Damy i ułani, czyli Pan Bóg wprowadzany przez kuchenne schody
Doskonale znamy patriotyczny zaśpiew, który towarzyszy wielu opowieściom z czasu przedwojnia. Słuchaliśmy i nadal słuchamy barwnych opowieści o ostatnim ułanie Rzeczpospolitej (Wieniawa-Długoszowski), o przerwanym locie najwierniejszego żołnierza Piłsudskiego (Orlicz-Dreszer), o najwierniejszym z wiernych (Walery Sławek), o Naczelnym Wodzu (Rydz-Śmigły), o zakochanym generale (ministrze spraw wojskowych – Tadeuszu Kasprzyckim). Jeśli przyjrzymy się ich życiorysom to stwierdzimy, że elity władzy stanowili w dużej mierze ludzie związani z wojskiem, którzy w życiu prywatnym nie byli w stanie stworzyć żadnych trwałych relacji. Większość z nich miało w życiu jeśli nie kilka żon, to przynajmniej partnerek. Jedynym wyjątkiem był Walery Sławek, który miał wygląd męża stanu wybitnie niemałżeńskiego i nie założył rodziny.
Walery Sławek
Wspomniani tu wcześniej luminarze sanacji lub ich żony odchodzili z tego świata w okolicznościach mocno niecodziennych. Wieniawa skoczył z okna, Sławek wpakował sobie kulę, Orlicz spadł do morza lecąc samolotem na powitanie statku, którym płynął najnowszy model wybranki jego serca, żona Kasprzyckiego rzuciła się z trzeciego piętra. Koniec Rydza-Śmigłego nie został ostatecznie wyjaśniony do dziś, tak jak makabryczne tajemnice związane ze śmiercią jego ostatniej partnerki (żony) Marty Thomas-Zaleskiej.
Przytoczone fakty zdają się świadczyć o tym, że za tymi najwierniejszymi z wiernych ostatnimi ułanami, dziarsko kroczyła nagła i niespodziewana śmierć, jeśli nie ich samych, to najbliższych, a ich życie osobiste było na tyle zajmujące, że sprawami ważnymi dla państwa musiały zajmować się osoby, których sprawy prywatne specjalnie nie obciążały. Zerknijmy na fragment pewnych wspomnień:
„W sprawie zresztą czołgów oficerowie tej broni przyszli – o ile się nie mylę – już w Wielkim Poście 1936 r. do mnie z żalami na zaniedbanie ich broni, prosząc, bym gen. Rydzowi-Śmigłemu przedstawił opłakany jej stan. Nie chcieli mi nic dać na piśmie, lecz prosili, bym sobie w pamięci wbił stan i typy polskie, rosyjskie, niemieckie. Wykazali nonsens naśladowania zewnętrznej organizacji niemieckiej (poza którą tkwiła inna, wewnętrzna, już niekrępowana przez żaden układ warszawski), udowodnili, jak u nas produkcja, sprzedaż i nadzór leży w tym samym ręku (krewnych i przyjaciół Kasprzyckiego) i prosili o to, by Rydz-Śmigły na szefa tej broni dał – jeżeli już nie fachowca generała – bo takiego nie było – to przynajmniej solidnego człowieka à la gen. Piskor, któremu by się dodało oficerów fachowców. Przedstawiłem wszystko Rydzowi-Śmigłemu, który przyznał słuszność i przyrzekł sprawie tej poświęcić większą uwagę – aczkolwiek, jak twierdził – w jeszcze gorszym położeniu była artyleria, która wymagała pierwszeństwa.
Próby rządu utworzenia Funduszu Obrony Narodowej (FON) nie dały pożądanych rezultatów, a Anglia i Francja nie dały pożyczki, aczkolwiek, zdaniem moim, powinny były we własnym interesie pchać nam drzwiami i oknami pieniądze i surowce, których nam także brak było. Przypuszczano, że Front Morges nawet nie bardzo do pożyczek i dostaw chciał dopuścić, chcąc doprowadzić rząd do absurdu (niestety ze szkodą dla Polski) i ufając nadmiernie potędze Francji, która „zrobi porządek z Hitlerem”, sądził, że reżim się załamie w klęsce i że potem oni sami dojdą przez zwycięstwo Francji do władzy. (s.144-145)
Jak widzimy we fragmencie tym pojawia się przedwojenna opozycja zwana Frontem Morges, której przewodził generał Władysław Sikorski. Staje ona w totalnej kontrze do „układu warszawskiego” stworzonego przez ministra Kasprzyckiego i jego krewnych i znajomych, którzy sprawili, że „produkcja, sprzedaż i nadzór leżały w tym samym ręku”, czyli naprawdę leżały. Wódz naczelny obiecał uwagę i przytomnie zauważył, że czołgi to mały pikuś przy kompletnie rozłożonej artylerii. Tyle, że przez trzy kolejne lata, po postawieniu tej błyskotliwej diagnozy, niewiele zrobił. No ale jak się to mówi z pustego i Salomon nie naleje. A zabiegi rządzących o pożyczenie kasy torpedowała ówczesna opozycja. Nie bardzo jej przeszkadzało, że przejęcie rządów miała poprzedzić klęska armii, czyli państwa polskiego, byle potem wygrała Francja…
Ach nie wyjaśniłem kto był tym mężem opatrznościowym, któremu ufali oficerowie, mężem nie niosącym garbu rozbuchanego życia towarzyskiego i emocjonalnego. Cóż mogę rzec - to nie był niczyj mąż, tylko biskup, biskup polowy – Józef Gawlina. To jego grupowo uznano za osobę mogącą ominąć „układ warszawski” i przebić się do Naczelnego Wodza. Niestety z marnym skutkiem:
„Aż do marca 1939, bywałem chory od zmartwienia , widząc nieprzygotowania nasze. Odtąd jednak widząc , że przejmowaniem się nic nie wskóram – czekałem”. (s. 145)
Wiadomo już za założenia Frontu Morges okazały się w dwóch trzecich słuszne, to znaczy sanacja poniosła klęskę, opozycji udało się we Francji utworzyć rząd, tyle że Francja w wojnie z Niemcami została upokorzona. Rząd nie wrócił więc do Polski i musiał „improwizować” w Anglii. Zwycięski powrót do kraju wraz z triumfującą Francją miałby szereg plusów. Jednym z tych największych byłby niewątpliwie fakt, że opozycjonistów dałoby się zamknąć w Berezie Kartuskiej, która na skutek niesprzyjających okoliczności do Polski już nie powróciła. Znaleźli się jednak chętni, ten projekt kontynuować i transponować na tak zwanym uchodźctwie. We Francji był to „ośrodek oficerski” w Cerizay, nazywany z polotem: „Cerezą”.
Po upadku Paryża obóz do „sanacji” sanacji przeniesiono na wyspę Bute, którą znany lepiej pod nazwą „Wyspa Węży”. Te zagraniczne ośrodki odosobnienia były oczkami w głowie pana Izydora Modelskiego, którego we Francji jego kamraci potrafili witać w dość niecodzienny (jak na nastrój po klęsce) sposób:
- Iziu, Iziu, nareszcie u władzy. Ale my tym skurwysynom teraz pokażemy!
Józef Gawlina nazwał Izia „generałem od zleceń”. Wspomnienia biskupa oceniam bardzo wysoko, gdyż nie raz przyznaje się on do swoich błędów w ocenie ludzi i sytuacji. Tak początkowo oceniał Izia:
„Był on (…) wiceprezesem Partii Pracy. (…) Podobały mi się wówczas jego zamanifestowane poglądy, mianowicie że do armii dopuści tylko ludzi bezwzględnie uczciwych. Prosiłem go, by nie powtarzano praktyk sanacyjnych, faworyzowania „swoich”, na co odpowiedział, że uznaje tylko dwa kryteria, mianowicie uczciwość i fachowość, gdyż „nie warto walczyć o Polskę nieuczciwą”. Z rozwodnikami postanowił skończyć. I tu miał słuszność”. (s.164)
Izydor Modelski
Ocena ta po jakimś czasie znacznie się zmieniła:
„Napisałem o nim po pierwszej rozmowie: „sucha twarz, ideowiec, zelota”. Opinii tej nie podtrzymałbym dzisiaj i przyznaję, że zbliżam się do oceny tych, co twierdzili „enkawudzista polski”. Sprężyną jego postępowania była zemsta; on to nazywał „tępieniem zła”. (s.164)
Po sformułowaniu “enkawudzista Polski” możemy się domyślać jak mogła wyglądać ułańska fantazja Izia i jego zelotów w dręczeniu przeciwników politycznych. Zemsta polityczna to jedna strona medalu. Jego druga strona to kwestia podejścia do spraw symboli. Zerknijmy co na ten temat miał nam do powiedzenia Józef Gawina:
„Lecz przejdźmy do innych spraw. Bolało nie tylko mnie, że sztandary prawie nie wyznawały Imienia Bożego. Niektóre z najpierwszych nosiły napis: „Bóg i Ojczyzna”, zmieniony od 1923 r. na „Honor i Ojczyzna”. Bolało mnie, że mimo mojej prośby, sztandar, jaki na początku 1940 r. ufundowałem i poświęciłem dla Brygady Podhalańskiej (tej, która miała najpierw do Finlandii iść, a którą potem skierowano do Norwegii), nie mógł nosić Imienia Bożego, regulamin przewiduje napis „Honor i Ojczyzna”. Z kraju jednak nadszedł wówczas śliczny sztandar wileński dla lotników z napisem „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Taki sam napis wyszył potem oddział roboczy w Szkocji na swoim sztandarze. Gdy więc w 1941 wyjść miał nowy Regulamin wewnętrzny, zabiegałem o to, by sztandarom przywrócono Imię Boże. Słowo „Bóg” było nawet w pierwszej redakcji przewidziane, zostało jednak przez gen. Sikorskiego skreślone. W marcu 1941 wysłałem więc (sam zatrudniony na rekolekcjach dla kapelanów lotniczych w Bleckpool) ks. Michalskiego do gen. Modelskiego, który razem z gen. Sikorskim przez pewien czas opracowywał ważne sprawy służbowe w Szkocji. Modelski, osobiście przychylny dla mej sugestii, przyrzekł załatwić sprawę, lecz wrócił rebus infectis (bez powodzenia – przyp. moje). Prosiłem więc Naczelnego Wodza o audiencję, którą dnia 14 marca uzyskałem. Powołując się na opinię kraj i żołnierzy za granicą, prosiłem o zatwierdzenie napisu „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Sikorski odmówił bardzo grzecznie, tłumacząc się trudnościami technicznymi, m.in. tym, że napis jest uregulowany ustawą, którą trudno zmienić, na co odpowiedziałem, że zmianę przeprowadzić można ustawą prezydenta Rzeczypospolitej. Sikorski: „Nie wiem, co na to powiedzą stronnictwa”. Ja: „Nie wiem, kogo z nich razić by mogło słowo «Bóg»”. Sikorski: „Jak by to brzmiało po francusku? Le Dieu? Ja: „Dieu, Honneur, Patrie. Co zresztą obchodzi nas napis francuski? Niech Pan Generał stworzy fakt, którego pragnie naród polski. Skoro Imię Boże usunięte zostało ze sztandarów polskich, nie dziwmy się, że Pan Bóg się od nich odwrócił”. Sikorski: „To trzeba było powiedzieć Piłsudskiemu, który w 1923 r. to słowo usunął”. Ja: „O ile wiem, nie był Piłsudski w chwili skreślenia tego słowa ani naczelnikiem państwa, ani premierem, ani ministrem spraw wojskowych. Ani ja nie byłem wówczas biskupem polowym. Wiem zresztą, że generał Haller wówczas protestował przeciwko zbyt słabemu oporowi biskupa Galla”. Sikorski: „Generałowi Hallerowi łatwo mówić, gdyż nie był on wówczas w służbie czynnej. Odbywały się wówczas rozmowy nasze przez dwie noce w Belwederze. Nie, Księże Biskupie, to nie czas na to. Mamy ważniejsze sprawy. Niech lepiej Ksiądz Biskup przyczyni się do tego, aby już nie wychodził „Jestem Polakiem”. (s.210-211)
Jak widzimy w 1923 roku „Bóg” po jakiś rozmowach belwederskich gdzieś się zawieruszył, a Sikorski najchętniej by obarczył tą zgubą samego Piłsudskiego. Tak się potem złożyło, że w konsekwencji działań dwóch duchownych „Bóg” na sztandary wrócił. Może tylko dlatego, że Sikorski już odszedł?:
„Dalsze prośby nie odniosły lepszego skutku. Dopiero później udało się ks. wikariuszowi generalnemu Michalskiemu Imię Boże jakby przez kuchenne schody do regulaminu wprowadzić. (wytłuszczenie moje) Odnośny rozkaz wykonawczy jednak nie wyszedł. Toteż po śmierci p. Sikorskiego prosiłem nowego Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego, o wydanie takiego rozkazu, na co chętnie się zgodził. Sprawa poszła jako projekt dekretu Pana Prezydenta do rządu, ten zaś przekazał ją właściwej już zdecydowanej Radzie Narodowej”. (s.211)
Jak podsumować tę garść wspomnień Józefa Gawliny. Może tak, że niezbadane są ścieżki Boże i to, że z pomocą Jego zdeterminowanych sług Bóg potrafi wejść kuchennymi schodami na sztandary. Warto wiedzieć czyim nazwiskom na tychże sztandarach nie powinno Imię Boże towarzyszyć. Prawda?
Dlatego jeszcze raz serdecznie polecam wspomnienia przedwojennych kapłanów - Mariana Tokarzewskiego (Straż przednia), Józefa Gawliny (Wspomnienia), Teofila Skalskiego (Terror i cierpienie) - duchownych, których ogląd na przedwojenny polityczny parnas jest kompletnie odmienny od tego, co na pozłacanych plastikowych tacach próbuje nam serwować propagandowa garkuchnia.

Tu znajdziecie podane tytuły i sporo innych ciekawych tytułów:
https://allegrolokalnie.pl/uzytkownik/makulekturapl
https://allegrolokalnie.pl/oferta/jozef-gawlina-in-viam-pacis-dziennik-biskupa-polowego-w-p-19391945
https://allegrolokalnie.pl/oferta/jozef-gawlina-wspomnienia-rk6
https://allegrolokalnie.pl/oferta/ks-marian-tokarzewski-straz-przednia
tagi: bóg honor wspomnienia śmierć ojczyzna samobójstwa czołgi sanacja józef gawlina władysław sikorski izydor modelski przedwojenne elity sztandary
|
|
Alfatool |
| 24 lipca 2026 15:34 |
Komentarze:
|
|
stanislaw-orda @Alfatool |
| 24 lipca 2026 17:29 |
A skoro Boga mają za nic, za cóż mogą mieć człowieka.
|
|
Alfatool @BaZowy 24 lipca 2026 16:15 |
| 24 lipca 2026 17:43 |
Bardzo proszę, choć w większości to jednak zasługa biskupa Gawliny.
|
|
Alfatool @stanislaw-orda 24 lipca 2026 17:29 |
| 24 lipca 2026 17:48 |
Zaiste.
Jednak trochę się polityczne ostrza przez te dziesiątki lat troche stępiły. Dzisiejsze polityczne kwarantanny w Italii, w krainie tokaju albo w Stanach, mają się do standardów II RP tak jak bezy do Berezy.
|
|
OjciecDyrektor @Alfatool |
| 24 lipca 2026 19:28 |
W tej notce jest jeden Wielki Nieobecny...gen. Marian "Żegota" Jsnuszajtis. On był fachowcem od czołgów, bo dowodził nimi pod Lwowem i przełamał nimi sowiecki front na Ukrainie w 1920.
A poza tym to tenże człowiek przyczynił się do likwidacji w Anglii tych obozów, założonych przez polskich enkawudzistów.
Sikorski bardziej bał się Francuzów, niż Boga. I my takiego człowieka czcimy nazwami ulic. Komuna wiedziała za co go trzeba było uhonorować.
|
|
MarekBielany @Alfatool |
| 24 lipca 2026 21:45 |
Walery był wprowadzony do obiegu Safjaniem i tymi tam floretami tak w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym siódmym.
|
|
atelin @Alfatool |
| 25 lipca 2026 09:56 |
Jakie piękne samobójstwa. Różne dziwne ruskie też tak giną od czterech lat.
|
|
stanislaw-orda @atelin 25 lipca 2026 09:56 |
| 25 lipca 2026 10:04 |
"nie lubimy ruskich" i wszędzie ich wypatrzymy.
|
|
Matka-Scypiona @Alfatool |
| 25 lipca 2026 11:18 |
Zaleska wywiozła ze sobą szablę koronacyjną Augusta II i sprzedała ją po wojnie. Wywloka.
|
|
Alfatool @OjciecDyrektor 24 lipca 2026 19:28 |
| 25 lipca 2026 12:32 |
O JJanuszajtisie może kiedyś napisze. Bardzo barwna postać i przez całe lata wypychana na margines i przez polityków i historyków.
|
|
Alfatool @MarekBielany 24 lipca 2026 21:45 |
| 25 lipca 2026 12:35 |
Tym razem nie nadążam.
|
|
Alfatool @atelin 25 lipca 2026 09:56 |
| 25 lipca 2026 12:39 |
Byt określa swiadomość, a koniec bytu często określa wiadomość.
|
|
Alfatool @stanislaw-orda 25 lipca 2026 10:04 |
| 25 lipca 2026 12:42 |
Rzeczywiscie lepiej lubić to, że nie musi się ich widzieć.
|
|
Alfatool @Matka-Scypiona 25 lipca 2026 11:18 |
| 25 lipca 2026 12:45 |
Nieciekawa postać budząca mocno niezaspokojną ciekawość.
|
Szczodrocha33 @Alfatool |
| 25 lipca 2026 22:54 |
"Po upadku Paryża obóz do „sanacji” sanacji przeniesiono na wyspę Bute, którą znany lepiej pod nazwą „Wyspa Węży”. Te zagraniczne ośrodki odosobnienia były oczkami w głowie pana Izydora Modelskiego, którego we Francji jego kamraci potrafili witać w dość niecodzienny (jak na nastrój po klęsce) sposób:
- Iziu, Iziu, nareszcie u władzy. Ale my tym skurwysynom teraz pokażemy!"
Nie tylko Izydor tropił i sanował sanatorów.
Nawet sam Sikorski kiedyś gonił po schodach jakiegoś chłopaczka rozklejającego czy rozdającego jakąś sanacyjną gazetkę zdaje się.
Pisał o tym chyba Olgierd Terlecki w swojej książce "Generał Sikorski".
Z Władziem to trochę jak z Cybulem, jeden wpadł pod pociąg i wypolerowali go na legendę polskiego kina, drugi rozbił się samolotem i niezłomny mąż stanu.
|
Szczodrocha33 @Alfatool 25 lipca 2026 12:45 |
| 25 lipca 2026 22:58 |
"Nieciekawa postać budząca mocno niezaspokojną ciekawość."
A partner Rydz to ciekawa?
Dowódca która na polu bitwy opuszcza żołnierzy zasługuje na splunięcie i kopa w dupę.
|
|
bolek @Alfatool |
| 28 lipca 2026 09:14 |
"Jak widzimy w 1923 roku „Bóg” po jakiś rozmowach belwederskich gdzieś się zawieruszył, a Sikorski najchętniej by obarczył tą zgubą samego Piłsudskiego."
Tak sobie gdybam, że mogło to mieć związek z H2O.