-

Alfatool : Nie ma czasu na nudę drogi przyjacielu. Układam mozaikę z podejrzanych zdarzeń, strzępków dawnych ksiąg... (B. M. - List do Aleksandrii II)

Między mauzoleum a Instytutem – pułapki upamiętnień

Józef Gawlina, Wspomnienia, wyd. Księgarnia św. Jacka, Katowice 2004, s.432

 

Mój ostatni wpis dotyczył osób związanych z Piłsudskim. Oceniającym tę straszną kamarylę był ksiądz Tokarzewski, który nie szczędził gorzkich słów pod adresem opisywanych przez siebie osób otaczających Naczelnika. Za złego ducha Marszałka, kapłan uważał Wieniawę-Długoszowskiego.

Proponuję, byśmy dzisiaj spojrzeli oczami innego duchownego na ów dziwny instytucjonalny twór, jakim była II RP, w którym mieszały się różne porządki, a w którym zazwyczaj najbardziej istotna była tak zwana chwalebna (najlepiej legionowa) przynależność. Oto fragment wspomnień arcybiskupa Józefa Gawliny:

„Pewien kapelan legionista, ks. Ciepichał, rzucił sutannę i ożenił się. Zamianowano go majorem i jako taki pełnił w Warszawie służbę w intendenturze. Zachorował nagle i ciężko. Bóg tak zrządził, że wówczas obok jego mieszkania przechodził akurat ks. prałat Ponz y Martinez (Hiszpan), którego zawołano do mieszkania, gdzie konającemu, już nieprzytomnemu, mógł udzielić absolucji. Mam nadzieję, że zmarły znalazł łaskę i przebaczenie u Boga. Lecz nie było to równoznaczne z prawem do pogrzebu katolickiego, zwłaszcza wystawnego, jak tego ode mnie żądało ministerstwo, wywierając nacisk przez ukryte i jawne groźby. Gdy odmówiłem, ppłk Sokołowski zapowiedział udział wszystkich generałów w pogrzebie i ponadto, że Marszałek przez delegata złoży wieniec u grobu. W odpowiedzi zapytałem, czy Wojsko Polskie ma zwyczaj grzebania uroczyście dezerterów z kompanią honorową, sztandarem i na lawecie. „Dlaczego Ekscelencja tak pyta?” „Ponieważ major Ciepichał był księdzem, lecz ze stanu kapłańskiego zdezerterował; był katolikiem, lecz zdezerterował z Kościoła i nigdy nie wyraził chęci powrotu na łono Kościoła. Dlatego też nie będzie go Kościół chował pod swoim sztandarem”. (s.126)

Wydaje się, że kryteria dotyczące pochówku, którymi starał się kierować biskup polowy Józef Gawlina były dość proste – jesteś człowiekiem Kościoła – to pogrzeb kościelny masz, jeśli nie jesteś – to nie. Swoją posługę traktował w kategoriach żołnierskich i uciekinierów od wiary traktował jak dezerterów. Okazuje się jednak, że taka wykładnia była często nie do przyjęcia. O wielu takich przypadkach opowiada rozdział wspomnień p.t. „Trudy i radości”. Uwierzcie, że tych trudów jest tam opisanych znacznie więcej i dotyczyły one nie tylko pogrzebów, ale także rozwodów:

„Sprawy małżeńskie – pożal się Boże – przyprawiały mnie prawie o chorobę, gdy widziałem, jak próbowano lekkomyślnie łamać prawo Boże i operować krzywoprzysięstwem. Przy tym sadzę, że nawet 10 pogrzebów nie wyrządza Kościołowi takiej krzywdy i nie zwołuje na nas tyle gniewu Bożego, co jedno małżeństwo zerwane wbrew uczciwości i prawu”.

Kilka wypadków było szczególnie znamiennych, bowiem łączyły sprawy małżeńskie z pogrzebami. Dziś proponuję pochylić się nad jednym. Posłuchajmy relacji Józefa Gawliny:

"W 1936 podczas mojego pobytu na wakacjach w Krynicy, zginął gen. Gustaw Drescher, który wybitny udział brał w przewrocie majowym. Zabrał on najpierw żonę pewnemu redaktorowi, którą porzuciwszy, zabrał żonę konsulowi Stalińskiemu w Ameryce. (…) Zginął w samolocie w okolicy Gdyni, gdy leciał nad morzem, by powitać wracająca okrętem z Ameryki swoją kochankę. Z ministerstwa wyszedł rozkaz, by kuria odkomenderowała cały kler Korpusu Pomorskiego na pogrzeb. Ks. Woytyniak odmówił i zatelegrafował mi do Krynicy o swej decyzji. Zaaprobowałem jego decyzję. Ministerstwo także telefonowało do mnie, bezskutecznie. Ostatecznie zgodził się na pogrzeb, jako że to na jego terytorium, ks. Biskup Okoniewski z Pelplina. Pogrzebu dokonał, ku wielkiemu zgorszeniu całej Polski, ks. Humpola, kapelan Prezydenta. (..)

Już następnego dnia zostałem wezwany do ministra spraw wojskowych gen. Kasprzyckiego, który mi w ostrych słowach robił wymówki, iż nie zgodziłem się na pogrzeb. „Po cóż mamy swój własny kler, jeżeli wyręczyć musiał Ekscelencję Ks. Biskup pomocnik”. Zaznajomiłem go z prawem kanonicznym. On: „Mnie prawo kanoniczne nie obchodzi” (s.128-129)

O kontrowersjach związanych z pochówkiem Orlicz-Dreszera opowiada także wikipedia, włączając w grono osób przeciwnych pochówkowi także lokalnego proboszcza.

„Ponieważ generał Orlicz-Dreszer nie był katolikiem, zaistniał problem z organizacją nabożeństwa pogrzebowego. Proboszcz parafii oksywskiej zarzekał się bowiem, że nie wpuści za bramę kościoła grzesznika, rozwodnika i innowiercy. W związku z tym oficerowie biorący udział w uroczystości, postanowili wcześniej wymontować z kościoła drzwi”.

Jak widzimy determinacja kadry oficerskiej była wielka, a sprawy związane z upamiętnieniem Orlicz-Dreszera miały monumentalny ciąg dalszy, o którym barwnie opowiada kolejny wpis wikipedyczny:

„Generał chciał ponoć być pochowany nad morzem. Miał o tym mówić swoim bliskim. Nie było jednak możliwości pochowania go na cmentarzu komunalnym. Proboszcz Klemens Przewoski z pobudek moralnych (Orlicz-Dreszer nie był katolikiem) nie chciał słyszeć o mogile na zarządzanym przez siebie cmentarzu, tym bardziej nie mogło być mowy o odprawieniu mszy żałobnej w kościele pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Wykupiono więc teren oddalony ok. 500 m dalej i to właśnie tam miano realizować projekt”.

Tym projektem było Mauzoleum Orlicz -Dreszera. Ogłoszono konkurs na jego projekt, zorganizowano komitet, na jego koordynatora wybrano Wieniawę-Długoszowskiego po czym zaczęła się narodowa zbiórka:

„Ponad dwa lata po śmierci generała Komitet Upamiętniający miał już ponad 130 550 zł ze składek społecznych. Największy udział w tych zbiórkach miały szkoły powszechne i ludność zamieszkująca tereny wiejskie. Sfery zamożniejsze słabiej odpowiedziały na apel Komitetu. Koszt całego mauzoleum obliczono na 210.000 zł. Brakującą kwotę mieli uzupełnić członkowie Ligi Morskiej i Kolonialnej.

Wybudowane mauzoleum składało się z dwóch jasnych wertykalnych filarów czy pylonów ciosanych z kamienia. Front ozdobił napis: „Orlicz-Dreszer”, na bocznych ścianach umieszczono zaś następujące inskrypcje: Żołnierz Komendanta i Strażnik Morza. Do podziemnej krypty pomiędzy kamiennymi blokami wiodły ciężkie kute drzwi. Wbrew wymogom konkursowym mauzoleum miało prawdopodobnie dwanaście metrów, nie osiem. Przed jego licem zwróconym w stronę morza, po obu stronach wejścia, stały pełnoplastyczne cztery postacie. Te umieszczone po stronie prawej przedstawiać miały rozpowszechnianie polskiego ducha na morzu i handel morski, natomiast posągi po lewej stronie – straż nad polskim morzem i flotą narodową”.

Przyznam, że zadęcie nieliche. I o dziwo nikt się nie zająknął, ze Orlicz-Dreszer pełniący przez długie lata funkcje inspektora armii, wyleciał sobie samolotem armii na spotkanie swojej wybranki serca. Gdyby jeszcze kosztem tej eskapady była tylko jego śmierć, to można by było rzec, że ot ułańskie życie i ułańska fantazja. Tyle, że wraz z generałem zginęło jeszcze dwóch oficerów.

Losy mauzoleum - przypominają nieco ostatnią eskapadę generała i kto wie, czy taka a nie inna jego lokalizacja nie była przyczyną jeszcze jakichś żołnierskich nieszczęść, o czym co trzeźwiejsi spece od wojskowości próbowali alarmować, ale bezskutecznie (za wikipedią):

„Wiosną 1939 roku (II wojna światowa), po zajęciu przez Niemcy Pragi i Kłapejdy, 22 marca kierownictwo Marynarki Wojennej zarządziło „stan wzmocnionej czujności”. Niefortunnie mauzoleum było świetnym punktem strategicznym dla Niemców. Ułatwiało wrogim wojskom namierzenie pobliskiej XI baterii nadbrzeżnej Canet. Wielu ludzi jeszcze przed jego wybudowaniem zwracało na to uwagę, jednak bezskutecznie. Zaraz po rozpoczęciu działań wojennych pojawił się pomysł natychmiastowej rozbiórki, jednak również nie został zrealizowany”.

Niemcy podeszli do tematu fachowo i kompleksowo. Tam gdzie miały się znaleźć kluczowe baterie artylerii na wielkie topograficzne znaczniki miejsca być nie mogło.

"Po zajęciu Oksywia przez wojska niemieckie na miejscu cmentarza powstawać zaczęły hitlerowskie stanowiska artyleryjskie. Sam cmentarz został zaś zniszczony między 29 października a 18 listopada 1939 roku”.

Tak z hukiem zatrzasnęła się pierwsza realizacja upamiętniająca. Drugą, o której koniecznie muszę wspomnieć jest albumowe wydanie przygotowane przez Instytutu Pamięci Narodowej. Jest to ceglaste wydanie p.t. „Generał Gustaw Orlicz-Dreszer 1889-1936” autorstwa Piotra Kardeli i Marcina Kruszyńskiego.

Ta monumentalna pod względem jakości papieru, ilości fotografii pozycja jest obarczona jedną zasadniczą wadą. Otóż, bohaterem tak kunsztownego wydania nie może być postać budząca kontrowersje. Wtedy droga do upamiętnienia naznaczona jest pewnymi niedopowiedzeniami, które eufemistycznie możemy nazwać kłopotami z pamięcią. Oto tekst z tego dzieła dotyczący wypadku:

„Udział w dwóch wojnach i praca na odpowiedzialnych stanowiskach po 1921 r. bardzo nadszarpnęły zdrowie generała. Ponadto miał daleko posuniętego raka wątroby. Nie zmarł jednak śmiercią naturalną, lecz uległ śmiertelnemu wypadkowi. 18 lipca 1936 r., lecąc samolotem nad morzem w okolicy Orłowa, na skutek awarii maszyny runął do morza ginąc na miejscu. Jego los podzielili też ppłk Stefan Loth i kpt. Aleksander Łagiewski, obecni w samolocie. Natychmiastowa akcja ratunkowa, poza wyłowieniem szczątków awionetki RWD-510RC, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Gen. dyw. Gustaw Konstanty Orlicz-Dreszer w wieku lat 47 zakończył życie. „Tragedia generała [...] – pisze świadek katastrofy lotniczej – należała do rzędu tych wypadków, które na długo pochłonęły uwagę opinii publicznej całego kraju. Panował powszechny żal, wiedziano bowiem, że Polska straciła jednego z najlepszych swych synów, który zaangażował się bez reszty w budowę jej lepszej przyszłości”.

Jak widzimy tekst ma budzić nutę docenienia za wytrwałą prace i nadszarpniętą wątrobę i wyrażać powszechny żal. Kontrowersje związane z damą serca, inspektorowaniem armii, wypadkiem  i pogrzebem pochłonęło morze zamilczenia. Autorzy piszą, że generała pochowano 20 lipca nad Bałtykiem na Oksywiu, a w uroczystościach brali udział „najznakomitsze osobistości ówczesnej Polski” – prezydent Mościcki, Generalny Inspektor Sił Zbrojnych gen. Rydz- Śmigły, premier Sławoj Składkowski, przedstawiciele parlamentu, generalicja i „przedstawiciele zagranicznych państw”. W imieniu armii przemawiał gen. Wieniawa-Długoszowski. Moglibyśmy zapytać, dlaczego do „najznakomitszych osobistości Polski” autorzy nie zaliczyli prymasa, biskupów, słowem przedstawicieli duchowieństwa i My już znamy odpowiedź na to pytanie. Tyle, że czytelnik IPN-owskiego albumu na pewno jej nie pozna.

W trakcie opisywanych uroczystości pogrzebowych nikt z oficjeli się nie zająknął, o tym o czym biskup Gawlina nie zapomniał wspomnieć, że generał ów brał „wybitny udział w przewrocie majowym”. I to jest moment, którego praca historyków IPN-u na szczęście nie przeoczyła. Stwierdzili oni, że Orlicz odegrał w zamach „niepoślednią rolę”.

Wyglądała ona ich zdaniem mniej więcej tak:

„Dla nas ważne odnotowania jest to, że kierujący całą akcją Dreszer po względem skuteczności spisał się bardzo dobrze – opanował stolicę przy minimalnym nakładzie środków. Mimo, że jego sztab pracował w sposób improwizowany, to umiał tak pokierować wojskiem, by rząd Wincentego Witosa praktycznie sam doszedł do wniosku o bezsensowności dalszego oporu i został zmuszony, wraz z prezydentem, podać się do dymisji” (s.49)

Tu muszę dodać, że autorzy publikacji tak umieli pokierować opowieścią, żeby z Dreszera uczynić postać niemal tragiczną, która była gotowa na przelanie krwi rodaków w imię usunięcia „znienawidzonego rządu Witosa”. Poczytajmy:

„Tuż po przewrocie, 17 maja, miał miejsce incydent, który musiał silnie wstrząsnąć naszym bohaterem. W czasie nabożeństwa żałobnego za poległych w walkach żołnierzy obu stron, które odbywało się w kościele garnizonowym przy ulicy Długiej w Warszawie, ks. płk Józef Panaś, działacz Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) „Piast”, zerwał ordery ze swojej piersi i rzucił pod nogi obecnemu na mszy Dreszerowi, uznając go za współwinnego bratobójczej walki. Czyniąc to rzekł: „[...] palą mi pierś [...], gdyż te same ordery znajdują się na piersiach gen. Dreszera [...], ponieważ zostały zhańbione”. Przemówienie byłego kapelana II Brygady wywarło na zebranych ogromne wrażenie, a zajście na drugi dzień komentowała cała prasa. Nie miało to już jednak żadnego wpływu na dalszy rozwój wypadków w Polsce. Dla Orlicza mogło być powodem do głębokiej refleksji, a zarazem mocnym bodźcem do czynienia wszystkiego, aby krew, która została przelana, nie była przelana na marne.

Dreszer musiał wiedzieć, że walka w imię „powrotu” Piłsudskiego przyniesie za sobą określone koszty. Rozpoczynając zamach, miał jednak bardzo silne poparcie społeczne, ponieważ praktycznie cała ulica postawą i głoszonymi deklaracjami dawała moralne poparcie na rzecz usunięcia znienawidzonego rządu Witosa”. (s.49-50).

Nie wiem czy zauważyliście, ale na początku cytowanego fragmentu, autorzy tekstu nazwali generała „naszym bohaterem”. Brzmi w tym wyrażeniu pewna dwuznaczność. Myślę, że powinniśmy to odczytać, jako wskazanie bohatera tekstu. Oczywiście istnieje też taka możliwość, że mniej wyrobieni lingwistycznie czytelnicy, potraktują to nieco bardziej dosłownie i pochylą głowy nad dokonaniami generała, a to w legionach, a to podczas wojny z bolszewikami, a to w Lidze Kolonialnej, której dzielnie przewodniczył, a wtedy uznają za zupełnie zasadne dalsze pielęgnowanie jego pamięci.

Mogę się mylić, ale w tej wielkim pochodzie pamięci zaczynającego się od zdjętych drzwi kościoła aż po budowę mauzoleum, dostrzegam rękę Wieniawy-Długoszowskiego, który (o czym mowa także w albumie) mocno się przyłożył do nadwyrężenia wątroby Orlicza. Wieniawa w trakcie przewrotu majowego odegrał także niepoślednią rolę. Organizując budowę mauzoleum, fundował równocześnie pomnik swojej pamięci. Historia sprawiła, że nie przetrwał on zbyt długo.

W Wikipedii znajdziecie jednak szereg innych inicjatyw upamiętniających generała Orlicz-Dreszera. Ot choćby ulice jego imienia. Ulicy imienia „Ofiar przewrotu majowego” nie ma ani jednej.

To trochę jak z książkami...

IPN-owski album o Orlicz-Dreszerze znajdziecie bez trudu, a o wspomnienia arcybiskupa Józefa Gawliny dużo trudniej.

https://allegrolokalnie.pl/oferta/jozef-gawlina-wspomnienia-rk6

https://allegro.pl/uzytkownik/makulekturapl

 

 



tagi: pamięć  wieniawa-długoszowski  ipn  zamach majowy  arcybiskup józef gawlina  generał gustaw orlicz-dreszer  mauzoleum 

Alfatool
12 czerwca 2026 11:33
7     208    6 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

gabriel-maciejewski @Alfatool
12 czerwca 2026 12:10

Przerażająca pycha tych ludzi i popłuczyny po niej, które są dziś podawane jako największy rarytas...

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @Alfatool
12 czerwca 2026 12:31

Przerażająco trafny komentarz.

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Alfatool
12 czerwca 2026 13:25

Żeby oficerki wykazali tyle inwencji we wrześniu 1939 jak przy demontażu drzwi kościelnych. Teraz mamy to samo. Wysrywy mundurowych w necie o prezydencie i obronności. A w razie wojny Zaleszczyki...

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @Matka-Scypiona 12 czerwca 2026 13:25
12 czerwca 2026 15:16

Już nie Zaleszczyki.

 

Tupot lakierków i kierunek Berlin, Londyn, Paryż, Bruksela.

A jaki wybór środków lokomocji.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Alfatool
12 czerwca 2026 15:19

Jak można pisać o jakichs  refleksjach człowieka, który uwiódł aż dwie cudze żony? On się tymi rzuconymi orderami nic a nic nie przejął 

W Warszawie po 1989 przywrócono na starym Mokotowie nazwŵ Park im. Dreszera.

Dziś już nie ma takich kapłanów. Działa komisja ksrd. Rysia w sprawie pedifilii i każdy kapłan może zostać obrzucony gó****m. Więc dziś już nie trzeba demontować drzwi ani nie trzeba wykupywac terenów pod pochówki. 

Jaruzelski miał pogrzeb katolicki ponoć. 

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @OjciecDyrektor 12 czerwca 2026 15:19
12 czerwca 2026 15:29

"Jaruzelski miał pogrzeb katolicki ponoć. "

 

Dom wariatów.

zaloguj się by móc komentować

zkr @Szczodrocha33 12 czerwca 2026 15:29
12 czerwca 2026 15:55

"Jaruzelski miał pogrzeb katolicki ponoć."

A Kiszczak prawoslawny:

"Został pochowany bez asysty wojskowej 7 listopada 2015 na cmentarzu prawosławnym w Warszawie przy udziale jedynie najbliższej rodziny, przyjaciół i trzech księży prawosławnych[36]."

Czesław_Kiszczak#Śmierć_i_pogrzeb

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować