-

Alfatool : Nie ma czasu na nudę drogi przyjacielu. Układam mozaikę z podejrzanych zdarzeń, strzępków dawnych ksiąg... (B. M. - List do Aleksandrii II)

Dziś dzień Świętych Archaniołów - tekst o dwóch z nich

 

Dziś święto Świętych Archaniołów, a więc chyba imieniny Gospodarza. 

Zamiast życzeń, pozwalam sobie załączyć tekst, który jest podziękowaniem za Szkołę Nawigatorów za wytrwałość, niezłomność, zdolność gromadzenia ciekawych ludzi i treści i za to, że było mi dane w tym wszyskim uczestniczyć. Raz jeszcze dzięki.

 

"Matejko i tunel zatraty"

 

Rozdział pierwszy

Sprzymierzenie świętych i sprawa Mistrza Jana

O tym, że święci także mają się o co modlić, Jan Matejko o co zżymać na Lady Ga-Gę, a krytycy sztuki mogą doprowadzić na skraj piekielnej wściekłości nawet święte męczennice

 

10 kwietnia 2025, Niebo

U szczytu stołu siedział młodzieniec z długimi ognistymi włosami, które opadając dotykały wyrastających mu na plecach dwóch wielkich ciemnych pierzastych skrzydeł. Odziany był w misternie wykonaną, odkrywającą ramiona kolczugę. Włożona była ona na kobaltowo zabarwioną tunikę. Jego twarz jaśniała pewnością siebie, spokojem i opanowaniem. Wydawało się jednak, że rycerski rynsztunek pasował jak ulał do jego postaci i że wystarczy pretekst, by na jego anielskiej twarzy nagle zawitało ogniste, wojownicze spojrzenie, a jego ramię sięgnęło po miecz. Nad jego głową widać było jasną poświatę, która momentami zdawała się skupiać w świetlisty płomień. Wszyscy obecni wiedzieli, że to ledwie niewinny błysk, w porównaniu z ogniem, który rozjarzał jego broń w czasie walki.

Twarze mniej więcej trzydziestu postaci zebranych przy stole zdały się zawierać pierwiastek, czyniący je delikatnymi, szlachetnymi, wręcz uduchowionymi. Nic dziwnego, był tu jeden archanioł i sami święci. Jeśli ktoś dysponowałby dobrą znajomością skarbca twórczości jednego z dziewiętnastowiecznych malarzy, to bez większego trudu mógłby rozpoznać poszczególne postacie, bowiem ich twarze i stroje były żywcem wzięte z obrazów Jana Matejki. Na spotkaniu, ze świętych umieszczonych przez Matejkę na obrazach, brakowało jedynie archanioła Gabriela, który zajmował się wraz ze swoją grupą wspomaganiem pewnego ziemskiego wydawniczego przedsięwzięcia. Tym co go z niebiańskim posłańcem nierozerwalnie łączyło, było jedynie to samo imię - Gabriel.[1] Natomiast ostatnie efekty pracy, otoczonej dyskretną opieką oficyny, mocno korespondowały z oczekiwaniami niebios. W krótkich odstępach zostały w niej wydane książki o świętej Brygidzie, świętym Stanisławie, Janie Boboli, Janie Kapistranie, Dominiku i świętej Katarzynie Sienieńskiej. Sprawy na tym froncie układały się w miarę pomyślnie. Natomiast wysiłki zdecydowanie liczniejszej, po raz kolejny zebranej grupy, dedykowanej odkryciu tajemnic pozostawionych przez Matejkę, od lat rozczarowywały.

Święte konsylium zebrało się właśnie w jego sprawie, a chcąc oddać mu hołd postanowiono, że każdy z obecnych przyoblecze swą nieśmiertelną duszę w wizualną wizję wykreowaną niegdyś przez Mistrza Jana, który zaczynał się niecierpliwić tym, co działo się z poniewieraniem jego twórczości na ziemi. Gdyby nie to, że erupcje malarskiego niepokoju miały miejsce w niebie, to można by bez zbytniej przesady twierdzić, że Matejko się pieklił. Diablo się pieklił!

Właśnie zakończyła się modlitwa w intencji wspomożenia wszystkich zebranych przy stole darami Ducha Świętego. Ten wykazywał się wobec zgromadzonych wielką łaskawością, bowiem nieustająco obdarzał ich bezcennym darem rozeznawania języków i ich rozumienia. Dziś szacowne grono wiodło obrady po polsku. Komuś nie obeznanemu z tematem wydawałoby się, że porozumiewanie się w niebie to sprawa prosta. Rzeczywistość, była zupełnie inna, bo wymagała komunikowania się osób pochodzących z różnych krajów, różnych regionów, różnych kultur, lecz przede wszystkim z odległych od siebie nawet o kilkanaście wieków epok. Przez wiele wieków językiem uniwersalnym była w niebiańskiej rzeczywistości łacina. Niestety nad popsuciem tego cudownego narzędzia usilnie pracowano w tak zwanej „doczesności” i coraz częściej grono świętych zasilały osoby, które jej w ogóle nie znały. Mało tego, święci starszej daty pozostawali często bezradni wobec modlitw, kierowanych do nich przez ludzi młodych, zwłaszcza w momentach, w których miano je czymś obdarować. Skąd średniowieczny święty mógłby wiedzieć, o co naprawdę modli się dziecko prosząc o tablet, ajfona, smartłocza, czy plejstejszon i skąd miałby wiedzieć, czy te modlitwy różnią się gatunkowo od uwolnienia od hejtu na fejsie. Duch jednak czuwał i święci rozumieli co się dzieje w doczesności. Niebiański język także ulegał modernizacji i momentami (o czym zgromadzeni przy stole mieli się za chwilę przekonać) bardzo się oddalał od dawnej dystynkcji. Ale pośród darów Ducha Świętego[2] próżno szukać daru języków, więc zdaje się, że to dar męstwa objawił się po modlitwie najszybciej, bowiem z przeciwnego końca stołu popłynął męski głos rozpoczynając odmawianie kolejnego pacierza. Na jego pierwsze słowa twarz młodzieńca ze skrzydłami i kolczugą, zaczęła mienić się ciemniejącymi odcieniami czerwieni, gdyż słowa były kierowane bezpośrednio do niego.

- Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną.

Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła.

Amen.

W trakcie modlitwy dołączyły do niej kolejne głosy, a jej druga część brzmiała już głośnym zgodnych chórem wszystkich zgromadzonych świętych. Archanioł Michał nie był pewien kto rozpoczął wybrzmiały pacierz, gdyż wszechwiedza nie była atrybutem przynależnym jego niebiańskiej szarży. Wiedział jednak, że jeśli prawda ma przynieść jakieś dobro, to wcześniej, czy później ją pozna.

Modlitwa do Michała Archanioła została ułożona w 1884 r. przez papieża Leona XIII. Po odprawieniu mszy świętej papież pozostał w kościele, aby odmówić dziękczynienie przy ołtarzu. Wtedy usłyszał niezwykły dialog. Szatan chełpił się, że potrafi zniszczyć przymierze Boga z człowiekiem:

- Mogę zniszczyć Twój Kościół!

Łagodny głos Jezusa odpowiedział:

- Możesz? Uczyń więc to.

- Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy – ciągnął diabeł.

- Ile czasu? Ile władzy?

- Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą – licytował Szatan.

Pan odpowiedział

- Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz.

Papież miał także wizję ataku demonów na wiernych, odpartego przez św. Michała i jego aniołów, gdy ludzie skierowali do wodza wojsk niebieskich swoje modlitwy. Zaraz po tym widzeniu Leon XIII ułożył tekst zawezwania. Następnie poprosił o rozesłanie modlitwy do wszystkich biskupów ordynariuszy na całym świecie.

Modlitwa okazała się pomocna. Sto ziemskich lat minęło i to z okładem. W tym czasie świat kilkakrotnie znalazł się na krawędzi zagłady, a plan przeciwnika był bliższy powodzenia, niż ludzie chcieliby dziś przyznać. Czasami decydowały miesiące, a może tygodnie, pojedyncze chwile, czasami pojedynczy ludzie i ich decyzje.

Odkąd w eschatologicznej rozgrywce pojawiła się broń mogąca unicestwić większość żyjących na Ziemi, obcowanie świętych przypominało coraz częściej spotkania sztabów antykryzysowych. Tym razem kaliber sprawy wydawał się nieco mniejszy, bowiem oficjalnie prowadzone przez archanioła zebranie odbywało w związku z pięćsetną rocznicą hołdu pruskiego, który miał miejsce na krakowskim rynku 10 kwietnia 1525 roku.

Zazwyczaj słowa modlitwy ułożonej przez Leona XIII sprawiały, że w sercu archanioła Michała rozpalał się ogień, skrzydła lekko drgały, bo po plecach przebiegały mu dreszcze. Dziś było inaczej, odczytał je jako mało subtelny apel inicjowany przez któregoś ze świętych, o bardziej zdecydowane kroki w sprawach bulwersujących Matejkę. Malarz domagał się od świętych podjęcia reakcji w walce o prawdy zawarte w jego dziełach. Jasnym (przynajmniej dla archanioła) jest, że czas w niebie płynie inaczej, a okres stu kilkudziesięciu ziemskich lat nie powinien budzić zniecierpliwienia. Jednak postrzeganie upływu czasu przez ludzi mocno odbiegało od tego co zwie się „anielską cierpliwością”. Nadto święty Michał czuł, że do planów nieba miesza się największy przeciwnik niebiańskiej geostrategii.

Archanioł, który na dłuższą chwilę odleciał myślami od stołu, został przywołany z powrotem znaczącym chrząknięciem. Święty Michał spojrzał na czarnowłosą dziewczynę siedzącą po jego prawicy. Ona także była w zbroi, okrytej niebieskim płaszczem utkanym gęsto złotą nicią. Nad jej głową jaśniała aureola. Była to Joanna d’ Arc – główna bohaterka największego jeśli chodzi o powierzchnię zamalowanego płótna.

Jan Matejko, Dziewica Orleańska (fragment), nad głową Joanny od lewej: św. Malgorzata z Antiochii (męczennica), św. Archanioł Michał, św. Katarzyna z Aleksandrii (męczennica)

 

Święty Michał uśmiechnął się do swojej ulubienicy, bez której Francja mogła się bezskutecznie zmagać z Anglikami przez kolejne sto lat i rozpoczął naradę:

- Czcigodni, zebraliśmy się tu w nad wyraz delikatnej i kłopotliwej kwestii. Mistrz, który niegdyś namalował nasze oblicza na swych obrazach, rysunkach i szkicach jest niezmiernie zaniepokojony faktem, że jego twórczość spotyka się na ziemi z kompletnym niezrozumieniem, jego dzieła z dziwnymi szykanami, a jakość kolejnych interpretacji pozostawia wiele do życzenia. Jan jest zbulwersowany poziomem kolejnych publikacji, a jego wypowiedzi na ich temat składają się z ze słów powszechnie uznanych w doczesności za niecenzuralne i nie przystające do niebiańskich norm. Próby ukojenia jego rozgoryczenia nie przynoszą skutków, a on sam domaga się audiencji przed obliczem Najświętszej Trójcy, żeby - jak powiada „błagać o wyplenienie czortowskich pomiotów poniewierających jego uświęcone dzieło”. Szczerze mówiąc, postawienie go w stanie tak okropnego rozedrgania przed Naszą Umiłowaną Zwierzchnością, moim zdaniem nie wchodzi w rachubę. Tak podpowiada mi moje wielomilenijne doświadczenie. Wiecie bowiem, jak i ja, że istnieje granica rozgoryczenia, która postawiona przed obliczem najwyższej łaski, miłości i dobroci pozostanie niewzruszona, bo naruszone zostały fundamenty…

- Wiara i nadzieja. On stracił nadzieję na to, że ktoś odczyta pozostawione przez niego w obrazach znaki i utracił wiarę w ludzi, w rodaków, w naukę – dokończyła Dziewica Orleańska.

Przy długim stole zapadło niezręczne milczenie. Jego przyczyną wcale nie było to, że zgromadzonym zabrakło odwagi, lecz liczba wątków do podniesienia, które bulwersowały nawet świętych. Kroplą, która przelała kielich matejkowskiej goryczy, był obraz Stańczyka zawieszony krzywo nad jakimś rozmemłanym łóżkiem stojącym z okropnie zabałaganionym pokoju na okładce ostatniej płyty „Harlequin”, którą wydała Lady Gaga.

 

Fragment okładki albumu Lady Gagi Harlequin[3]

 

- Arlekin w buduarze! A może barłóg w lunaparze? Jak tak można poniewierać czyjś dorobek, tak kaleczyć ludzką wrażliwość! – skarżył się wszystkim namalowanym przez siebie świętym, acz nieobecny w trakcie dzisiejszego spotkania, Matejko.

Milczenie przerwała święta Małgorzata z Antiochii, która w imię miłości Chrystusa odrzuciła związek z rzymskim notablem. Spotkały ją za to tortury i śmierć przez ścięcie. Mistrz umieścił ją na obrazie „Dziewica Orleańska”, bowiem jej głos, obok głosów świętego Michała i świętej Katarzyny zagrzewał Joannę do podjęcia walki z Anglikami o wolność Francji. Wyraźnie rozmodlone na malowidle oblicze świętej Małgorzaty, było kompletnie odmienione i emanowało dystyngowaną, chłodną i merytoryczną zaciętością, tak dobrze znaną z parlamentarnych wystąpień jej imienniczki, niegdysiejszej premier Zjednoczonego Królestwa, Margaret Thatcher. Święta Małgorzata zaczęła zimnym tonem:

- Od dziesiątek lat przyglądamy się temu co się dzieje w doczesności. Staramy się przestrzegać zasad nieingerencji, to znaczy nie wkraczania w rzeczywistość, gdy nie zostaniemy przywołani przez żyjących. Powiedzmy sobie szczerze przyzywają nas coraz rzadziej. Od tej bezczynności nawet dusza może zamienić się w kamień. Najgorsze jest to co się odpier…

Tu zawiesiła głos, jakby chciała użyć słowa, którego nie mogła wykorzystać bez popełnienia grzechu pospolitego. Wszyscy święci słysząc jej bojowy ton, zamarli w oczekiwaniu, czy zdecyduje się splamić przewiną, ale Małgorzata wybrała taką wersję, którą niebiańskie leksykony określały jako dopuszczalną, acz niezalecaną.

- Najgorsze jest to co się odpiernicza w książkach, które niosły nam tyle nadziei na odkłamanie prawdy i o świętych i o Mistrzu Janie.

- Wspomnę tylko o wydaniu Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II z 2007 roku, które nosi tytuł „Wierzę w cuda nie od dziś”. Religia w życiu i twórczości Jana Matejki” . Wszyscy jak tu dziś jesteśmy liczyliśmy na to, że wszystkie tak bulwersujące nas kwestie zostaną wyklarowane i dokładnie opracowane. Tymczasem niektórzy z tu siedzących zostali potraktowani jeśli nie obraźliwie, to przynajmniej lekceważąco.

Święty Michał uniósł lekko brew, bo znał tę książkę, która wcale nie zasłużyła na to, by ją krytykować, a już na pewno nie w pierwszej kolejności. Milczał jednak, bo wiedział również jak wyglądały starcia z kobietami, które miały w oczach żar pierwszej kobiety, która została premierem Wielkiej Brytanii.

- Otóż autorka książki sporządziła aneks zatytułowany: „Postacie świętych i błogosławionych pojawiające się w obrazach Jana Matejki”.[4] Jak mamy ocenić fakt, że nie znajdziemy w nim świętej Joanny d’ Arc? Jej beatyfikacja odbyła się w roku 1909, kanonizacja w 1920, a Mistrz Jan namalował ją z aureolą na swoim największym płótnie już w roku 1886! On uznał ją za świętą, zanim uznał ją Kościół! Jakim więc prawem, czy obyczajem wydawnictwo katolickiej uczelni nie dopilnowało, by Joanna znalazła się tak gdzie jej należne miejsce!

Słysząc mocno wybrzmiały wykrzyknik kończący wypowiedź świętej Małgorzaty, odezwała się jej towarzyszka z obrazu Matejki, odziana w długą białą kompletnie odsłaniającą ramiona suknię Katarzyna z Aleksandrii – męczennica z czasów rzymskich, której los i dramatyczny koniec były niemal identyczne z tragedią świętej Małgorzaty.

- Tych karygodnych zaniedbań jest więcej.

Niektórzy ze zgromadzonych spoglądali na jej piękną delikatną twarz, lecz kilku z siedzących przy stole świętych odwracało wzrok, od nagiej szyi Katarzyny i jej niemałych, równie odkrytych okolic – ot taki doczesny nawyk, by nie zgrzeszyć pożądliwym spojrzeniem.

- Aneks nie wspomina także o świętym Klemesie Hofbauerze – apostole Warszawy i Wiednia, którego papież Leon XIII, tenże sam, który ułożył modlitwę do ciebie archaniele Michale, beatyfikował w 1888 roku. Kościół uczynił świętym wielebnego i obecnego tu Klemensa w roku 1909. Jan Matejko namalował jego oblicze na obrazie „Konstytucja 3 Maja”, o którym badaczka pisze w swej książce, więc go zapewne oglądała. Skąd takie zaniechania, a może przeoczenia, skoro w aneksie umieściła nie tylko świętych, lecz także błogosławionych? Czy wynika to z faktu, że nikt obrazów Matejki porządnie nie studiuje. Czy historia sztuki tak podupadła? A może to sprawka sił nieczystych, którym należy postawić odpór?

- Odpór to w pierwszym rzędzie należałoby postawić wszelakiej bylejakości i brakowi porządku.

Wtrącił święty Klemens i dodał.

- To, że mistrz wybrał mnie jako obiekt malarski wypełnia me serce głębokim wzruszeniem. Zrobię wszystko, by mu się odwdzięczyć. Pragnę jednak zauważyć, że książka Elżbiety Matyaszewskiej jest cenna, bo dotyczy głębokiej religijności pana Jana, którą albo skrywano, albo z niej kpiono. To, że nie ma mnie w aneksie ani w indeksie osobowym wielkiej ujmy mi nie przynosi, aczkolwiek samej pracy niechybnie szkodzi i skłania ku miernej ocenie dzisiejszych dociekań naukowych.

Tu do dyskusji ponownie włączyła się święta Katarzyna.

- Niektóre dzisiejsze opracowania w ogóle nie zasługują na miano naukowych. A już to, co wyprawiają radośni fachowcy klecący Wikipedię, przyprawia o chęć posłania w ich niedouczone mózgi gromu z nieba. Niechaj szanowne grono sobie wyobrazi, że polski wpis dotyczący obrazu Matejki „Dziewica Orleańska” sugeruje, że święta na obrazie Matejki to Małgorzata z Krotony! To niechlujstwo albo celowe wprowadzanie ludzi w błąd. Słowem jeden wielki skandal!

Dyskusja zaczęła zmierzać w kierunku, którego święty Michał chciał uniknąć. Gdyby zgromadzone gremium miało się zająć zwalczaniem błędów "wyrobu prawdopodobnego"[5] zwanego Wikipedią to niechybnie niebiańskie „świętych obcowanie” trzeba by przemianować na „wieczne prostowanie”. Dlatego, by wrócić do głównego wątku zdecydował się zastosowanie czegoś, co dyplomaci nazywają opcją atomową i zacytował z pamięci.

- „Archanioł: ordynarny drab, z karkiem wołu, z wymęczoną twarzą aktora, z szarymi śladami po ogolonym zaroście i rudą peruką clowna; jedna ze Świętych na olbrzymich grubiańskich łapach podaje, z niemożliwym przedrzeźnianiem wdzięku, lilię na końcach palców; druga załamuje ręce tak grube, jak dobrze rozwinięte nogi.

Czy takie osoby, w naszym pojęciu, mogą być uosobieniem jakiegokolwiek wyższego, idealniejszego pierwiastku ludzkiej natury?”.[6]

Przy stole zapadła kompletna cisza. Twarz Małgorzaty spłonęła purpurą i a dekolt Katarzyny falował niczym ocean w czasie huraganu. Święte męczennice doskonale znały ten cytat z artykułu Stanisława Witkiewicza i nie wiedzieć czemu owe słowa nawet w niebie sprawiały im cierpienie i to gorsze od katusz, które były im zadawane przed ich doczesnym końcem na ziemi. Kto wie może w ten sposób objawiała się tajemnica istoty kobiecości potrafiącej radzić sobie z ogromem fizycznego bólu, ale nie mogącej ścierpieć zjadliwych słów dotyczących kształtu ciała, a zwłaszcza kończyn. Równie zaskakujący dla męczennic był fakt użycia tego cytatu przez świętego Michała, bowiem dotyczył w dużej mierze właśnie jego archanielskiej urody porównanej z facjatą niedogolonego draba.

- Kochani. Wielu z Was zna i pamięta te słowa krytyka sztuki, których użył Witkiewicz w roku 1887. Widzę, że do dziś dnia są one w stanie poruszyć struny bólu w waszych przywykłych do cierpień duszach i ciałach. Ta niesprawiedliwa opinia razi od niemal stu pięćdziesięciu lat także i mnie osobiście, lecz przytoczyłem ją dlatego, by uświadomić naszemu zgromadzeniu fakt, że przeinaczenia, wyolbrzymienia i przekłamania to nie są rzeczy, z którymi mierzymy się od niedawna. Mistrz Jan znosił je już za swojego życia doczesnego, a wraz z nim musieliśmy je znosić także my.

Po czym dodał słowa, które studziły emocje a podgrzewały zapał do działania i dodawały otuchy:

- Myślę, że nadchodzi kres tej niegodziwości. Nasze spotkanie wiąże się z planem odwrócenia nieszczęsnego stanu rzeczy. Pozwólcie, że przeczytam Wam najnowszy raport.

Wygłaszając te słowa doskonale zdawał sobie sprawę, że ostatnie zdania to zwykła motywacyjna gawęda, która ma się nijak do tego, że w doczesności od dość dawna hulała szeroko otwarta brama do duchowych czeluści. To te straszne wrota niosły spustoszenie, które sprawiały, że kolejne interpretacje dzieł Matejki przypominały zamęt wywołany pomieszaniem języków przy budowie wieży Babel. Niestety fakt otwarcia tej piekielnej bramy miał bezpośredni związek z samym Matejką. Wiedziało o tym jedynie kilka najwyżej postawionych postaci w Niebie. W ich rozmowach nazwano to tunelem zatraty, w którym ginęły sensy obrazów, dobre intencje ludzi, a często także ich dusze. Skoro jednak tunel powstał jako świadomy i wolny wybór człowieka, to jego złowrogie skutki mógł odwrócić jedynie człowiek. Niebo desperacko poszukiwało wybrańca, który mógłby wypełnić te misję. Do tej pory za każdym razem, gdy wydawało się, że ktoś idzie dobrą drogą i że jest coraz bliżej prawdy o tunelu, nagle waliło się wszystko. W XXI wieku chętnych do oglądania obrazów Matejki było coraz mniej i sprawa pojawienia się wybrańca wyglądała prawie beznadziejnie.

cd(mn)n.[7]

[1] Gabriel to imię realnie istniejącego pisarza i wydawcy w jednej osobie. Osoby zdeterminowane na pewno ustalą jego pełne personalia.

[2] Dla przypomnienia: Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia siedem darów Ducha Świętego: 1. Dar Mądrości · 2. Dar Rozumu · 3. Dar Rady · 4. Dar Męstwa · 5. Dar Umiejętności · 6. Dar Pobożności

[3] Fragment okładki wariantu promocyjnego/ limitowanego albumu Lady Ga-Ga Harlequin, wyd. Interscope Records 27 września 2024. Koncepcja wizualna / art direction albumu: mtla.studio, fotografia wykorzystywana w materiałach albumowych: Scarlett Carlos Clarke, Typografia (wydania fizyczne): Davey Leavitt Studio

[4] Elżbieta Matyaszewska, “Wierzę w cuda nie od dziś” Religia w życiu i twórczości Jana Matejki,

[5] Nawiązanie do wyrobów czekoladopodobnych udających czekoladowe słodycze za czasów komuny. Miały one tyle wspólnego z czekoladą, co prawda z tak zwaną trzecią prawdą Tischnerowską (gówno prawdą)

[6] Stanisław Witkiewicz - cytat autentyczny, dokładny opis bibliograficzny znajdzie się w książce p.t. "Matejko i tunel zatraty"

[7]ciąg dalszy (mam nadzieję) nastąpi.

 

A tu link do książki pani Elżbiety - mimo zarzutów podnoszonych przez niektóre święte - trudno ją znaleźć. To jedna z niewielu okazji:

https://allegrolokalnie.pl/oferta/elzbieta-matyaszewska-wierze-w-cuda-nie-od-dzis-religia-w-zyciu-j-matejki



tagi: jan matejko  archanioł gabriel  tunel zatraty  archanioł michał  święta joanna d'arc  święta małgorzata z antiochii  święta katarzyna z aleksandrii 

Alfatool
29 września 2026 13:53
5     286    1 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

gabriel-maciejewski @Alfatool
29 września 2026 14:15

Dzięki, ale imieniny mam razem z urodzinami - 27 lutego

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Alfatool
29 września 2026 14:39

Nie chcę Cię martwić, ale żaden ksiądz nie zrozumie co tu jest napisane. Zajrzyj do linków, które zamieściłem w dzisiejszym tekście

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @gabriel-maciejewski 29 września 2026 14:15
29 września 2026 14:45

No to falstart, ale życzenia szczere.

zaloguj się by móc komentować

Alfatool @gabriel-maciejewski 29 września 2026 14:39
29 września 2026 14:48

To do mojej wersji nieba musieliby dłuuugo kołatać modląc się o zmiłowanie.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Alfatool
29 września 2026 22:27

Tak się zastanawiam...ganisz, a jednocześnie usprawiedliwiasz...:). 

Z Janem Matejko i jego twórczością jest dokładnie tak samo, jak z naszą historią. Pokażesz prawdę i robisz popłoch. Ludzie cesarza Konrada, co to kazał Czechom wykastrować cesarza Mieszka II, cały czas żyją i realizują wytyczne. Za parę lat minie 1000 lat od tego momentu, a omerta dalej działa. Jan Matejko chciał zniszczyć tę omertę. No i się doigrał....

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować