-

Alfatool : Nie ma czasu na nudę drogi przyjacielu. Układam mozaikę z podejrzanych zdarzeń, strzępków dawnych ksiąg... (B. M. - List do Aleksandrii II)

Czy Bóg wybawia od orki neolitycznym pługiem?

tekst z 6 maja 2026

Stanley L. Jaki – Bóg i kosmologowie, Wydawnictwo Raf - Scriba, Wydawnictwo TWE, Racibórz, Wrocław 1995, s. 215

Stanley L. Jaki – Zbawca nauki, W Drodze, Poznań 1994, s. 212

PORTOLANA Studia Mediterranea vol 2., praca zbiorowa, Religie świata śródziemnomorskiego, Wydawnictwo UJ, 2006, s.340

 

Tekst dedykuję „Czarnemu”

 

Kilka dni temu Coryllus zdemaskował zadania filozofii, twierdząc, że służyła ona „do kreowaniu głębokich uzasadnień dla opresji politycznej, ekonomicznej i wojny”. Innymi słowem jest to środek używany od znieczulania świadomości, by mogła się pogodzić z kopniakami zaliczanymi od doskonalonej rzeczywistości. Jadąc klasykiem, czyli Karolem Marksem, filozofia to takie „opium dla ludu”, choć pamiętamy, że brodaty Karol utożsamiał ten narkotyk z religią.

Matematyczne umysły (a mamy ich tu w Szkole wcale nie mało) od razu dostrzegą, że wyszło nam tu równanie. Skoro, filozofia = „opium dla ludu” i religia = „opium dla ludu” to matematyczna konsekwencja jest prostacko prosta: filozofia = religia. Oczywiście istnieje także możliwość, że Coryllus albo Marks, albo obaj ci goście robią nas w tak zwanego balona. Pogdybajmy.

Gabriel umieszcza swe teksty codziennie i to od wielu lat. Od takiej ilości dmuchanego, powietrza powinniśmy już dawno stąd ulecieć stąd w siną dal, a my nadal tu trwamy. Stąd uprawniony wniosek, że powinniśmy się uważniej przyjrzeć Marksowi. Oto tekst, o którym mowa:

„Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może”.

Jak widzimy, Marks postuluje, by znieść religię jako „opium dla ludu”, a chce to osiągnąć „porzucając sytuację”. Odczytuję to jako postulat wykreowania nowych głębokich uzasadnień (czytaj filozofii) połaczony z ideą stworzenia nowej "sytuacji". Ta jak wiemy została stworzona, lecz odmieniła się tak, że nie sposób jej nie powiązać z  z politycznymi, ekonomicznymi i wojennymi czy rewolucyjnymi opresjami. Jeśli się uważnie przyjrzymy. To Marks postulował wymiksowanie z naszego równania religii i wstawienie w to miejsce filozofii, ale tylko po to, by w nowej sytuacji móc „obchodzić się bez złudzeń”.

O ile się nie mylę można te rozważania uznać za fundament światopoglądu naukowego, który pozwali nam znosić wszelkie szykany zafundowane przez nowy świat, z głęboką świadomością i jednoczesną satysfakcją, że nie są to żadne opiumiczne omamy. Ból (od)bytu miał określić naszą świadomość. A świadomość pozbawiona opium, powinna nam dostarczyć doznań czystych i niezmąconych, czyli prawdy o tym, że mamy zbolały tyłek. Jeśli nie uczyniłem na tej drodze żadnych fałszywych kroków, to chyba mogę zaproponować kolejne równanie:

światopogląd naukowy = satysfakcja z prawdy o bolącym tyłku

Jak widzicie, z domorosłego podwielkomiejskiego historyka amatora, zamieniłem się dziś w wiejskiego filozofa. Takich transmutacji dokonuję jednak bardzo sporadycznie, gdyż filozofia to dziedzina, której dużej części nie trawię.

Granicę między tym co stawne, a co nie, jest dla mnie dość łatwa do wyznaczenia. Otóż jeśli człowiek wierzy w Ewangelię, która jest naszą drogą do Zbawienia, to po jakimś czasie obcowania z nią, powinien zdać sobie sprawę, że jest to komunikat spisany językiem na tyle precyzyjnym, a jednocześnie oszczędnym i prostym, by prawdy tam zawarte były do odczytania przez wszystkich, gotowych na tę wielką podróż. Skoro Bóg użył takich a nie innych słów, by sprawy najważniejsze nam objaśnić, to wszelkie wychodzenie poza ewangeliczne ramy językowego ornamentu i wyszukania, nie jest niezbędne do wytłumaczenia istoty rzeczy i egzystencji. Twórcy filozofii nie stosujący się do tego językowego wzorca, wykraczają poza wyznaczone przez Boga granice, a tym samym poza moją strefę strawności.

Co do Ewangelii, to chciałbym podkreślić, że jej słowa, choć w istocie dość proste, odnoszą się do bardzo złożonej rzeczywistości obejmującej życie, śmierć, doczesność i wieczność. Ta rzeczywistość okazała się na tyle złożona, że zanim apostołami nie zajął się w sposób bardzo zasadniczy Duch Święty, to ci wrócili oni do swych starych zajęć i miast ruszyć i łowić ludzi, zaczęli ponownie zarzucać sieci na ryby. Ktoś zapyta dlaczego dziś Paraklet nie jest aż tak wyrywny do klarowania nam słów Ewangelii. To oczywiście tylko moja hipoteza, ale może dlatego, że z biegiem mijających wieków, Duch Święty postawił on na naszej drodze do Słowa, tak wielu dobrych świętych nauczycieli, że naszym zadaniem jest tylko porządnie się rozejrzeć, by ich odszukać. Oni na pewno byli i są wokół nas, a czasami bardzo blisko...

I to jest dobry moment, by szczerze Czarnemu podziękować. Wydaje mi się, że i on sam będąc tu długi czas niemal dzień w dzień, przebył szmat drogi i może nie będzie to tylko moje odczucie, ale poruszał się na tej Drodze coraz lepiej i w dobrym kierunku. Co ważne kroczył w nienachalnym i mocno ascetycznym w swej wylewności towarzystwie, które tylko sporadycznie i bardzo dyskretnie dawało mu odczuć, że cel jest coraz bliżej.

Raz jeszcze dzięki.

A teraz wróćmy do filozofii, a raczej do filozofa, z którym mam nielichy problem. Zwalił mi go na moją łepetynę ojciec Antoni z Wrocławia. Wręczył mi kilka lat temu książeczkę i patrząc z pewnym cieniem niepewności w oczach życzył mi przebrnięcia, bo „to chyba jest niezłe ale przy okazji sprawia nieliche trudności”. Ta fraza, dziwnym trafem kojarzy mi się z wykazaną tu dziś istotą światopoglądu naukowego, czyli z satysfakcją z prawdy, która nie objawi się bez bólu.

Swoim zwyczajem próbowałem poznać wagę książki poprzez pobieżne przeczytanie jej fragmentów. Od razu spostrzegłem, że dzieło to leży poza granicą mojej tekstualnej strawności. Trochę się zdziwiłem, bowiem wyczytałem o autorze, że dysponował naprawdę tęgim umysłem i jednocześnie zakonnikiem – benedyktynem.  Po pierwszej próbie lektury miałem jednak nieodparte wrażenie, że ojciec Stanley nie spotkał na swej drodze nikogo, kto podzieliłby się z nim refleksją, że dzieła filozoficzne ani dotyczące historii filozofii i nauki nie powinny być pisane językiem bardziej złożonym od Ewangelii.

Dopiero drugie, całkiem niedawne, podejście sprawiło, iż dostrzegłem jego ogromne wysiłki dotyczące klarowania przekazu, ale nadal uważam, że ojciec Stanley nie grzeszył pod tym względem ortodoksją. W Polsce wyszły dwie jego prace, które opowiadają o spawach zajmujących. Pierwsza wydana w 1994 roku praca to „Zbawca nauki”. To szkic o tym, jak wielki impuls przyniosło nauce Objawienie i jak odmiennie usytuowało chrześcijaństwo na tle innych cywilizacji i religii.

Nie będę tu streszczał całości tych niełatwych rozważań. Przytoczę tytuły podrozdziałów, w których wymyślenie autor włożył wiele wysiłku. Zawierają one bowiem istotę rzeczy:

„Egipt pod piaskiem”,

„Hindusi, wciąż starzy i w letargu”

Tu ojciec Stanley sufluje nam taki fragment z Gandhiego:

„Jeszcze w roku 1938 Gandhi był niewzruszony jeśli chodzi o uznawanie wyższości życia bez maszyn, nie mówiąc o technologii:

Wierzę, że cywilizacja, którą rozwinęły Indie, jest nie do pobicia na świecie. (...) Indie pozostają niewzruszone i to jest ich chwałą. (...) Nasi przodkowie odradzili nam luksusy i przyjemności. Żyjemy używając tego samego rodzaju pługu, który istniał tysiące lat temu. (...) Nie mamy systemu współzawodnictwa, który koroduje życie. Stało się tak nie dlatego, że nie wiedzieliśmy, jak wynaleźć maszyny, lecz nasi przodkowie wiedzieli, że jeśli nasze serca zapragnęłyby tych rzeczy, stalibyśmy się niewolnikami i utracilibyśmy nasze moralne oparcie. Oni to zatem — po właściwym zastanowieniu — zdecydowali, że powinniśmy robić tylko to, co możemy wytworzyć naszymi rękami i nogami. (...) Byli zatem usatysfakcjonowani małymi wioskami. (...) Uważali władców ziemskich za niższych od riszi i fakirów. Narodowi tak uformowanemu bardziej przystoi uczyć innych niż pobierać nauki”.

Kolejne rozdziały książki ojca Stanleya to:

„Wiecznie stare nowe Chiny”,

„Babilon jako „Babilon”,

„Grecka tragedia z naukową obsadą”.

Przy tej Grecji na chwilę przystańmy, bowiem Coryllus wznowił właśnie swoje dzieło lokując ich filozoficzne histerie w bardzo pojemnym uniwersum (między próżnią a metafizyką)

 

Ojciec Stanley tragizm greckiej nauki umiejscawiał między beznadzieją a samozadowoleniem. Oto jego diagnoza:

„Nauka grecka (…) sunęła siłą bezwładności po stosunkowo wysokim, lecz jałowym płaskowyżu. Była to podróż pełna samozadowolenia. Przyczyna tego samozadowolenia została najlepiej wyjaśniona w mało znanym dziele Arystotelesa, w którym popiera on dosłowne rozumienie idei wiecznych cykli w odniesieniu do historii kultury. Wyraźnie stwierdza on, że wynalazki znane jemu współczesnym zostały wymyślone przedtem już nieskończoną liczbę razy. Po czym dodaje, że wygoda osiągnięta dzięki technicznemu zastosowaniu tych wynalazków jest w jego czasach możliwie największa. Jeśli ktoś jest uwięziony w kieracie wiecznej powtarzalności, to pozostają tylko dwie możliwości. Jedną jest beznadzieja oraz poczucie, że jest się na dnie. Drugą jest samozadowolenie, iluzja, że się znajduje i pozostaje na szczycie, przynajmniej w takim sensie, że nieunikniony spadek zacznie być odczuwalny dopiero przez odległych potomków. Obie te postawy domagają się zbawienia, choć druga z nich może być na nie mniej podatna”.

Jeszcze ciekawsze przemyślenia dotyczą dziejów nauki muzułmańskiej, której dzieje Stanley Jaki skreślił we fragmencie pod tytułem „Muzułmański epilog starożytnej tragedii”:

„Ulepszenia poczynione przez muzułmańskich naukowców w greckim korpusie wiedzy nigdy nie były znaczące. Szokującym dowodem na to jest ideał cywilizacji opisany przez Ibn Khalduna w jego słynnej interpretacji rozwoju kulturowego, od cywilizacji nomadyjskich po te skupione w dużych miastach, napisanej około 1370 roku. Ideał tam przedstawiony sugeruje, że nie osiągnięto niczego istotnie nowego od czasów, gdy muzułmańscy krzyżowcy spróbowali, w następnym pokoleniu po „wniebowstąpieniu” Mahometa, uderzyć w serce chrześcijaństwa przez założenie blokady morskiej Konstantynopola.

Ibn Khaldun nie mógł nie wiedzieć, że to, co najcenniejsze w chrześcijaństwie, znajdowało się gdzie indziej. Nie mógł on też odwiedziwszy ostatnie przyczółki islamu na Półwyspie Iberyjskim, pozostać obojętnym na dziwne odwrócenie ról. Dwieście lat wcześniej część najlepszych umysłów zachodniej Europy zgromadziła się w wielkich muzułmańskich ośrodkach naukowych w Kordowie, aby mieć dostęp do greckiego korpusu filozoficznego i naukowego. Trzysta lat później nie tylko Paryż, ale również inne średniowieczne uniwersytety oferowały zdecydowanie więcej niż Kordowa w najlepszych swych czasach; Zachód stał się kolebką cywilizacji rodzącej pierwsze owoce, w porównaniu z którą świat muzułmański jawił się jako stagnacja.

Żywa ciekawość, choć nie brakowało jej w muzułmańskich królestwach, nie wystarczyła do dokonania przełomu w kierunku nauki, która dawałaby dobre owoce. Naukowego zapału nie była też w stanie podtrzymać sama ciekawość. Gdy w ulegający już stagnacji świat muzułmański Turcy otomańscy zaszczepili entuzjazm polityczno-religijny, rozbudzona ponownie ciekawość znalazła upust jedynie w kopiowaniu, a nie w oryginalności. Ponad dwieście lat po skonstruowaniu słynnego Niebieskiego Meczetu, W. Eton, przez wiele lat mieszkający w Turcji i Rosji, odkrył, że tureccy architekci wciąż nie potrafili obliczyć naprężeń bocznych łuków. Nie potrafili też zrozumieć, dlaczego krzywizna zwisu łańcuchowego, tak użyteczna przy budowie statków, mogła być pożyteczna także przy rysowaniu projektów kopuł. Rządy Sulejmana Wspaniałego upamiętniły się przez bogactwo wyśmienicie ilustrowanych manuskryptów i iście królewskich przedmiotów codziennego użytku, lecz nie przez przedmioty warte wspomnienia z punktu widzenia nauki czy technologii. W bitwie pod Lepanto tureckiej marynarce brakowało ulepszeń od dawna używanych na okrętach francuskich i włoskich. Dwieście lat później, w odniesieniu do standardów zachodnich, turecka artyleria okazała się prymitywna. Co gorsza, gdy w zachodniej Europie od dawna już znano niebezpieczeństwo związane z używaniem ołowiu, w Turcji ołów był jednym z głównych materiałów używanych do produkcji sprzętu kuchennego”.

Z przytoczonych tu fragmentów możemy wnosić, że w owej gnuśności Greków, bezwładności islamu, wiecznej starości Chin i letargu Indii drzemie jakiś diaboliczny błąd, który nie pozwala na zbliżanie się do prawdy. W wielkiej mierze tkwi on w tragicznym założeniu, że to nauka jest zbawcą. To implikuje szereg kolejnych konsekwencji, choćby takich, że pracownicy nauki to nasi przewodnicy w drodze do zbawienia i jeśli popadną w samozadowolenie, to są gotowi w nim trwać przez wieki, delektując się widokiem rodaka za neolitycznym pługiem. Ta cywilizacyjna albo religijna pycha nie jest możliwa w chrześcijaństwie, którego fundament opiera się na tym, że Bóg był gotów przyjąć postać człowieka. Nauka opierająca się o Dobrą Nowinę jest zaopatrzona w niezbędną jej pokorę, która tam, gdzie kończę się granice pojmowania wszechświata, czasu i pojmowania, zostawia miejsce dla Stwórcy.

Z wyraźnym brakiem pychy pisarskiej, zauważam, że streszczanie pracy ojca Stanleya idzie mi dość gładko. Nie dajcie się zwieść tej lekkiej mowie, bowiem przemyślenia Jakiego wcale łatwe nie są. „Bóg i kosmologowie” to wyzwanie, z którym póki co nie odważę się mierzyć. Z dużą dozą zadowolenia przeczytałem jednak fragment, który pojawił się pod koniec tej książki:

„W świetle tych zagrożeń moralnych i psychicznych, które towarzyszą ludzkiemu rozumieniu prawdziwej relacji pomiędzy człowiekiem a wszechświatem, odwołanie się do potocznego rozumowania na temat rzeczywistego pochodzenia wszechświata może mieć większe znaczenie niż mogłoby się wydawać. Myślę o takiej formie obalania niewiary, która choć nie wygrałaby zapewne sprawy w sądzie logicznej ścisłości, to wykazuje jednak nieomylne rozumienie pewnej podstawowej logiki. Byłem świadkiem takiego obalania niewiary w końcu września 1947, gdy jechałem pociągiem w stronę granicy węgiersko-austriackiej. Moje zaoferowanie perspektywą przekroczenia granicy przez pola minowe zniknęło, gdy współpodróżny - świeżej daty komunista - zaatakował mnie (jadącego w sutannie), przedstawiając swoje obiekcje co do istnienia Boga. Dobra kobieta jadąca w tym samym przedziale odezwała się widząc nieskuteczność moich odpowiedzi: „Czemuż nie zapyta go ojciec - zwróciła się do mnie - czy kiedy widział buty, co by się same zrobiły?”

Konsekwencje tej prostej konstatacji są jasne jak słońce. Świat nie zrobił się sam, buty nie zrobią się same, baśnie jak niedźwiedź nie napiszą się same, komentarze do Ewangelii na dziś nie napiszą się same, obrazy się same nie namalują, rysunki nie narysują. Fakt, że wszystkie te małe i większe dzieła powstają ma swoje źródło w pierwotnym akcie stworzenia. Jeśli ten akt zanegujemy, to znaczy, że chcemy wyrugować boską cząstkę z tego, co tworzymy. A to najprostsza droga do oddanie pola władcy tego świata, który czeka niecierpliwie, by w sposób nieco sztuczny acz ponoś inteligentny, wyręczyć nas od nas do twórczego mozołu. Ojciec Jaki ostrzega nas, że jeśli się na to zgodzimy, to nie powinniśmy liczyć nawet na wolną niedzielę, (bo te należała się po osobistym akcie stworzenia). Jest za to duża szansa na codzienny zapiernicz za neolitycznym pługiem, z jakimś guru o światopoglądzie naukowym na karku, raźno przekonującym nas o naszej cywilizacyjnej wyższości.

Poniżej rzeczone książki. Dorzuciłem do zestawu zbiorową pracę naukową pod redakcją Danuty Quirini-Popławskiej o religiach stanowiących oś dzisiejszych rozważań. 

Stanley L. Jaki – Bóg i kosmologowie, Wydawnictwo Raf - Scriba, Wydawnictwo TWE, Racibórz, Wrocław 1995, s. 215

Stanley L. Jaki – Zbawca nauki, W Drodze, Poznań 1994, s. 212

PORTOLANA Studia Mediterranea vol 2., praca zbiorowa, Religie świata śródziemnomorskiego, Wydawnictwo UJ, 2006, s.340

 

Miłego dnia. 

 

Czarny - jeszcze raz dzięki Bracie.

 



tagi: islam  bóg  grecja  indie  nauka  technologia  stanley l. jaki  zbawca nauki  stworzenie 

Alfatool
6 maja 2026 08:57
34     1253    12 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

jan-niezbendny @Alfatool
6 maja 2026 09:20

>>Matematyczne umysły (a mamy ich tu w Szkole wcale nie mało) od razu dostrzegą, że wyszło nam tu równanie. Skoro, filozofia = „opium dla ludu” i religia = „opium dla ludu” to matematyczna konsekwencja jest prostacko prosta: filozofia = religia.

Sylogizm. Z tego, że Jan jest łysy i Piotr jest łysy nie wynika, że Jan jest Piotrem.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Alfatool
6 maja 2026 09:30

Ileś lat temu czytałem o jakimś greckim starożytnym naukowcu, który poszedł do władcy z własnym wynalazkiem usprawniającym prace rolne czy jakieś inne. Z miejsca zamiast podziękowań został ścięty za burzenie porządku społecznego. Władca bowiem stwierdził, że jeśli wyręczy się w pracy ludzi, to ci będą się nudzić, a jak będą się nudzić to pewnie zaczną się zastanawiać czy sami nie potrafiliby lepiej np usprawniać prace, a to w końcu dochodzi do tego, że mogą też chcieć w końcu usprawniać rządy. Gdy zaś muszą ciężko pracować na marne życie nie mają czasu na myślenie o zmienie władcy.

zaloguj się by móc komentować

atelin @Alfatool
6 maja 2026 09:43

Aaa tam..., takie tylko skojarzenie:

byli onenczas tacy galicyjscy chłopi, co to w chałupach z kóz ogrzewanie robili, a kury szczać prowadzali i wielka radość w sercach ich zapanowała, kiedy w onecie przeczytali, że los ich straszny, choć czytać nie umieli. Im więcej się więc dowiadywali o losie swym podłym, albowiem czytacze proszalni po wioskach się rozplenili, tym bardziej się dziwili, że jakiś Marks chce pod swoją obronę wziąć chce. A czytacze owi proszalni do każdej chałupy pukali i dziwili się niezmiernie, że chłop puka się na ich widok w czoło. A i onet warkto porzucili, albowiem obaczyli, że czytacze proszalni pieprzą jak potłuczeni.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Alfatool
6 maja 2026 10:18

Ludzie, którzy stale obchodzą się "bez złudzeń" to zawodowi oszuści. Bo oni produkują złudzenia dla innych

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Alfatool
6 maja 2026 10:36

Mi też ojciec Antoni kazał to przeczytać, ale zapomniałem...Muszę wrócić

zaloguj się by móc komentować

Czarny @Alfatool
6 maja 2026 11:48

Ha! Muszę oczywiście podziękować za podziekowania, zgadzając sie przy tym zarówno w kwestii szmatu drogi, który nie przebył się sam, jak i tego, że miał on swój kiedyś początek - wynikający z pierwszego Początku. Warto o tym pamiętać, gdy się coś zaczyna, bo wtedy nie gada się w próżnię.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @jan-niezbendny 6 maja 2026 09:20
6 maja 2026 12:45

Przyznam się, że zawsze wolałem bezwzględność matematyki niż względności logiki. A ten dzisiejszy wywód ma to do siebie, że zahacza również o tę sferę, gdzie Szymon ma brodę a Szaweł jest łysy i wynika z tego, że o dziwo Szymon staje się Piotrem, który ma dokładnie tą samą brodę, a Szaweł Pawłem, który ma dokładnie tą samą łysinę. Ciekaw jestem co na to powiada logika.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @Pioter 6 maja 2026 09:30
6 maja 2026 12:48

A było zostać filozofem a nie wynalazcą.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @atelin 6 maja 2026 09:43
6 maja 2026 12:57

Brawo . Jesteś pierwszy, który trafnie zdiagnozował problem. Za mało mamy galicyjskich chłopów.

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @Alfatool
6 maja 2026 13:03

Panie Wojciechu,jest pan perełką wśród Nawigatorów za piękny i zrozumiały język i budowę zdań po polsku.Gdzieś tam już w komentarzu ,gratulowałam gospodarzowi za to,że pan tutaj jest.Pozwoliłam sobie tutaj wyrazić moje zadowolenie. Dziękuję!.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @gabriel-maciejewski 6 maja 2026 10:18
6 maja 2026 13:08

Coryllus - aforyzmy. Chyba trzeba zacząć spisywać.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @Czarny 6 maja 2026 11:48
6 maja 2026 13:16

Dodam, że większości z nas wydaje się, że to my decydujemy o drodze. W zasadzie tak jest, ale jeśli chodzi o tę prawdziwą Drogę to jest zupełnie na odwrót. Dlatego będę się ciekawie przyglądał temu co Ci się przytrafi.

Szerokiej...

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @BTWSelena 6 maja 2026 13:03
6 maja 2026 13:19

Serdeczne dzięki za dobre słowo i za obecność. 

zaloguj się by móc komentować

jan-niezbendny @Alfatool 6 maja 2026 12:45
6 maja 2026 14:42

Ha, dobre! Ale matematyka jest bezwzględnie logiczna. Niejaki Gottlob Frege (uwierzmy: wiedział, o czym mówi) wręcz postawił tezę, że cała matematyka jest zakorzeniona w logice. Oczywiscie polemizować można, z tym że ja się nie podejmę i nikogo nie namawiam. ;)

Książkę ojca Stanleya kiedyś czytałem i doceniam, ale jest z nią jeden kłopot. Wbrew tytułowi, nie jest ona obroną nauki ze stanowiska wiary. Wprost przeciwnie. O. Stanley wychodzi z założenia, że przewaga nowożytnej nauki nad innymi sposobami rozumienia świata jest oczywista, podobnie jak oczywiste jest, że zrodziła się ona (nauka znaczy) w konkretnym środowisku kulturowym, a mianowicie w chrześcijańskiej Europie Zachodniej. Na tej podstawie stara się dowieść wyższości owej kultury, a tym samym chrzescijaństwa, nad innymi światopoglądami, które niczym podobnym do nauki nie mogą się pochwalić. No i kto tu kogo "zbawia"?

Koncepcja taka to istne pole minowe. Jak poradzić sobie z równie nieodpartym faktem, że czas narodzin nauki w dzisiejszym tego słowa rozumieniu przypada na kryzys zarówno wiary, jak i organizacji kościelnej, że wraz z tymi kryzysami rozpada się pewien obraz świata, który możemy sobie nostalgicznie  powspominać (jest piękna ksiązka C.S. Lewisa właśnie pod tytułem Odrzucony obraz), ale doskonale wiemy, że nie ma doń powrotu? Wygibasy o. Stanleya nad Kopernikiem i jego teorią nie zmienią jednego: została ona zrazu zgodnie potępiona przez papieża i Lutra i to jest fakt historyczny. 

Do tego dochodzi zwykła praktyka ideologicznie motywowanych historyków: powoływanie się na teksty, traktowane z nonszalancką wybiórczością. Weźmy te krytyczne uwagi W. Etona o tureckich architektach, którzy wprawdzie potrafili nieźle imitowac cudze osiągnięcia, ale kompletnie bez zrozumienia teorii, ktora za tymi osiągnięciami stała. Tylko czyje osiągnięcia ma na myśli pan W.E.? Budowniczych katedr? Bynajmniej. Dla niego szczyt wyznacza Grecja i jej architektura, której nie waha się nazać "boską". "Gnuśni Grecy"? Nie róbmy krzywdy o. Stanleyowi trywializując jego wywody.

A propos Niebieskiego Meczetu: zbudowany jakoby bez znajomości rzeczy, stoi do dzisiaj bez wiekszych remontów, podczas gdy kopuła św. Piotra już w połowie XVIII wieku zaczęła pękać, w związku z czym zainstalowano cztery żelazne łańcuchy między dwiema jej powłokami, aby ją wzmocnić. W sumie zainstalowano ich nawet dziesięć w różnych okresach. Oczywiście nie należy stąd wyciagać wniosku, że chrześcijanscy architekci nie znali się na rzeczy. Wprost przeciwnie - znali się, tylko wyzwanie było niemal ponad ludzką miarę. No i w końcu poradzono sobie.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @jan-niezbendny 6 maja 2026 14:42
6 maja 2026 18:25

Odpowiem małą i bardzo świeżą przypowieścią. Otóż jak się pan Jan zdążył zorientować, znaczki pocztowe są niewielką (acz znaczącą) częścią mojej aktywności. Niedawno wzbogaciłem swoje zasoby o pakiet dotyczacy nauki. Znaczki pochodziły z krajów azjatyckich, ale figurowali na nich jedynie naukowcy i wynalazcy z Europy i Ameryki Płn. Serie były z kilku krajów ale schemat był w 100% ten sam. Dziś częć z tych znaczków (niekasowanych) próbowałem przykleić tak zwanym sposobem europejskim, czyli lekko nawilżyć klej językiem. I co? 100%-owa porażka. Kiedyś do ich przyklejania służyła chociaż guma arabska. Dziś elegancki europejski klej w sztyfcie.

Wiem, że przesłanki do generalizacji dość błache, ale może warte do wzięcia pod rozwagę.

zaloguj się by móc komentować

Mingus @Alfatool
6 maja 2026 18:41

Dołączam sie z pełnym uznaniem dla Pana  wpisów. 

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @Alfatool 6 maja 2026 13:19
6 maja 2026 19:32

Dzięki życzliwości profesora Rubisia zawdzięczam obecność,oraz życzliwości innych.A przedewszystkim  Bóg okazał mi swoje miłosierdzie.

zaloguj się by móc komentować

Mingus @Alfatool
6 maja 2026 21:03

Tak sobie pomyślałem ze technologia daje władze złudzenia i wyścig szczurow  a prostota i szczerosc daje szczescie w tym rodzinne. Na doktoratach i smartfonach w prywatnym  życiu niczego sie nie zbuduje.  Tu jest konflikt i myślę ze wiele dylematów rozbija sie o to wlasnie. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Pioter 6 maja 2026 09:30
6 maja 2026 21:30

I  dzisiaj  tez  mozna  napisac  podobnie,...

...  zeby  nie  napisac  identycznie  !!!

 

Po  to  wprowadzaja  ,,ZONdzONcy,,  wszelkie  herezje  i  jeszcze  wiele  innych  diabelskich  rodem  ,,wynalaSkUF,,.

zaloguj się by móc komentować


Alfatool @BTWSelena 6 maja 2026 19:32
6 maja 2026 22:13

Powiedziałbym, że opieka najwyższych lotów.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @Mingus 6 maja 2026 21:03
6 maja 2026 22:16

A tu jeszcze trzeba przeskoczyć z życia prywatnego do wiecznego...

zaloguj się by móc komentować

Mingus @jan-niezbendny 6 maja 2026 09:20
6 maja 2026 23:02

Łysy to przymiot a nie znak = . To co innego

zaloguj się by móc komentować

Mingus @Mingus 6 maja 2026 23:02
6 maja 2026 23:08

Zjadło mi czesc wpisu.  Przymiot moze byc taki sam do różnych rzeczy to oczywiste,  ale kiedy jest znak = między rzeczami  to kółko sie zamyka. Czyżby paradoks?

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Alfatool
7 maja 2026 00:12

Dobre...:). "Dlaczego Paraklet nie jest tak wyrywny?". Niezmiennie będę każdemu polecał do poczytania wszystko, co napisał św. Józef Sebastian Pelczar biskup przemyski. Sam styl jego pism jest taki, że człowiek od razu się uspokaja i wycisza. A jeszcze do tego "samo gęste".

Właściwie to prawie każdemu filozofowi powinno się odpowiadać na te jego wynurzenia - "Idź do św. Tomasza z Akwinu". Ale wiadomo, że pycha ludzka jest taka, że prędzej filozof włoży głowę w swój własny zadek, niż weźmie do ręki pisma jakichś klechów.

zaloguj się by móc komentować

SilentiumUniversi @Alfatool
7 maja 2026 05:56

Skoro Bóg użył takich a nie innych słów, by sprawy najważniejsze nam objaśnić, to wszelkie wychodzenie poza ewangeliczne ramy językowego ornamentu i wyszukania, nie jest niezbędne do wytłumaczenia istoty rzeczy i egzystencji

Nie jest niezbędne. Jest zrozumiałe dla niemądrych i nie do zgłębienia dla mędrców.

Dziękuję za przypomnienie "Zbawcy nauki"

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @OjciecDyrektor 7 maja 2026 00:12
7 maja 2026 08:34

Dzięki za wyszukany komplement. Może kiedyś i do tekstów świętego biskupa sięgnę, które także gorąco polecam. 

"Ale wiadomo, że pycha ludzka jest taka, że prędzej filozof włoży głowę w swój własny zadek, niż weźmie do ręki pisma jakichś klechów".

I tam jest nadzieja. Za światłem najbardziej tęski się w nieprzeniknionych ciemnościach:)

 

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @SilentiumUniversi 7 maja 2026 05:56
7 maja 2026 08:41

To taka bardziej złozona sprawa. Spisane ewangelie, które są "zrozumiałe dla niemądrych" niemal non stop opisują brak zrozumienia uczniów. One wręcz epatują momentami niezrozumienia i wytrwałego tłumaczenia Jezusa. Dopiero po pięćdziesiątnicy uczniowie nie narzekają na brak zrozumienia. To bardzo uderzające. "Nie do zgłębienia dla mędrców" jest najwyraźniej brakiem darów Ducha.

zaloguj się by móc komentować

Czarny @Alfatool 7 maja 2026 08:41
7 maja 2026 08:51

Tak jest. Dodać jeszcze można, że występuje pewna analogia między "dziejami" uczniów i dziejami Izraela "przed" uczniami. W drugim przypadku jest również ciągły brak zrozumienia ludu wybranego i nieustająca cierpliwość Boga. 12 pokoleń - 12 uczniów. Oczywiście są też znaczne różnice, ale ja pewne podobieństwo widzę. 

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @Czarny 7 maja 2026 08:51
7 maja 2026 11:10

To dodajmy jeszcze i ten smaczek. Do pokoleń Izraela przemawiali uDuchowieni prorocy, do uczniów sam wcielony Bóg wsparty potem Duchem. Chyba dopiero wtedy coś zaczęło sprawnie docierać.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @jan-niezbendny 6 maja 2026 09:20
7 maja 2026 20:53

A może zamiast '=' lub ":=" ?

 

Bo jak ma się kontakt z cybernetyką/aj-ji/[...], to komórka jest zdolna zaakceptować x=x+1 i znaczy to tylko tyle, że wartość wzrosła o jeden.

 

;)

 

zaloguj się by móc komentować



MarekBielany @MarekBielany 7 maja 2026 22:11
7 maja 2026 22:14

Brak słów, ale to było wczoraj ?

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować