sfromułowała nowe NORMY POSTĘPOWANIA W ROZEZNAWANIU DOMNIEMANYCH ZJAWISK NADPRZYRODZONYCH.  Proroctwa jednak, a może właśnie dlatego, nasiliły się. Wojna na Ukrainie i na Środkowym Wschodzie sprzyja temu.  

zaloguj się by móc komentować

atelin @Alfatool
1 sierpnia 2026 09:20

"No bo jak tu ufać wizjom szamanów, którzy zbierają kasę obiecując mocny towar, a tego jak nie było, tak nie ma."

Sporysz. Tego mieli pod dostatkiem.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @Alfatool
6 sierpnia 2026 17:21

... Zdaniem Ks. Prymasa komunizm rozpowszechni się po całej Europie. Zupełne zwycięstwo nastąpi w 1950 r., kiedy mianowicie na miesiąc maj przypadną dwie pełnie księżycowe”

 

Profetyczny namiar prymasa Hlonda na rok 1950 wpisuje się w schemat jaki propagował znany w okresie międzywojennym generał Erich Ludendorff. Generał w wielkim poważaniu miał SJ, masonów, komunistyczną międzynarodówkę, ..., a szczególnie Weltjudentum.  Twierdził, że polityczne wydarzenia w XX wieku, takie jak wielka wojna (czyli pierwsza światowa), naznaczone są przez kabalistyczne odniesienie do wartości liczbowej 10+5 = GOTT. Następna światowa miała wybuchnąć w roku 1932 albo w 1941. Rok 1941 wypalił.

Ksiądz Prymas albo ktoś z jego otoczenia czytał chyba broszury folkistowskie z wydawnictwa generała i jego małżonki ze względu na ataki na KK czyli „Rom-Kirche“.

 

(...)  „Wirken überstaatlicher Mächte“. Damit gemeint waren der Jesuitenorden, die „Rom-Kirche“, die Freimaurerei, die kommunistische Internationale, das Umfeld um den tibetischen Dalai Lama (als dessen Beauftragten er 1937 Josef Stalin verdächtigte) und vor allem das Weltjudentum. Diese hätten sich, so wähnte Ludendorff, zusammengetan, um Deutschland zu demütigen und zu „knechten“.[60] Ihr Ziel sei letztlich die Weltherrschaft. (...)   Da die Zahlen 10 und 5 als kabbalistische Zahlwerte der ersten beiden Buchstaben des Gottesnamens JHWH den Juden heilig sind, werde der nächste Weltkrieg, der von ihnen ausgelöst würde, am 1. Mai 1932 oder 1941 beginnen, denn die Zahlen 1932 und 1941 haben als Quersumme 15. (...)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować